QUICKSAND – Interiors (Epitaph)

Gdyby w latach 90. nie istniały takie grupy jak Fugazi czy Soulside, dziś nie mówilibyśmy o sukcesie Deftones, ani o wpływie tej kapeli na całe zastępy młodych adeptów gitarowej sztuki. To, co dwadzieścia cztery lata temu zawarto na debiucie Nowojorczyków z Quicksand stało się kamieniem węgielnym dla wszystkiego co dziś można wrzucić do worka „post”. Nieważne, czy będzie to metal, rock a najściślej hardcore, to właśnie twórcy „Slip” wynieśli alternatywne granie na wyżyny, przegrywając jednak z potężną falą grunge, której nikt nie był w stanie zatrzymać. Po dwóch bardzo udanych płytach i trzeciej, której wydanie z nie wiadomych przyczyn anulowano, panowie ucięli sobie długą, za długą drzemkę, w trakcie której realizowali się w innych zespołach. Najważniejszym z nich, przynajmniej z mojej perspektywy, było Rival Schools… ale o tym innym razem.

Na szczęście, panowie zebrali się w sobie, wybudzili z przedłużającego się letargu i wrócili na scenę. Najpierw koncerty, potem nieoczekiwany angaż Sergio Vegi w… Deftones, gdzie zastąpił zmarłego Chi Chenga, odpowiedzialnego za tkanie basowych nici. Obu panów cechuje silna osobowość i doskonałe opanowanie instrumentu, o czym przekonaliśmy się na ostatnich płytach twórców nieśmiertelnego „White Pony”. Wracając jednak do Quicksand, nie bez kozery ciągle wspominam o zespole na literę D, gdyż lwia część tej płyty, gdyby nie to, że za mikrofonem nie stoi Chino Moreno, spokojnie mogłaby stać się kolejnym bestsellerem muzyków z Sacramento. Zbieżność atmosfery, struktur kompozycji i umiejętnie rozkładanych akcentów jednoznacznie nasuwa konkretne skojarzenia i nie jest to bynajmniej wada. Puls „Interiors” może nie podobać się wielbicielom retro dreampopu i mieszanek lo-fi z czymkolwiek co teraz jest modne, za to wielbicielom dobrego, utrzymanego w średnich tempach, gitarowego grania, opartego na silnym rytmie – jak najbardziej. Myślę, że nie tylko zadeklarowani fani Quicksand (i im podobnych) odnajdą tutaj wiele interesujących dźwięków, które nie tylko idealnie wkomponują się w jesienno-zimową aurę, co przywrócą wiarę w mocne, aczkolwiek wciąż alternatywne granie.Quicksand_BandPhoto

Osobiście jestem w stanie pokusić się o dość odważną tezę, że tak jak w mniej lub bardziej agresywnym hc nowa pozycja Burn była tej muzyce potrzebna, choćby po to, aby dowieść, że po latach nadal można mieszać i przekazywać inteligentne treści, tak dla alternatywy „Interiors” będzie doskonałym pomostem między tym co znane i lubiane, a młodzieńczą pogonią za rzeczami absolutnie wyjątkowymi. Album ma co prawda słabsze momenty, a zapętlane motywy mają prawo odrzucać, ale to taka stylistyka – liczy się pomysł, aniżeli super techniczne wykonanie. Druga sprawa – maniera wokalna mózgu (a „nie nasi” czytelnicy mogą o tym nie wiedzieć) Gorilla Biscuits, wciąż budzi liczne kontrowersje. Walter mógłby nieco bardziej zaryczeć, a przede wszystkim, wyjść z tej swojej nostalgicznej strefy (dys)komfortu. Z drugiej strony, powrotny album Quicksand to tak naprawdę powrót w przeszłość w nowym opakowaniu – i tak to sobie wyobrażałem. Recykling najwyższej próby.  Dla mnie bomba, choć o prawdziwy wybuch emocji tutaj trudno.

Grzegorz Pindor