ANAAL NATHRAKH – Desideratum (Metal Blade Records)

2014 rok mija w niezwykle szybkim tempie, już połowa listopada za nami – nadal nie wiem jakim cudem to się stało. W międzyczasie pojawiło się już wiele ciekawych i tych nieciekawych płytek, na podstawie których można się skusić o jakieś podsumowania, o jakiś wybór tych szczególnych perełek i stojących w opozycji parchów i gniotów. Zjadanie własnego ogona Anaal Nathrakh ma już za sobą, jak się okazuje przyszła pora na resztę tułowia z głową na deser.

To fenomenalny zespół, dwóch utalentowanych i charyzmatycznych chłopa, kawał świetnego pomysłu na siebie, a jednak i w tej kwestii wszystko ma swoje granice. Pamiętam pomyłkę z „Passion”, czyli nieudolne podsumowanie wszystkich atutów zespołu, no, z tym wyjątkiem, że zapakowanych w materiał gorszej jakości. Przedostatni „Vanitas”, podmuch świeżego powietrza, stał się raczej utopią niż perspektywą na przyszłość. Pora na 2014, na kolejne, takie same, a nawet jeszcze gorsze wydawnictwo.

Gdybym jeszcze po raz pierwszy miał styczność z Oddechem Węża i poczuł ten zew oryginalności względem reszty zakrapianej, black metalej muzycznej armady, może wtedy miałbym, choć ciut więcej skrupułów. Niestety, muzyka to nie tylko emocje – to przede wszystkim kontekst, bo po cholerę komu wynajdowanie koła na nowo?

Po zachęcającym rozpoczęciu przez „Acheronta Movebimus” przychodzi zniechęcenie, potęgujące z każdą minutą trwania „Desideratum”. Muzyczne wycieczki w coraz to radykalniejsze eksperymenty z elektroniką także i tu sięgnęły zenitu. Niby taka drobna pierdoła, a drażni jak cholera. Gdy usłyszałem fragmenty „The Joystream” lub „Acheronta Movebimus” a moja brew nagle znalazła się w połowie czoła zrozumiałem, że coś tu poszło za daleko. Brzmienie gitar i układ rytmu niekiedy nasuwają skojarzenia zbliżone do twórczości Korn ze Skrillex – co radykalnie pogarsza sytuację albumu w moim krytycznym odczuciu. Nie mam nic przeciwko innowacjom, wręcz przeciwnie! Spotęgowanie elektronicznych wariacji w tej muzyce szło naprawdę w bardzo dobrym kierunku, niestety „los” tak chciał, że i muzyka Anaal Nathrakh ugięła się pod naciskiem nowych, niekoniecznie ciekawych trendów – smuteczek. Nie dość, że te wszystkie gitarowe i wokalne sztuczki mogliśmy usłyszeć na poprzednich wydawnictwach to na dodatek brzmią jak w wykonaniu każdej innej kapeli spod Metalowego Ostrza wyciągniętej. Co za dużo to niezdrowo, a przeciętniakom mówię stanowcze nie – kto by się spodziewał, że użyję właśnie tych słów w stosunku do tego osobliwego duetu? I nawet odpuszczam przyczepialstwo względem groteskowych partii operetkowych w wykonaniu Hunt’a, do nich zdążyłem się przyzwyczaić. Początkowo dało się to zdzierżyć, jednak stopniowo patent stał się nieodzowną częścią przedstawienia, a przy tym drzazgą w palcu.an2

I jak już zdążyliście zauważyć, obiektywizm tej recenzji legł w gruzach wraz z momentem braku przytoczenia jakichkolwiek stron pozytywnych. Nie ma takich? Są! Ale stanowią zawartość poprzednich albumów, z których bezpardonowo najnowszy materiał śmie zanadto czerpać inspiracje. Wychwalając wpadający w ucho riff z „A Firm Foundation of Unyielding Despair” wracam wspomnieniami do TEGO SAMEGO riffu z numeru „In the Constellation of the Black Widow” (pochodzącego z albumu pod tym samym tytułem – dla niedowiarków polecam zajrzeć do 2 minuty i 19 sekundy tego utworu). Z kolei „Ita Mortis” zaczyna się podobnym riffem co „When the Lion Devours Both Dragon and Child” z „Eschaton”. I tak dalej, i tak dalej… takich porównań można doszukiwać się bez końca – tylko po co? Nie lepiej stworzyć coś niepowtarzalnego?

Nie rozumiem, po co właściwie ten album się ukazał, jest kompletnie niepotrzebny, „Vanitas” z 2012 roku był całkiem ok, po co w tak szybkim czasie wydawać album niemal żywcem zerżnięty z poprzednich? Nie można tolerować autoplagiatów, to chyba najgorsze, co może spotkać artystę. Wstąpienie w szeregi Metal Blade i rytuał koncertowania na najpopularniejszych festiwalach muzyki rockowo-metalowej świata do czegoś zobowiązują, a szkoda, bo to nadal mógłby być fajny zespół, a tak nominacja do gniota roku gwarantowana.

Adam Piętak

Dwa