ALTAR OF PLAGUES – Teethed Glory and Injury (Profound Lore)

Swoją trzecią płytą irlandzki Altar of Plagues udowodnił po raz kolejny, że tworzenie muzyki chwytającej za serce i jaja jednocześnie, wymaga myślenia a nie farby na ryju i traktowania punktów skupu złomu jak secondhandów. Po raz kolejny trzeba też przyznać, że określenie muzyki, jaką tworzy ten intrygujący zespół jest cholernie trudne.

W stosunku do świetnej płyty „Mammal” (2011) zmieniło się nieco spojrzenie muzyków na długość utworów. Tym razem mamy aż 9 pieśni, z których tylko jedna przekracza na liczniku osiem minut. Być może ten aspekt mylnie świadczy o większej przystępności nowej produkcji zespołu, jednak jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej deklaracji stylistycznej, lepiej nich omija „Teethed Glory…” szerokim łukiem.

James Kelly razem z kolegami jak zwykle niczego nie ułatwiają, bawiąc się w niedopowiedzenia i zmieniając klimat w sposób niemal paranoiczny. Nadal mamy do czynienia z unikalnym w swojej formie miksem black metalowej toporności z post rockowym, miejscami ambientowym lukrem. Płyta jest za to jednorodna w kwestii tzw. nastroju. Dominuje zatruty, makabryczny i odrealniony klimat, który pozostaje niezmienny, niezależnie od stosowanych środków; grupa w sobie tylko znany sposób płynnie łączy siermiężny, leśny riff z psychodelicznymi pejzażami, tworzonymi za pomocą elektronicznych zabawek i odpowiednio przetworzonych, gitarowych szumów i zgrzytów. I w każdej z tych odsłon jest przerażająco prawdziwa. O tym właśnie napisałem we wstępie – muzycy potrafią porwać człowieka, zgnieść jego mózg, bez uciekania się do banalnej i kiczowatej metaforyki, jaka dominuje na scenie black metalowej. Jednocześnie jest Altar bardziej organiczny (i w sumie – „normalniejszy”…) niż chociażby podobnie działający na psychę Gnaw Their Tongues.

Nie ma sensu doszukiwać się w tych numerach odniesień do konkretnych stylistyk czy łączyć grupę z jakimś nurtem. Muzykom po wydaniu trzech raptem płyt udała się trudna sztuka, jaką jest wymykanie się szufladkowaniu, choć i tak gdzieś tam przypięta została łatka hipsterskiego BM. Co jest tak samo błędne jak kilka innych, równie „ciekawych” określeń. I to jest na „Teethed Glory and Injury” najbardziej fascynujące.

Arek Lerch 

Pięć