AUSTRA – Future Politics (Domino/Sonic)

Naiwność źle się kojarzy, tolerancja jest świadectwem słabego charakteru, przyjaźń zastępują druty żyletkowe a miłość poległa w zderzeniu z agresją, dlatego uciekamy w utopijne majaki, które są naszą bronią. Tak można skwitować ideologiczne zaplecze najnowszej płyty Austra. Przemyślenia niewesołe, podparte niezwykle sugestywną i całkowicie nie-violence’ową muzyką. 

Przyznam, że niespecjalnie interesują mnie „mądre” rozważania, niezależnie czy snute przez scenicznych ideologów czy twórców deep house, bo zazwyczaj nie są dużo lepsze od naiwnych w swojej wymowie bajań tzw. trv satanistów, zdarza się jednak, że nasycenie treści zwraca uwagę. Tak jak na najnowszym, trzecim albumie Kanadyjczyków z Austra. Być może ta jaskrawa próba ucieczki przed wkurwieniem, które wyłazi z każdego zakątka świata jest naiwna, nie sposób jednak nie przyznać muzykom racji. Czasami człowiek ma ochotę odpłynąć do nibylandii i przez chwilę pomarzyć, że nie ma wojen i polityków, czyli wszelkiej maści idiotów, którzy w minionym i (zapewne) tym roku będą nadawać ton tzw. publicznej dyskusji. Niezależnie, czego dotyczącej. Skoro jednak żyjemy w realu, trzeba pochylić się nad samą muzyką, bo ta doskonale podkreśla słowa, wyśpiewywane przez Katie Stelmanis.  Austra

Wspomniana sugestywność przekazu krążka zasadza się na doskonałej równowadze pomiędzy podkładami a warstwą wokalną. Muzycznie mamy do czynienia z elektronicznym minimalizmem, rozpinającym się gdzieś na terytoriach szczątkowego trip-hopu, muzyki house i precyzyjnie rozplanowanych podkładach syntezatorów (warto zwrócić uwagę na świetną partię tego instrumentu w „Angel in Your Eye”) czy samplerów. Zamiast przepychu, są zimne plamy, lekko zarysowana rytmika; bardziej chodzi o podkreślenie warstwy wokalnej niż zbudowanie gęstej, instrumentalnej narracji. Właśnie – głos pani Stelmanis jest tu najważniejszy, wysunięty do przodu, ostry, pozbawiony ozdobników i precyzyjny niczym skalpel; w pierwszym momencie może nawet wydawać się przesadzony, szczególnie przez wyraźne operowe inklinacje. I co ciekawe, wcale nie jest patetyczny, za to w wielu miejscach urzekający niebanalnymi melodiami, tak jak chociażby w kompozycji tytułowej czy w jeszcze lepszym „I Love You More Than You Love Yourself”. Są w tym wszystkim emocje, realne napięcie, wyczuwalne w każdym momencie płyty. Mimo, że można „FP” kwalifikować jak muzykę taneczną („Utopia”, „Freepower” czy „Gaia”), jest w tym dużo smutku (przejmujący „43”, traktujący o masakrze studentów w Meksyku czy „I’m a Monster”), czasami nawet przewinie się coś bardziej akustycznego („Deep Thought”). Nie wiem, czy dobrze będzie się przy takiej muzyce tańczyć, bo mam dwie lewe nogi, ale słucha się jej wybornie.

„Future Politics” konkretnie rozprawia się z lekceważącym (żeby nie powiedzieć – kpiącym) traktowaniem IDM-u. Trzeba mieć nielichy talent, żeby w sztukę, jakby nie patrzeć, użytkową, tchnąć tyle nie przesadzonej powagi i treści.

Arek Lerch

Pięć