3MOONBOYS+PANOS FROM KOMODO – Linia nr 8

3MoonBoys, po wydaniu świetnej płyty Na tym zdjęciu wcale nie wyglądasz grubo znowu zaskoczyli. Zrealizowanie nowego materiału w tak krótkim czasie i z takim rozmachem prowokuje posądzenia o konszachty z diabłem, ale musi to być diabeł bardzo alternatywny. Albo anioł z brodą i wąskich rurkach, koniecznie z lnianą torbą przewieszoną przez ramię. Tak czy inaczej, pomijając czarne lub białe koneksje, bydgoska formacja wespół z islandzkimi kolegami Panos From Komodo zapraszają na przejażdżkę tramwajem linii nr 8. Wsiadamy i słuchamy…

Dziwne mamy czasy. Wszechobecna histeria w obrębie biznesu muzycznego zaczyna działać mi na nerwy. Raz popularne są serwisy internetowe, to znowu wszyscy zaczynają zachwycać się gazetami z papieru, wśród wykonawców bezpieczną formą jest wszechobecne „wydawanie” płyt za pośrednictwem serwisów bandcamp, youtube czy soundcloud. Szaleńcy proponują niskonakładowe płyty CD, do łask wraca zapomniana kaseta. Więksi szaleńcy porywają się na winyle, choć zazwyczaj jest to opcja „dokładamy do interesu, ale bardzo się cieszymy”. Jak zatem nazwać 3MoonBoys, który co i rusz rzuca się w wir mało standardowych jak na zespół muzyczny działań, a nową płytę wyprodukował z takim rozmachem, że musiałem wziąć dodatkową torbę, by wszystko pomieścić? Może jest to – fakt, ryzykowny – sposób na zwrócenie na siebie należytej uwagi? Więcej informacji na temat projektu Brumba i liberatury znajdziecie w wywiadzie, tu zaś skupimy się na samej muzyce. Muzyce, sprawiającej wrażenie dodatku do całej masy atrakcji – opowiadania, biletów z lat 90., muszli, szeregu notatek wyjaśniających projekt, wreszcie liberackiego „manifestu” – Semiografii Moniki Aleksandrowicz, grafika i malarki, zajmującej się min. wrocławskim konceptualizmem i minimalizmem. Cały pomysł jest na tyle absorbujący, że trzeba mu poświęcić nieco czasu; jeśli chcemy zaprzyjaźnić się z „Linią nr 8”, musimy zapomnieć o zdawkowym wysłuchaniu płyty w drodze do pracy. To wymaga skupienia i pewnego wysiłku intelektualnego.3Moon

Same dźwięki powstały w kolaboracji z islandzkim duetem, parającym się muzyką powstającą gdzieś na przecięciu punka i shoegaze’u; muszę przyznać, że jak na jedną, kilkudniową sesję na strychu bydgoskiej biblioteki, efekt jest imponujący. W porównaniu z poprzednim krążkiem, mamy do czynienia faktycznie z zapisem chwili, pewnymi improwizownaymi formami, układającymi się w lekko tranoswy, miejscami bardzo bogato zaaranżowany lot, ciekwaie podkreślony tekstami. Te ostatnie dobrze oddają ideę płyty – podróż środkiem komunikacji, kiedy włącza się coś w rodzaju autoświadomości. Strzępki myśli mieszają się z rozmowami, im dłużej jedziemy, tym bardziej wszystko zlewa się w jeden, wieki, informacyjny szum. Ta enigmatyczność przekazu powoduje, że odbieramy muzykę nie jako pewien obraz, ale zamazaną perspektywę, klimat a nie konkret. Z  formalnego punktu widzenia, przed szereg wysuwa się w zasadzie jedynie „Wietrzne miasto” za sprawą… reggae’owej pulsacji. W pozostałych numerach mamy urokliwie zgiełkliwą mieszninę miejskiej psychodelii, rozbudowanej elektroniki, utrzymanych w ryzach świetnie pracującej, transowej sekcji rytmicznej. Czasami dominuje wspomniany trans („GoGo towar”), to znowu nostalgiczny, post rockowy klimat („Bardzo”), meandrujący kapryśnie między różnymi odcieniami i nastrojami. Osobiście kłaniam się w pas przed „Liczbą podwójną”, który to utwór przez siedem minut prowadzi nas od niemal funkującego pulsu, przez post rockowe rozjazdy aż do drone’owego finału. Ogólnie słychać, że panowie mieli całe mnóstwo pomysłów i świetnie się podczas tej sesji rozumieli. Wszystko idealnie ze sobą współpracuje, choć – podobnie jak w przypadku całej, artystycznej otoczki – trzeba muzyce dać trochę czasu, by dojrzała w naszych głowach.

Nie mam wątpliwości, że w bydgoskim, alternatywnym światku, 3MoonBoys obok Alamedy5 to dzisiaj jeden z bardziej kreatywnych projektów. Radzę poświęcić trochę czasu na poznanie „Linii nr 8” bo to ważna, tegoroczna płyta. Która pewnie gdzieś tam przejdzie bokiem, pozostając w cieniu innych, nachalnie promowanych, choć nie do końca wartościowych wydawnictw. Oby nie…

Arek Lerch

Zdjęcie: Przemek Popowski

Pięć