ABORTED – Retrogore (Century Media)

Zapewne poniższe słowa spowodują, że spore grono maniaków death metalu zmieszanego z grindem uzna mnie za idiotę, a bardziej oględnie – za człowieka niespecjalnie znającego się na rzeczy. Dlaczego? Bo śmiem twierdzić, że istnienie takich zespołów jak Aborted ma dzisiaj wartość czysto sentymentalną. Odnoszę wrażenie, że Belgowie za bardzo skupili się na ciągłych zmianach składu i na wiecznym zgrywaniu z nowymi muzykami, zapominając przy okazji, że świat zasuwa do przodu. Ok, nadal death metal w swojej korzennej postaci zbiera wśród maniaków obfite żniwo, podobnie jak jego bardziej techniczny i młodszy braciszek, gdzieś u źródeł mający pierwsze dzieła Suffocation. Mieszanie metalu śmierci z grind core’m było kiedyś może i oryginalne; dzisiaj to klasyk i przyznam szczerze, że o ile black metal ambitnie wybrnął ze ślepego zaułka, w którym znalazł się parę lat temu, o tyle stylistyka w jakiej od lat babrze się Aborted, obraca się ciągle wokół tych samych pomysłów. Owszem, podawanych z coraz większym znawstwem, błyskotliwą techniką i dopracowanym brzmieniem, jak chociażby na niezłym Global Flatline. Problem w tym, że nie do końca rozumiem, po co na półce stawiać kolejne płyty z taką samą muzyką? Aborted miał w moim odczuciu swoje pięć minut, dzisiaj jednak pozostaje sprawnym i niezbyt oryginalnym rzemieślnikiem, od którego oczekujemy co najwyżej skutecznej chłosty koncertowej… i niczego więcej. O tym i może trochę o nowej płycie, dyskutowałem z kolegą Grzegorzem Pindorem…

Grzegorz: Zacznijmy ciut nietypowo. Obaj gramy na perkusji i choć zdecydowanie nie po drodze nam z blastami, Aborted wyróżnia się między innymi właśnie tym elementem. Nim o „Retrogore” słów kilka, Twoim ulubionym perkusistą Aborted jest….?

Arek: To trudna kwestia bo nie do końca wiadomo, kiedy w Aborted był stały pałker. Ale wychodząc naprzeciw twojego pytania – David Haley – lubiłem zimną atmosferę „Slaughter&Apparatus: A Methodical Overture”. A pierwsza miłość zwie się „Goremaeddon”, więc ex aequo z Dirkiem Verbeurenem…

Grzegorz: Ja od razu wskazuję na brodacza kładącego silny rytm w obecnym Soilwork. Zresztą, domeną tego pana jest uniwersalność, fenomenalne opanowanieAborted gry na hi-hacie i atak. Z tym zawsze kojarzyłem Aborted, do czasu aż za zestawem pojawił się Ken Bedene i do gry – dosłownie – wkradła się matematyka i regularnie młócenie w 240 bpm.

Arek: No tak i od razu widać bolączkę tematu. Technika. Technika nas zabije. Choć przyznam się – kiedyś faktycznie jarała mnie ta matematyka, 250-tki itp. Gdzieś do „Slaughter”…

Grzegorz: Ja odnoszę wrażenie, że w miarę postępu technologicznego i – nie bójmy się tego powiedzieć – zmian w obrębie death metalu, technika, sterylność i odhumanizowanie materiału stały się codziennością, również w przypadku Aborted.

Arek: Codziennością tak, ale jednocześnie część zespołów znowu wyrwała się do przodu, tworząc coś kompletnie nowego. I nawet jeśli kiedyś taki Aborted był „nowoczesny”, dzisiaj jest co najwyżej poprawny i sprawny. Ale czy to ma nam wystarczyć??

Grzegorz: Poprawny i sprawny, ale dla wielu wciąż niedościgniony. Epigonów są całe zastępy, ale zespołów gotowych by wejść w ich buty jest naprawdę niewiele. Chyba, że popatrzymy na deathcore’owców na których Aborted i Dying Fetus miało ogromny, bezpośredni wpływ.

Arek: No właśnie – nie wiem. Dzisiaj, kiedy chcę usłyszeć „sprawny, techniczny, innowacyjny zespół death/grindowy„, wybieram raczej Cattle Decapitation. Aborted się w tym wszystkim trochę pogubił. Ostatnie dwie – trzy płyty, poza fajnymi, komiksowymi okładkami – zawierają muzykę będącą symptomem lekkiej stagnacji. Jasne, mają swoje miejsce i styl, ale oczekiwałbym jednak jakiegoś drgnięcia. Mimo wszystko….

