content top

ARCADE FIRE – Everything Now (Sony)

ARCADE FIRE – Everything Now (Sony)

Kilka lat remu, w recenzji płyty „Reflektor” napisałem: Arcade Fire nie odpowiadają, w jaką stronę podąża ich muzyczna wyobraźnia, nie dają jakiejkolwiek wskazówki, gdzie wylądujemy na piątym krążku. Dzisiaj już wiem, że fascynacje Abbą i parkietem pokrytym cekinami stały się podstawą muzyki na płycie „Everything Now”. I tu zaczyna się mały dramat, bo pomysłów i tłustych synthów starczyło na jakieś cztery piosenki. Niestety, ponad połowa płyty składa się z utworów brzmiących niczym wersje demo, błyszczących jak odpustowe świecidełka z prawdziwymi brylantami nie mające nic wspólnego. Jasne, w pewnych okolicznościach (samochód, impreza itp.) płyty słucha się pewnie dobrze, jednak dziennikarska sekcja obnaża miałkość kompozycji. Na FB zespołu zamieszczono fajne zdjęcia ze studia, z setkami elektronicznych zabawek, klawiatur i innych urządzeń, dlatego nasuwa się pytanie – może tego sprzętu było po prostu za dużo? Snujemy zatem z kolegą Pawłem ponure rozważania odnośnie tego co było i jest…

Więcej

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Vanitas (Arachnophobia)

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Vanitas (Arachnophobia)

Nie mam pojęcia, czy muzykom In Twilight’s Embrace przyświeca konkretne motto, ale jeżeli tak, jestem pewien, że brzmi ono: “rodzić się na nowo”. Kolejne płyty poznańskiej grupy brzmią inaczej, aczkolwiek do takich wniosków może dojść każdy. Debiut, którego po latach wstydzą się nawet sami twórcy, był jednym z pierwszych koszmarków tzw. polskiej sceny metalcore. „Slaves to Martyrdom” wdzięczył się iście szwedzką melodyką godną Amon Amarth i stale zapożyczał co bardziej nowoczesne elementy death metalu, by potem upychać w nich nieludzkie ilości melodii. „The Grim Muse”uważa się za opus magnum zespołu – niepoprawnie oldskulowa jatka po linii Dissection współgrała z typowo deathmetalowym trzonem utworów, a wszystko obleczono w patos, jakiego wcześniej w tej kapeli nie było. Prawda, że więcej różnic, niż punktów wspólnych?

Więcej

BROKEN SOCIAL SCENE – Hug Of Thunder (City Slang/Sonic)

BROKEN SOCIAL SCENE – Hug Of Thunder (City Slang/Sonic)

Mawiają, że „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. A co, kiedy kucharek jest nie sześć, a piętnaście?  Siedem lat kazał na swoją nową płytę czekać kanadyjski kolektyw Broken Social Scene. „Hug Of Thunder” ukazało się 7 lipca, dokładnie 21 dni przed „Everything Now” Arcade Fire – zespołu, w którego cieniu BSS nadal pozostaje. Jako osoba, która nowym krążkiem Butlera i spółki się zawiodła, nie mam jednak wątpliwości, że tegorocznym Mistrzem Kanady w Indie Rocku jest na chwilę obecną Broken Social Scene. „Hug Of Thunder” to płyta znacznie bardziej różnorodna, wielowymiarowa oraz uciekająca od banału i tandety, czego o „Everything Now” niestety powiedzieć nie możemy.

Więcej

TIIL SUM – I nie ma śmierci, i sen jest tylko… (Dark Omens)

TIIL SUM – I nie ma śmierci, i sen jest tylko… (Dark Omens)

Czy da się nagrać materiał, który jest oryginalny poprzez bycie całkowicie niemodnym i… mało oryginalnym? Wydawało mi się, że to raczej niemożliwe, a wszelkiego rodzaju retro-wycieczki, choć fajne i sentymentalne, traktowałem bardziej w kategoriach miłych ciekawostek. Tymczasem Tiil Sum, stojąc w – użyję modnego teraz określenia – totalnej opozycji do tego, co aktualnie modne, grane i lubiane w black metalu, wypluwają ep-kę, która – gdyby nie trochę lepsze brzmienie – mogłaby spokojnie ukazać się w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Więcej

PARTISAN – We Have Been So Terribly Betrayed (Hypertension Rec.)

PARTISAN – We Have Been So Terribly Betrayed (Hypertension Rec.)

Uhhh, ale sobie porę premiery wybrał Partisan. Z nieba leje się żar (no, czasami leje się też co innego…), plaże pełne, ludzie się smażą i piją browary a ci wypuszczają lodowatego bąka w środku imprezy. Ale skoro tak im wyszło…

Więcej

LASTER – Ons Vrije Fatum (Dunkelheit)

LASTER – Ons Vrije Fatum (Dunkelheit)

Zazwyczaj przy okazji pisania o płytach takich, jak „Ons Vrije Fatum”, zbiera mi się na refleksje, że kiedyś to był black metal, a teraz to tylko jakieś zamaskowane pajace w kapturach. I – czym pewnie nie przypodobam się zwłaszcza starszym sierściuchom – paradoksalnie jakoś bardziej przemawia do mnie współczesne oblicze tej muzyki. Okej, może i z reguły mniej pierwotne, mniej bluźniercze, ale też najczęściej zdecydowanie mniej groteskowe i przede wszystkim bardziej dojrzałe muzycznie. Rzecz jasna, jak wszystko, także i to jest sporym uproszczeniem, a sam temat można by drążyć i drążyć… W każdym razie lubię pewne eksperymentatorskie zapędy, lubię zespoły poszukujące, próbujące rzeźbić choćby i w najbardziej śmierdzącym gównie, byleby tylko miało z tego powstać coś ciekawego. Główną bolączką większości tych grup jest to, że świetne pomysły przetykają rozwiązaniami wziętymi wiadomo skąd, przez co obcowanie z ich twórczością to nierzadko naprzemienne stany zachwytu i rozwolnienia. Mimo to, jak już wspomniałem, doceniam te zespoły. Teoretycznie powinienem więc docenić także i Laster.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress