ABRAHAM – The Serpent, The Prophet And The Whore (Pelagic Records)

Jak stary jest Abraham każdy wie. Jak duże emocje wiążą się z tą postacią, także każdy. O chyba, że nie chodził na religię. O tym, że w francuskojęzycznej części Szwajcarii ów ojciec ludzkości znowu się pojawił, wiedzą zapewne ci, którym nieobcy jest okrutny hałas. Najnowsza, druga w dorobku płyta brudasów z Lozanny to kawał solidnego i wielce emocjonującego grzańska.

Emocjonującego rzecz jasna dla tych, którym nie straszne są ciągnące się przez wiele minut doły, mrok i raczej minorowe nastroje. W zasadzie, nieco szybsze, niemal blasto – podobne monety znajdziemy tylko w „The Great Dismemberment” i „Start with the Heartbeat”. Reszta stawki to w większości jeden wielki dół, szaleńczy i niezwykle emocjonalny groove, podkreślany doskonałym brzmieniem. Na przykładzie Abrahama widać, że ta muzyczna stylistyka, po latach poszukiwań i eksperymentów ma już swój charakterystyczny punkt zaczepienia i wypracowaną formułę, która ulega tylko nieznacznym modyfikacjom. Na swojej drugiej, swoją drogą doskonale zatytułowanej płycie, Abraham muzyczne szczytowanie osiąga w tych najdłuższych, rozbudowanych kompozycjach – znakomicie zaaranżowanym „Dawn”, klimatycznym „This Is Not A Dead Man, Yet” i bezkonkurencyjnym w stawce „Carcasses”, gdzie zespół udowadnia, że poza monstrualną ścianą hałasu, dobrze operuje także ciszą. Abraham wygrywa to starcie właśnie dzięki przemyślanym konstrukcjom utworów, bo zamiast nieustannego nawalania potrafi także od czas do czasu się zamknąć, wypuścić na pierwszy plan sekcję i umiejętnie zestawiać ze sobą brzmienia gitar i efektów specjalnych, których zresztą nie ma tu jakoś strasznie dużo (najlepiej wypadają we wstępie do „Dawn”). „The Serpent…” to krążek zdecydowanie lepszy od debiutanckiego „An Eye On The Universe”, choć oczywiście, zespół nie wymyśla prochu, jedynie sprawnie porusza się w obranej konwencji. Plusem jest na pewno to, że w porównaniu z dość bezdusznym debiutem, tu czuć emocje i jakiś żar, co na pewno pomaga w konsumpcji muzyki.

„The Serpent…” to płyta dla każdego, kto nie może już wytrzymać oczekiwania na nowe dzieło Neurosis. Abraham to przy swoich wielkich kolegach nadal tylko czeladnik, ale bardzo sprawny i zdecydowanie wybijający się ponad dość  już w sumie oklepaną twórczość post metalowej i psycho – sludge’owej, zawszonej gromady.

 

Arek Lerch