Grzegorz: No to mówię, że szukać trzeba w deathcorze, a tam coraz częściej zerkają w stronę black metalu (nowy Carnifex), ultra technicznych wygibasów (Rings of Saturn, Fallujah itd.) czy prog rockowego grania. Zresztą, na dzień dzisiejszy Ion Dissonance czy Despised Icon – nie mówię, że ostatnie dokonania – są lepsze niż co najmniej kilka ostatnich płyt Aborted. Od „Archaic Abattoir” minęło sporo czasu. Arek, a skoro death/grind to gdzie się podziało Gadget, co dzieje się z L’eng Tche’e?

Arek: Gadget wydał ostatnio całkiem fajną płytę. Bez szaleństwa, ale do przyjęcia. A z deathcorem jest tak ze to już przecież… inna stylistyka. Pytanie czy w działeczce czystego deagh/grind jest szansa na przewietrzenie z zachowaniem charakteru. Skoro tak ortodoksyjny gatunek jak black metal potrafił wygenerować coś nowego to może i tu można by spróbować…

Grzegorz: Nie chcę na siłę ciągle bronić metalcore’a i jego pochodnych, ale dają spore pole do popisu, a przede wszystkim, inkorporacji elementów, które nijak nie mają się do pierwotnego gatunku. Chciałbym wiedzieć, czego ty po tej muzyce oczekujesz? Wskrzeszania Dropdead, Heresy i Charles Bronson w 2016., czy jakiegoś bardziej inteligentnego ujęcia tematu? Sieczka sieczką, ale nawet death/grind musi mieć przysłowiowe ręce i nogi. W tym wypadku Aborted, zwłaszcza na „Retrogore”, o którym przecież rozmawiamy, ma się całkiem przyzwoicie.

Arek: Właśnie…. Użyłeś słowa – wytrycha stosowanego zawsze w przypadku płyt, które są spoko, niezbyt wybitne/zaskakujące, ale nie chce się wobec nich użyć negatywnych określeń. Czy dzisiaj dla Aborted słowo „przyzwoity” jest komplementem? Chciałbym żeby ten zespół zaskoczył mnie czymś więcej niż kolejnymi zmianami składu…Aborted by Marco Manzi

Grzegorz: No jeśli o to chodzi, to mają w tym więcej doświadczenia niż cała warszawska scena hardcore. Nie wiem, może w tym zespole panuje jakaś wewnętrzna konkurencja, każdy chce być tym najlepszym, a i tak wiadomo, że Sonceron i Verbeuren byli twarzami tego zespołu. Nie Sven i jego opętańcze wokale, a kręgosłup kompozytorsko-egzekutorski.

Arek: Mnie „Retrogore” zmęczyło. Czuję w tym jakiś element asekuracji bo już tytuł sugeruje ten tzw. vaderowy trend wiecznego powrotu do korzeni. Niby wszystko na swoim miejscu. Niby spoko, ale… może taka muzyka po prostu do mnie już nie trafia?

Grzegorz: Ależ nie musi! Zawsze w naszych rozmowach dochodzimy do punktu, w którym chodzi o kwestię wieku. Aborted swoje lata już istnieje, swoje nagrało, zagrało, a nawet rozjebało, i prawdopodobnie, ja będę wracał raczej do tego bardziej plastikowego okresu w historii zespołu, a ty do dusznego napierdalania byle szybciej i żeby łyknął to ktoś z metalowych molochów. Mówisz o vaderowskim powrocie do przeszłości; w przypadku Generała i towarzyszących mu kamratów nie mogli zrobić niczego lepszego. Nieważne czy będą to covery, czy puszczanie oka do zwolenników Black To The Blind – Vader to nadal fajny zespół.

Arek: Vader to fajny zespół a ja jestem stary… O nie!! Nie możemy tak skończyć. Nie zgadzam się. Tu nie chodzi o okresy. O to, że zespół długo istnieje. Czy to, że są weteranami ma ich uchronić przed stwierdzeniem, że nagrali dość przeciętną płytę? I czy to, że jestem stary ma sugerować, że nie „łapię” ich muzy?! Aborted właśnie dlatego, że mają staż i pozycję, muszą być gotowi na to, że będzie się od nich więcej wymagać…. A „Black To The Blind” na zawsze i wszędzie. Jedyna płyta Vader, która – ok.,  obok „De Profundis” – zniosła próbę czasu…

Grzegorz: A ilu ludzi od nich wymaga? Czy przy dwu, maks trzyletnim cyklu promocyjnym da się rzeczywiście nagrać coś burzącego obecny porządek? Wolałbym – i tu możesz się zgodzić – żeby zrobili sobie przerwę i przemyśleli to, co dzieje się u konkurencji jak i we własnym obozie. Wniosek może być taki jak sugerujesz, że belgijscy rzeźnicy stali się zespołem przeciętnym, ale jest szansa, że wyjdzie na jaw jeszcze coś. Brak mózgu stojącego za tą maszyną. Odświeżanie (tfu!!) składu chyba jednak miało sens. Za każdym razem działo się więcej, lepiej, dziwniej, mroczniej, aż stanęli pod ścianą złożoną z własnego dorobku. Mimo to, „Retrogore”, jak i poprzedzająca album ep-ka, a poza tym, ostatnie ponowne nagrania „staroci” są jak dla mnie ok. Zaraz pewnie powiesz, że „tylko i aż ok.” – o ile w ogóle ten materiał ma być uznany za pozytywny.

