A STORM OF LIGHT – Nations To Flames (Southern Lord)

Al Jourgensen dołączył do Godflesh? Ministry wróciło do grania z lat 80.? Ani jedno, ani drugie. Ale takie skojarzenia miewałem podczas słuchania czwartego studyjnego albumu A Storm Of Light. Albumu mroczniejszego i bardziej industrialnego od wcześniejszych.

Kapela prowadzona od początku przez Josha Grahama (kiedyś Red Sparowes i Neurosis) nie lubi się powtarzać. Bardzo dobrze. Repetycja bywa dla sztuki zabójcza. Zabić może przede wszystkim bakcyla poszukiwawczego, który w każdym artyście powinien siedzieć możliwie najdłużej. Najlepiej przez całą długość kariery. Rzecz jasna, nie musi to być wirus wywalający całą konstrukcję do góry nogami i zmuszający tym samym do budowania wszystkiego od początku. Czasem przecież wystarczy coś dodać, coś delikatnie zmienić, podretuszować albo namalować innymi kolorami i otrzymujemy dzieło ciekawe w odbiorze.

„Nations To Flames” bakcyl poszukiwawczy przetransformował pod dwoma kątami – brzmienia i klimatu. Doomowość, postmetalowość i ciepło brzmiącą stonerowość zaatakował z flanki brzmieniową powłoką odhumanizowaną, industrialną, szorstką, chropowatą, miarową do transowości niemalże w paru momentach. Spowił ją też gęstą, ciemną zasłoną. Zaś przez nią przebija niepewność, tajemniczość, nawet przerażenie. Josh wokalnie przybliżył się do interpretacyjnych barw wspomnianego lidera Ministry, trochę Jaza Colemana z Kiling Joke, może deczko Ogre’a ze Skinny Puppy. Jest wciąż w jego głosie też taka postmetalowa smuga. Ale generalnie facet drze się agresywnie, jakby wściku jakiegoś dostał, ukąsiło go jakieś paskudztwo albo jakby przez zaciśnięte zęby cedził komuś formułkę o połamaniu kości i eksterminacji całkowitej ludzi temuż osobnikowi bliskich. Zapomnijcie o czystych wokalach i nostalgicznych melodiach, jakie można było znaleźć na „As The Valley Of Death Becomes Us, Our Silver Memories Fade”. Oraz o epickich numerach w stylu „Wasteland”. Czwarty krążek to krótsze, zwięźlejsze piosenki. Chłodne jak lód i ciemne jak północ.

Zapomnijcie też o odpoczynku, dźwiękach szybujących w przestrzeni niczym albatros. „Nations To Flames” to płyta, która może przerazić, a na pewno powinna zafrapować. Mająca momenty kapitalne, jak budzący grozę, apokaliptyczny wręcz „All The Shining Lies”, bardzo w stylu Ministry z czasów „Psalm 69” dosyć żwawy „Disintegrate”, czy „Omen”. Powinienem był nadmienić to wcześniej, ale zrobię teraz. Album za motyw przewodni ma nędzną kondycję współczesnego humanoida. Nic dziwnego, że optymizm się z niego nie wylewa, za to monolityczna posępność jest jego nieodłączną rodzoną siostrą. Gdyby ktoś kręcił wersję „Metropolis” Fritza Langa z perspektywy XXI wieku, jakiś numer A Storm Of Light z tego krążka powinien znaleźć się na soundtracku. Zwłaszcza końcówka płyty ma mocno kinematograficzny posmak. I jeszcze w wujka dobrą radę się zabawię – słuchać w ciemności, głośno i pod rząd z osiem razy. Wrażenia są niesamowite.

Dodajmy jeszcze, że za miksy odpowiadał Matt Bayles (m.in. Isis, Soundgarden, Pearl Jam, Mastodon), zaś w gościach są Kim Thayil z Soundgarden i Will Lindsay z Nachtmystium. „Nations To Flames” uśmiechu na twarzy raczej nie wywoła, ale zaciekawi na pewno. Warto posłuchać tego materiału.

Lesław Dutkowski

Pięć