GUIDING LIGHTS – Nowa płyta pod koniec listopada

30 listopada nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się drugi album warszawskiej grupy Guiding Lights. Album nosi tytuł “Not Much War” i zawiera 12 piosenek o życiu i jedną o małpach.

Przede wszystkim jesteśmy lepiej zgrani – pierwsza płyta była nagrywana po pół roku wspólnego grania, druga – po dwóch latach. Piosenki na pierwszą pisałem z myślą o tym, że być może będę musiał nagrywać je sam, dlatego w sekcji nie było żadnych trudnych rzeczy – tłumaczy Łukasz Ciszak (wokal, gitara) – druga płyta powstawała już zespołowo, a utwory były pisane pod Asię i Piotrka i nie musiałem już obmyślać ich partii, bo wiedziałem, że zrobią to lepiej niż ja. Dla nas zaskoczeniem było to, że utwory są dużo szybsze – kiedy zaczęliśmy przygotowania do nagrań i ustalaliśmy tempa, okazało się, że najwolniejszy utwór jest w 180bpm, a rzadko kiedy schodzimy poniżej 190bpm. W samych nagraniach też dzieje się więcej niż poprzednio – jest więcej partii gitar, Asia więcej śpiewa, a w niektórych utworach jest syntezator, dobrze ukryty pod gitarami – przyznają muzycy.

W dalszym ciągu w tekstach opisujemy nasze kryzysy wieku średniego. Dużą część traum przepracowaliśmy w tekstach na pierwszej płycie, ale na szczęście po nagraniu pojawiły się nowe związane z płytą i koncertami, więc nadal mieliśmy o czym pisać – mówi Asia Świderska (bas, wokal). Dwie piosenki są inspirowane książkami, które czytałem podczas prac nad tekstami – jedna „Kompleksem Portnoya” Philipa Rotha (czytanym po raz kolejny), stąd roboczy tytuł to „Raskolnikow”, druga – „Demonem” Huberta Selby’ego Juniora. Wnikliwym słuchaczom zostawiamy zgadnięcie, która to są – dodaje Ciszak. Wprawdzie na okładce i w teledyskach nie ma już małp, ale jest jedna piosenka pisana z perspektywy szympansa Nima Chimpsky’ego, który po nieudanym eksperymencie mającym na celu uczłowieczenie trafił do instytutu badań nad naczelnymi.guiding_lights_profile

Wydaje nam się, że nadal jesteśmy częścią tego warszawskiego niezalu – czyli gramy głównie w Chmurach i Pogłosie, a nasze nagrania wypuszczamy od czasu do czasu na kasetach w dwucyfrowych nakładach (obie cyfry są niskie) – odpowiadają muzycy zapytani o swoje miejsce na krajowej scenie muzyki niezależnej – sporną kwestią jest czy wspomniany niezal jeszcze istnieje – zdania są podzielone. Najbliżej nam pewnie jest do naszych koleżków z Bastard Disco, z którymi spędziliśmy dużo czasu w busie i przeżyliśmy liczne przygody. Oczywiście, najbardziej chcielibyśmy być lokalnym Sonic Youth, ale dobrze wiemy, że Warszawa to nie Nowy Jork i nie jest już ’91, a muzyka gitarowa nie porusza serc młodzieży.