AGGRESSOR – Crisis (self released)
Aggressor należy do tych grup, które nie załapały się na obfity kawałek death metalowego tortu, nie zrobiły kariery ani nie rozpadły się z hukiem. Brakuje skandalu, jakiejś wykręcającej mózg historii. Jest tylko muzyka. I może właśnie to „tylko” przesądza o sprawie…
Crisis to 26 minut hałasu, który wzbudzi zainteresowanie szczególnie u starszych fanów śmiertelnej sztuki. Death metalowy kierunek albumu tej mianującej się kiedyś thrash’ową bandą ekipy, już od „Political Incapacity” nie pozostawia wątpliwości. Blasty, agresywny, buchający z trzewi wokal i riffy nawiązujące do starej, „morbidowej” (posłuchajcie dołujących fragmentów „Ja”…) szkoły. Cała płyta stawia na maksymalny atak, precyzyjnie odmierzając każdy takt. Z tym odmierzaniem mam jedynie małe zastrzeżenie – brzmienie perkusji jest tak striggerowane, że zespół będzie zapewne posądzany o komputerowe manipulacje podczas nagrywania materiału. Nie ma za to wątpliwości co do ambicji kompozytorskich. Grupa stworzyła potężne, bardzo wyraziste riffy i to za ich sprawą płyta jest doskonałym przykładem death metalowej muzyki na najwyższym poziomie. Mimo sporej dawki technicznych wygibasów słychać, że zespół wychował się na klasykach i nie wprowadza dziwactw rodem z Cryptopsy czy innego ustrojstwa, choć zdarzają się i od tego wyjątki – np. pogięty „Eternal Tyrant”. Jeśli szybkości, to klasyczne blasty, doły wspomagane są za to miarowo bijącą stopą. Mimo zróżnicowania, słychać, że Aggressor najlepiej czuje się w ekstremalnych szybkościach, czasami tylko wpadających w lekkie łamańce (posłuchajcie, co dzieje się w rytmice „Crisis”…), zazwyczaj prujących bez opamiętania do przodu. Jako wytchnienie zespół funduje mocno klimatyczny, eksperymentalny „Cry”, gdzie riff miesza się z pseudo – operowymi klimatami, zahaczając niemal o black metalowe poletko. Zaskakuje też inwencja wokalna, np. w „Habit”, gdzie core’owo/grindowe dźwięki są tłem do opętanych wrzasków. Całkiem udana i miejscami zaskakująca mikstura prawdziwie ekstremalnej muzyki. Może za sprawą „Crisis” uda się zespołowi wyjść z cienia i troszkę namieszać na scenie – przydałaby się solidna trasa koncertowa u boku którejś zblazowanej gwiazdy krajowego śmierć metalu…
Arek Lerch 5
RIBOZYME – Presenting The Problem (Indie Recordings)
Tyrant Wrath – Torture Deathcult (Battlegod)
SUPREME LORD – Father Kaos (WitchingHour)
FANTHRASH – Duality of Things (Rising Records)
MOLOTOV SOLUTION – Insurrection (Siege of Amida)/BENEATH THE MASSACRE – Incongruous (Prosthetic)
SPAWN OF POSSESSION – Incurso (Relapse Records)
DoomDogs – Unleash the Truth (Doomentia)
Black Oath –The Third Aeon (I Hate)
Archgoat – Heavenly Vulva /Christ’s Last Rites/ (Debemur Morti)
ORANSSI PAZUZU – Kosmonument (Spinefarm Records)
LIBERTEER – tkwimy w pułapce systemu…
PANDEMONIUM – Mój punkt widzenia, moja prawda…
SUPREME LORD – …brutalnie i mrocznie z dużą dawką siarki …
LOSTBONE – elektroniczny disco – metal
WE’LL GO MACHETE – seks z matką
PARRICIDE – grindowy twór taneczny
SERPENTIA – im starszy tym bardziej wkurwiony
CONQUEST ICON – nie wolno grać wolno…
KETHA – wielkomiejskie brzmienie metalowej awangardy
BEHEADING MACHINE – death metal XXI wieku



