ATOMIC TRIP – Strike 1

Pamiętam kiedy lata temu, na jakieś domówce, ktoś pokazał mi klip „The End Of The Beginning” kapeli God Is An Astronaut. Po kilku głębszych, muzyka i obraz zlały się w jedno, ukazując destrukcyjną moc natury i atomowych wybuchów. I to te atomowe podmuchy i grzyby zrobiły wtedy na mnie ogromne wrażenie, które nie opuściło mnie do dziś. Eksplozje śmiercionośnych bomb mają w sobie coś hipnotyzującego. Od dziś mają także nowy soundtrack.

Stoner/doom metalowych kapele wyrastają jak grzyby po deszczu, moda trwa, a muzyczny (a właściwie bandcampowy) rynek zalewa fala za falą – kapel gorszych, jeszcze gorszych i znakomitych. Bezapelacyjne Atomic Trip zaliczyłbym do tej ostatniej kategorii. Francuskie trio na swoim debiutanckim krążku „Strike 1” proponuje słuchaczowi swoją wizję atomowej zagłady. Powolną, ciężką jak tonaż Car Bomby, głośną niczym sam wybuch.

Na całość składają się tylko dwa instrumentalne kawałki „Bomb #1”, oraz „Bomb #2”, są natomiast na tyle długie, że możemy nacieszyć uszy zfuzzowanymi gitarami i potężną sekcją, która dosłowanie, miażdży uszy słuchacza. Do momentu, w którym zaatakował mnie pierwszy riff „#2”, myślałem, że Conan na żywo, to najcięższa rzecz jaką usłyszałem w życiu – pomijając drone’owy Sun O))) – myliłem się. I ta pomyłka spowodowała na mojej twarzy szelmowski uśmiech! To jest to czego osobiście szukam w tym gatunku. Oczywiście, sprawny i znający temat słuchacz, nie dostrzeże tu niczego nowego, wszak Atomic Trip Ameryki nie odkrywa, a inspiracje kultowym już „Dopesmoker” Sleep słychać z kilometra, jednak francuzi mają magnez i przyciągają. Tych dwóch kawałków chce się słuchać na okrągło! photo

Na swojej bandcampowej stronie, trio pisze: „Weź głęboki oddech. Wypij piwo. Zapal zioło. Zrelaksuj się. Wypij kolejne piwo. Podgłośnij na maxa. Wciśnij play. Eksploduj. Zostań zfuzzowany” – i to w zasadzie najkrótsze podsumowanie podejścia i pomysłu na muzykę, które z resztą stonerowcom obce nie są. A z tą głośnością uważajcie, bo głośniki mogą serio eksplodować!

Oppenheimer byłby dumny.

Tom Wolf

Cztery i pół