Arek: „Tylko i aż ok” (śmiech). Przerwa – jak najbardziej tak. Myślę, że to dobra opcja. Wiesz co zabija scenę metalową/grindową? Że tu jest, niestety, sporo zespołów/muzyków, traktujących swoje granie jako zwyczajną pracę. Do nich zalicza się ulubiony przez Ciebie Vader… Nie sądzę, by Aborted chciał eksperymentować, zapewne z obawy, że nie będą mogli grać długich tras koncertowych, a pewnie z tego po części żyją. W każdym razie – nowa płyta Aborted jest A liveproduktem do jednorazowego posłuchania. W zasadzie to muzyka do konsumpcji TYLKO koncertowej. Jak będę na lekkim rauszu, z pewnością na gigu Aborted kiwnę głową. Jeśli oczywiście przyjedzie z wokalistą…

Grzegorz: A widziałem te koncerty bez, jak i z zastępczymi gardłami i albo Sven albo wcale. Owszem, doszliśmy do konstatacji, że o pewnych zespołach należy mówić w kategorii czysto konsumpcyjnej, a jeśli chodzi o koncerty to rozrywkowej i, faktycznie, zarówno Vader jak i Aborted grają w tej samej lidze. A przy okazji, mój ulubiony to czołg z Bolt Thrower, ale Vader plasuje się tuż za nim.

Arek: Odchodzimy od tematu czyli płyty. Zatem teraz ja zapytam – widzisz w 2016 roku sens wydawania takiego krążka jak „Retrogore”? Przyznam się, że dzielę dzisiaj płyty na te, które zasługują na wydanie w postaci CD, te które MUSZĄ być na winylu, i te, dla których wystarczy format mp3. Pewnie wiesz, do jakiej kategorii zaliczam „Retrogore”?

Grzegorz: Mnie w mp3 w pełni odpowiada. Nie spodoba mi się, wyrzucam. Przyzwyczaiła mnie do tego sama wytwórnia, która od paru lat nie wysyła kopii fizycznych, więc rzadko kiedy emocjonalnie przywiązuję się do nowych płyt. Są oczywiście chlubne wyjątki, ale nowa płyta Aborted na półce nie jest mi potrzebna. I to jest w pewnym sensie znak czasów, bo dziś często wracam do albumów, które z początku uznawałem za gówno, a mam je jednak na CD (masa płyt Running Wild…) i dostrzegam w nich coś interesującego. „Retrogore” może pozostać w mp3 z jeszcze jednego powodu; mianowicie, gdyby nie fakt, że to nagrania z 2016.r., nie odróżniłbym tego materiału od rzeczy z początku kolejnej dekady, a nawet końcówki poprzedniej. Niby odpalę, gęba się pocieszy, docenię kunszt Pana Bode, i starczy. Jak chcę fajnego death metalu, odpalam nowy projekt Karla z Bolt Thrower, albo z nowości – Rivers of Nihil.

Arek: Ooo! Czyli w zasadzie się zgadzamy. Aborted na koncerty i mp3. Proletariusze wszystkich klubów łączcie się!! Nieskomplikowany zespół dla nieskomplikowanych ludzi. Paradoksalnie, amerykański w swoim myśleniu… Jest a jakoby wcale go nie było.

Grzegorz: Z jednej strony byłbym nierad nie widząc ich w rozpisce festiwalowej, a z drugiej, nie odczułbym ich braku. Kurwa, trochę to smutne, bo Belgowie zapisali się na kartach metalu kilkoma naprawdę zajebistymi albumami.

Arek: Ok. Zostanie „Goremageddon” i „Slaughter&Apparatus…”. Mam je na CD i pewnie puszczę synowi za parę lat, żeby zobaczył jak się grało defmetala. Uuuups, zapomniałem, że nie mam dzieci…

Grzegorz: To ja puszczę swoim za tych parę lat, o których mówisz.

Arek: Ok, czyli na koniec tradycyjnie: aaaggrrrrrrrhhhhhhhhhhh!!!!!

Grzegorz: BLEGH!

Rozmawiali Grzegorz „Chain” Pindor i Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Marco Manzi