content top

AGRESSIVA 69 – Pole do kreatywności

AGRESSIVA 69 – Pole do kreatywności

Historia Agressivy69 jest dość kręta i nie zawsze równa, nie można im jednak odmówić, że debiutanckim albumem „Deus ex Machina” stworzyli polski elektro – industrial. Album został wydany  w kwietniu 1993 roku i przynosił radykalną odmianę łomotu, być może z dzisiejszego punktu widzenia niedoskonałą, ale na pewno pionierską i w swoim czasie oryginalną. Zresztą, słuchając dzisiaj wznowionej przez Requiem Records płyty, nadal można poczuć dreszczyk emocji. Na swoim debiucie zespół przedstawił swoje najbardziej radykalne oblicze i choć późniejsze płyty zawierały muzykę bardziej dopracowaną, ciekawszą formalnie i bogatszą brzmieniowo, to właśnie debiut stał się dziełem przełomowym. O zespołowej historii i nie tylko rozmawiamy z Tomkiem Grocholą. 

Więcej

PRÓCHNO – Deformacja brzmienia

PRÓCHNO – Deformacja brzmienia

Sztuka jest życiem, jak mówi mój rozmówca, gitarzysta Próchna i kilku innych zespołów, które za wspólny mianownik przyjęły bezkompromisowość. Na dzień dzisiejszy na prowadzenie wyłania się właśnie Próchno z nowatorskim ujęciem koncepcji transu, która znalazła się na płycie wydanej przez Gusstaff Records. Połączenie szorstkich, gitarowych pejzaży z nowofalowo pracującą perkusją, tworzy niepokojącą przestrzeń, która na płycie jest jedynie sygnalizowana, reszta rozgrywa się w naszych głowach. Deformacja tradycyjnej, muzycznej wartości, w tym przypadku przynosi ukojenie – debiutancki materiał zespołu to piękny kawał niełatwej, ale cholernie wciągającej muzyki. O koncepcjach, tworzeniu kolejnych zespołów i muzycznej filozofii opowiada Bartosz Leśniewski. 

Więcej

PIOTR SCHMIDT QUARTET – Wyćwiczyć, zapomnieć i grać z serca…

PIOTR SCHMIDT QUARTET – Wyćwiczyć, zapomnieć i grać z serca…

Ludzie słuchający ambitniejszych rzeczy, czy ogólnie obcujący z wyższą sztuką, są bardziej kreatywni, inteligentni i zaradni życiowo. (Piotr Schmidt)

Znalezienie ulotnej, muzycznej równowagi jest marzeniem każdego muzyka, choć może to być także ślepy zaułek. I właśnie wyjście z tej strefy komfortu jest prawdziwym zwycięstwem, które stało się udziałem Piotra Schmidta, promującego właśnie płytę „Tribute to Tomasz Stańko”. Zwycięstwo jest podwójne – hipnotyzująca, dystyngowana i aksamitna mikstura klasycznego jazzu, wysmakowanych improwizacji i ulotnej melodyki, spotyka się bowiem z subtelnym ukłonem w stronę ostatniego etapu w karierze wielkiego trębacza. Schmidt nie ukrywa uwielbienia dla Tomasza Stańko, jednak muzyczna wypowiedź jest na tyle indywidualna, że staje bez problemu obok takich płyt jak „Soul of Things” czy „Suspended Night”. Zapraszamy na rozmowę z mistrzem trąbki, kompozytorem i akademickim wykładowcą – Piotrem Schmidtem. 

Więcej

NEON LIGHTS – Smutna piosenka z wesołą melodią

NEON LIGHTS – Smutna piosenka z wesołą melodią

Niby nic, a cieszy – tak pokrótce można podsumować najnowszy krążek pochodzącego z hiszpańskiej Murcii zespołu Neon Lights. Post-punk, gdzieniegdzie zimna fala, indie pop, „nuda, panie”, chciałoby się powiedzieć, bo przecież podobnych kapel jest od groma. „A Slice Of Life” to krążek oczywisty, ale czasem zamiast słuchania kolejnych „odkrywców, poszukiwaczy”, dobrze jest sięgnąć po coś bezczelnie relaksującego, co nas w żaden sposób nie zaskoczy. O nowym dziele hiszpańskiej grupy porozmawiałem krótko z basistą Danielem Nieto.

Więcej

KONTINUUM – Kawałki naszych serc

KONTINUUM – Kawałki naszych serc

Już pierwszymi swoimi nagraniami – „Earth Blood Magic” oraz „Kyrr” – Kontinuum pokazali się jako godni reprezentanci islandzkiej rockowej sceny. Mocno post-punkowym „No Need To Reason” trochę zrywają z łatką kolejnego, islandzkiego zespołu, odchodząc od tekstów w ojczystym języku oraz post-rockowej melancholii pierwszych płyt. To wciąż są oni, smutni i podniośli, ale dzisiaj wygrywają te emocje przy użyciu zupełnie innych narzędzi. Na moje pytania odpowiadał perkusista zespołu, Thorlakur Thor Gudmundsson.

Więcej

KEN MODE – Hałas w garażu

KEN MODE – Hałas w garażu

KEN mode na przestrzeni lat pozostawali jednym z najjaśniejszych punktów na firmamencie połamanego hardcore’a, a wskazówka odchylała się raz w stronę chaotyczną i noise’ową, raz w kierunku bardziej przystępnym, niemal rockowym. Kanadyjczycy nigdy nie byli jednak tak nieprzyjemni, jak na „Loved”. To jest ich opus magnum, poczynając od okładki, przez brudne, smoliste brzmienie kompozycji, na przepełnionych niechęcią i zrezygnowaniem wokalach kończąc. Zupełnie zrozumiałe, że o zespole jest głośniej, niż kiedykolwiek. Rozmawiałem z braćmi Jesse’m i Shane’m Matthewsonami.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress