ACHERONTAS – Vamachara (Agonia Records)

Nigdy nie byłem zwolennikiem black metalu z kraju zwanego przez niektórych maniaków Norwegią południa Europy, czyli z Grecji. Nie wznosiłem ołtarzy i nie paliłem czarnych świec na cześć Necromantia czy Varathron. Nie jestem też w stanie obiektywnie stwierdzić, jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy, kiedy jednak słyszę hasło „black metal from Greece” w mojej głowie zapala się czerwona lampka sygnalizująca zwiększony poziom uwagi i krytycyzmu…

Acherontas to formacja stosunkowo młoda, ale tworzona przez załogę zaprawioną w podziemnych, black metalowych bojach. Być może ktoś kojarzy zespół Stutthof, w którym przed poczęciem Acherontas realizował się twórczo Acherontas V.P.9 – to właśnie on jest odpowiedzialny za muzykę, o której kilka słów poniżej. Tyle, jeśli chodzi o wiedzę kronikarską; oddajmy głos muzyce, bo nikt chyba jeszcze nie zgłębił do końca pogmatwanych historii  podziemnych formacji black metalowych…

„Vamachara” rozpoczyna się boleśnie sztampowym i słyszanym już tysiące razy intro. Obłąkany/nawiedzony głos na tle mrocznych dźwięków wprowadza nas w mistyczny świat zarezerwowany dla duchów i adeptów tajemnych, okultystycznych rytuałów. Płyta zaczynająca się w ten sposób może skutecznie zniechęcić od dalszego kontaktu z muzyką, jednak w przypadku tego zespołu warto posłuchać czegoś więcej niż tylko nudnego początku. Muzyka proponowana przez  Acherontas to, jak już się gdzieś wyżej rzekło, black metal. Jestem mile zaskoczony, bo spojrzenie na gatunek prezentowane przez formację zdecydowanie mi odpowiada. Fakt, zespół nie gra niczego oryginalnego, lecz melodyjny black według Acherontas ma w sobie to „coś”, dzięki czemu trudno jest nad tymi dźwiękami przejść ot tak, do porządku dziennego. Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się atmosfera emanująca z muzyki zespołu. Mrok, transowy, podniosły klimat z odrobiną orientalizmów nasycają black metalowe dźwięki nieprzeciętną aurą. Gdy dodamy do tego ciekawy (choć chwilami dość monotonny) wokal, Acherontas zacznie jawić się nam jako band zdecydowanie godny uwagi.

„Vamachara” to płyta spójna, której słucha się jak dobrej opowieści. Płyta, na której niby nic nie zaskakuje a jednak czeka się na to, co zdarzy się za chwilę. Jest to album zbudowany na kilku płaszczyznach, pełen chwil podniosłych, ale też i momentów bardzo melodyjnych. Album z mocnym brzmieniem, ale nie wygładzonym przesadnie w studio… Jest to po prostu dobry album dla miłośników bardziej klimatycznego podejścia do czarnej sztuki.

Wiesław Czajkowski