content top

MASTER BOOT RECORD – 486DX (-)

MASTER BOOT RECORD – 486DX (-)

Z obecną kondycją death metalu jest jak z niedźwiedziem. Niedźwiedź jest duży, futrzasty i niebezpieczny. Gdy trzeba, bezpardonowo rozszarpie, a w innej chwili wykaże się sprytem. Nie zmienia to faktu, że jego zachowaniom daleko do nieprzewidywalności. Odnoszę wrażenie, że współczesny death metal ma mnóstwo punktów stycznych z tym właśnie niedźwiedziem. W bardziej obskurnych odsłonach zadaje siermiężne ciosy, w tych finezyjnych zaś przeplata kontrolowaną brutalność z wirtuozerskimi popisami. Mimo to, koń jaki jest, każdy widzi. A prościej mówiąc: death metal już nie zaskakuje. Prawie nie zaskakuje. Są pewne wyjątki od tej reguły, a jednym z nich Master Boot Record.

Więcej

L.A.S. – Mieszany

L.A.S. – Mieszany

Stworzenie dwóch doskonałych płyt pod rząd wydaje się prawie niemożliwe, szczególnie  jeśli korzysta sie z podobnego patentu i budulca. Jackowi Lachowiczowi, autorowi świetnego krążka „Szum” nagranego pod szyldem Lachowicz Audio System (czyli L.A.S.), siły wyższe pozwoliły nagrać taką właśnie, drugoczęściową płytę, bez popadania w narcyzm i namiętnego gryzienia własnego ogona. Wprawdzie materiał ma już parę miesięcy na karku, jednak dopiero dzisiaj zebrało mi się na komentarze. 

Więcej

ELDER – Reflections Of A Floating World (Armageddon Label)

ELDER – Reflections Of A Floating World (Armageddon Label)

Po wydaniu kapitalnego „Lore” zdawało się, że Elder ustawił sobie poprzeczkę na poziomie nie do przeskoczenia. Album genialny, kompletny, całkowicie odmienny od tego, co proponują inne stonerowe załogi. Zresztą, umówmy się – zamykanie Elder w tej szufladce jest dla nich strasznie krzywdzące; oni już dawno ją opuścili (wraz z wydaniem „Dead Roots Stirring”) i raczej nieprędko do niej wrócą. Teraz eksplorują terytoria nie mniej wyeksploatowane, lecz robią to z takim wdziękiem, że na wszelkie cytaty, zamierzone i nie, można przymknąć oko.

Więcej

VAMPIRE – With Primeval Force (Century Media)

VAMPIRE – With Primeval Force (Century Media)

W rozmowach o muzyce najciekawszą zazwyczaj kwestią okazuje się nie sam temat dyskusji a przemielone przez pryzmat gustu emocje, które towarzyszą kontaktom z dźwiękami. Najciekawsze z pogawędek o nutach odbyłem z ludźmi, którzy mają gust zdecydowanie inny niż ja, stąd też trochę przewrotnie o podzielenie się wrażeniami o nowym krążku szwedzkiego Vampire poprosiłem naszego redakcyjnego fana Dream Theater, czyli Łukasza Brzozowskiego, który jednak okazał się być w ocenie tego krążka dość zbliżony do mojego spojrzenia na „With Primeval Force”. Efekt jest taki, że znajdziecie tu zapis bardzo stonowanej, pełnej zgody, w sumie nawet dość nudnej rozmowy. Aha…, jeśli już teraz macie ochotę na wnioski – nowy krążek Vampire to świetna płyta, ale by dowiedzieć się, dlaczego, musicie przeczytać tą bardzo kulturalną konwersację.

Więcej

MALLORY KNOX – Wired (RCA)

MALLORY KNOX – Wired (RCA)

Może zabrzmi to dziwnie w kontekście mojego bardzo młodego wieku i muzycznych upodobań dzisiejszej młodzieży, ale nie lubię rocka alternatywnego. A precyzując: nowoczesnego rocka alternatywnego. Odnoszę wrażenie, że fani tej stylistyki żyją w błędnym przeświadczeniu siły słowa „alternatywny” przy opisie tego gatunku muzyki. Nie oszukujmy się, alternatywne to było może przy starcie całej brytyjskiej fali grzecznych, indie-rockowych zespołów. Problem tego taki, że mało kto już o tym pamięta, a tego typu podejście do rocka może jeszcze nie trąci myszką, ale jest wyświechtane do tego stopnia, by odpuścić sobie obcowanie z nim. A dlaczego wspominam o tym w kontekście trzeciego wydawnictwa długogrającego Mallory Knox? Ano dlatego, że Anglicy wpisują się w ten opis lepiej, niż ktokolwiek inny.

Więcej

WHITE DEATH – White Death

WHITE DEATH – White Death

Gdzieś nam ten cały black metal zabłądził. Zboczył znacząco ze ścieżki pierwotnej, bluźnierczej muzyki w stronę przeintelektualizowanych, post-post-post-coś tam mariaży z shoegaze czy post-rockiem. Zmiękł. Stracił jaja. Stał się tylko zwykłą estetyką, znaczącą coraz mniej nawet dla swoich twórców. Nie chcę oceniać, czy to źle, czy dobrze, bo jednak z dzisiejszej perspektywy cała ta otoczka – wykreowana przecież przez nastoletnich szczeniaków, o czym nie wolno zapominać – nawet jeśli szczera, chyba jednak bardziej śmieszy niż przeraża. Mimo to, jest na świecie pewne miejsce, gdzie czas jakby stanął w latach 90. i gdzie dalej wesoło hasają sobie hordes pokroju Archgoat, Beherit czy Impaled Nazarene. I to właśnie tam, w Finlandii, narodził się też ten pokraczny i pocieszny potworek, jakim jest White Death.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress