ULVER – The Assassination of Julius Caesar (House of Mythology)

Nowa płyta Ulver to potwierdzenie wyjatkowej pozycji zespołu na muzycznej scenie. Piszę muzycznej a nie metalowej, bo ten gatunek ekipa Garma zostawiła dawno za sobą. Nowa płyta jest też pierwszą, która brylować będzie w rocznych podsumowaniach i może nawet pchnie karierę zespołu na zupełnie inne tory. A może nic takiego się nie stanie? Ulver zawsze był gdzieś obok i nowa płyta przełomu w tym wizerunku nie czyni. 

Gdyby w latach 80. ktoś powiedział synth popowym załogom, że staną się ikonami i kilka dekad później ku ich twórczości skłoni się black metalowy zespół z Norwegii, pewnie… nic by z tego nie zrozumieli. Ja też do końca nie rozumiem, gdzie tkwi fenomen sentymentalnych powrotów do przeszłości, choć z przyjemnością konsumuję artystyczne efekty takich działań. Fakt, że Ulver także postanowił skorzystać z dobrodziejstw kiczowatej epoki nie dziwi zatem, choć jednocześnie mam wrażenie, że „The Assassination…” to pierwsza płyta, która synth pop nobilituje do poziomu wydarzenia wielkiego – alternatywnego – formatu. Ulver zawsze kombinował ze swoją muzyką, czego najlepszym przykładem jest album „Predition City” z 2000r. W następnych latach raz było lepiej, raz gorzej, ale zawsze z pomysłem. Nowa płyta jest zaskoczenie, szczególnie w kontekście równie udanej, ale kompletnie innej produkcji „ATGCLVLSSCAP”, bo choć monumentalna atmosfera została zachowana, to Norwegowie sięgnęli po zupełnie inne środki wyrazu.Ulver 2017

Jest też w tej płycie pewna przekora, element, który zawsze pozwalał być Ulver gdzieś z boku. Bo synthpopowa otoczka, która teoretycznie powinna czynić nową muzykę zespołu bardziej przystępną, ba, nawet może i banalną, jest tyko punktem wyjścia. Tworzywem, które służy zespołowi do zbudowania własnej wypowiedzi a jeśli nawet są tu jakieś cytaty to tak umiejętnie wplecione w aranżacje, że nikogo nie powinny zwieść. Muzyka w pierwszej chwili wydaje się być prosta i łatwa w konsumpcji; faktycznie, sam się na to złapałem, jednak każda lektura krążka odsłania kolejne warstwy brzmieniowe, które wcale popowe nie są. Jest tu sporo eksperymentu, hałaśliwych struktur chytrze wplecionych pod warstwę plastikowego lukru. Stanowi on w zasadzie opakowanie, element łatwy do przełknięcia i dopiero potem możemy poczuć, jaki jest faktyczny smak tej muzyki. Zespół wtłoczył w te dźwięki inspiracje sapce rockiem, jest też noise a nawet soulowa dusza. Ktoś pewnie odnajdzie jesiennego Hollisa no i oczywiście, pinkflojdowe zadęcie. Wszystko zostało zbudowane jako genialnie wyważony majstersztyk, który będziemy odkrywać jeszcze bardzo długo, nie chcę zatem więcej pisać, bo sam nie dotarłem jeszcze do jądra tej płyty.

Nie zdziwię się też, jeśli tu i ówdzie ocenią „The Assassination of Julius Caesar” zgoła negatywnie, taki już ma urok ulverowa nieprzewidywalność. Na pewno będzie to rzecz, która nie zginie w tego rocznych podsumowaniach.

Arek Lerch