content top

EMIL MISZK&SONIC SYNDICATE – Duży skład daje moc

EMIL MISZK&SONIC SYNDICATE – Duży skład daje moc

Nowy polski jazz w natarciu. Nowy, choć ma szacun dla starej frazy, szanuje kompozycję, jest nieźle wykształcony i nawet w ósemkę potrafi grać. Mowa oczywiście o trupie Emila Miszka (rzecz jasna, nie o trupa tu chodzi…), która podzieliła się ze światem płytą „Don’t Hesitate!” i choć zbyt często ich na scenach nie zobaczycie (logistyka przy takim składzie to szaleństwo), koniecznie zwróćcie uwagę na ten skład. Jazz idzie jak zwykle od morza, trójmiejski klimat podskórnie też jest. Choć niewątpliwie grupa gra bardzo zdyscyplinowaną muzykę. Więcej dowiecie się z naszej rozmowy z szefem grupy, trębaczem Emilem Miszkiem. 

Więcej

SCHRÖTTERSBURG – Akceptujemy świat i życie

SCHRÖTTERSBURG – Akceptujemy świat i życie

Wreszcie się udało – już przy okazji świetnego „Ciała” chcieliśmy przepytać połockich smutasów, ale z niewiadomych przyczyn nie wyszło, dlatego z tym większą przyjemnością zapraszamy na małą pogawędkę z okazji premiery trzeciej płyty „Melancholia”. Czynimy to w idealnym momencie – za oknem pierwsze, lipcowe dni w aurze raczej lodowatej, do której jak ulał pasuje tytułowa melancholia i muzyczna, zimna poświata. Stylowa dodajmy. O filmach, w tym oczywistym w kontekście płyty dziele von Triera, smutkach, gotyku i rodzinnym Płocku rozmawiamy z przedstawicielami Schröttersburg – Michałem (śpiew, bas) i Krzyśkiem (gitara). 

Więcej

THE LOWEST – Życie nie jest łatwe…

THE LOWEST – Życie nie jest łatwe…

Przerwa wydawnicza spowodowała, że tu i ówdzie było słychać o tym, że The Lowest zakończył swój żywot. Nic bardziej błędnego – wyboista droga, którą sunie ten hardcore’owy czołg jest może wyboista, pełna dziur i pułapek, ale na pewno się nie zakończyła. Niedawno zespół przypomniał o sobie bodaj najciekawszą w dyskografii płytą „Doomed”, teraz wokalista Paweł Wróbel w ciekawy sposób opowiada o tym, co działo się z nimi przez ostatnich pięć lat. I wychodzi na to, że wbrew wszystkiemu działo się sporo – od wyjazdów zagranicznych – zarówno zespołowych jak i na saksy, po załamania, niekończące się koncerty i życiowe dopusty. The Lowest wychodzi z nich silniejszy i nadal z tarczą. 

Więcej

FETO IN FETUS – Rozkręcamy maszynę na nowo

FETO IN FETUS – Rozkręcamy maszynę na nowo

Z Feto In Fetus spotkałem się lata temu, i dzisiaj z dużą satysfakcją obserwuję, że nadal działają – powoli, bez pośpiechu i ciśnień. To zespół z gatunku tych, co znają swoje miejsce i możliwości; nie jest to żaden eufemizm, bo FiF potrafią w death metale jak mało kto. A że ich ukształtowany styl ciąży w stronę klasycznego, ciężkiego łojenia w najlepszym, amerykańskim stylu to dla wielu powinno być dodatkową zachętą. Nowa, trzecia płyta „From Blessing to Violence” przynosi kolejną solidną, diabelsko ciężką mielonkę, jak zwykle opakowaną w stylową grafikę, brzmieniem ucinającą łeb już w pierwszym starciu. Nowe rozdanie FiF stało się faktem, my zaś ciągniemy dodatkowo za język gitarzystę Michała Grabowskiego. 

Więcej

UGORY – Moje życie z zatyczkami

UGORY – Moje życie z zatyczkami

To odważne i namacalne zaznaczenie swojej obecności na scenie już teraz, choć – tak jak pisałem na samym początku – wierzę, że najlepsze dopiero przed chłopakami – napisał gdzieś obok w recenzji „Matko ciszy” red. Fryga. Zgadzam się z nim, choć uważam też, może na wyrost, że najlepsze słyszymy teraz, i choć nie odmawiam Ugorom dalszych poszukiwań, wydaje mi się, że „Matko ciszy” to dzieło skończone, na którym zespół bardzo pięknie podszedł do kwestii hałasu, obracając się jednocześnie w kilku rożnych, muzycznych obszarach. Dużo w tym rozedrgania, umiejętnie kontrolowanego chaosu – kwintet dobre się bawi i błyskotliwie żongluje dźwiękami – podobnie jest w wywiadzie, który zmienił sie w niezłą burzę mózgów. Na różne, nie zawsze poważne tematy. 

Więcej

HOSTIA – Miało być bluźnierstwo

HOSTIA – Miało być bluźnierstwo

Dobry look i szczypta kontrowersji zawsze dobrze napędzą koniunkturę. Oczywiście, przyda się też dobra muza. A Hostia na swoim debiucie ma do zaproponowania niezły, lekko skandynawski w wymiarze grind core/death, zmieszany z rock’n’rollowym gruwem i podany na ładnym talerzu czystej i dynamicznej produkcji. Niby nic nowego, ale zwyczajnie fajnie się tej płyty słucha. A jak dołączymy do tego kontrowersyjne grafiki, nazwę i bluźniercze skrzywienie, mamy produkt w sam raz na scenę. Jeśli oczywiście ktoś odważy się ich zaprosić. O tym że warto, przekonywał wokalista, chowający się – a jakże – za ksywką St Sixtus.  

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress