ALL HEADS RISE – No Hope No Cure (Spook Records)

Nie wiem, czy powinienem pisać o muzyce, której jakiś czas temu powiedziałem zdecydowane “nie”. Klasyczny metalcore nadal omijam  szerokim łukiem, tym razem jednak robię delikatny wyłom w postanowieniu. Może dlatego, że wydawcą Holendrów jest polski label? A może dlatego, że mikrofon dzierży piękna pani?

Czego by nie powiedzieć o All Heads Rise, nie można im odmówić sprawności wykonawczej. Pomijając podejrzenia, że to tylko studyjny szlif, faktycznie wszystko „hula” bardzo profesjonalnie, precyzyjnie i z nerwem. Jest sprawny perkusista, gitarzyści potrafiący fajnie imitować szwedzkie „dżyn, dżyn…”, jest wreszcie wokalistka, której przeszczepiono gardło jakiegoś nowojorskiego gangstera. Czyli wszystko na swoim miejscu.

Mini album pokazuje dość wąskie spektrum zainteresowań zespołu – jest klasyczny aż do bólu, „niemiecki” metalcore w „True Blood”, jest namiastka Heaven Shall Burn w „No Hope No Cure” (miażdżące downbeaty…), jest nieco szybszy hc – metal w „Hungry Wolves” i trochę death metalowego mielenia w średnich tempach (fragmenty „Stronger Than Ever”). I niestety, to wszystko, co mogę na temat płyty powiedzieć. Mocno koncertowa muzyka, utwory powielające wszystkie, klasyczne schematy metalcore’a sprzed kilku lat, kiedy jeszcze wokaliści nie załapali, że można melodyjnie śpiewać. Zresztą ten ostatni fakt chroni zespół przed jeszcze większą krytyką z mojej strony.

Płyta zdecydowanie, tylko i wyłącznie dla fanatyków klasycznego, europejskiego metalcore’a.

Arek Lerch