QUEENS OF THE STONE AGE – Villains (Matador/Sonic)

Kilka dni temu Queens Of The Stone Age wrzucili do sieci zabawny filmik, w którym Liam Lynch pyta albumy do tej pory wydane przez grupę o ich opinie na temat „Villains”. „Songs For The Deaf” mówi, że nowego krążka nie posłucha, bo w zespole nie ma Nicka (Oliveri’ego, byłego basisty QOTSA) oraz pyta „Where’s Dave?”, bo Grohl również na „Villains” się nie pojawił; „Lullabies To Paralyze” wykłóca się z Lynchem; debiutancki „Queens Of The Stone Age” jest wyraźnie pod wpływem narkotyków, a „Era Vulgaris” to wygadany, pewny siebie śmieszek. Idąc dalej tropem zaproponowanym przez Homme’a i spółkę – jak zachowałby się nowy album?

„Villains” zapewne wymierzyłby Lynchowi siarczysty cios w twarz, zająłby jego miejsce, a potem zatańczył na jego grobie. Homme wymarzył sobie krążek, który wpada w ucho, ma taneczny vibe, a przy tym nie rezygnuje z rockowej tożsamości QOTSA. „Villains” jest zwrotem o 180 stopni w stosunku do mrocznego, wydanego cztery lata temu „…Like Clockwork”, na którym Josh mierzy się ze swoją depresją i doświadczeniem śmierci klinicznej. Wystarczy porównać utwory otwierające te albumy. „Keep Your Eyes Peeled” to prawdopodobnie najbardziej ponury kawałek QOTSA – zarówno w warstwie lirycznej, jak i instrumentalnej. Wolny, ciężki, z zapętlonym zgrzytliwym riffem do którego Josh śpiewa m.in., że „If life is but a dream, then/ Wake me up”. „Feet Don’t Fail Me”, utwór pierwotnie napisany na „Post Pop Depression”, elektryzuje potężnym, kojarzącym się z „Trampled Under Foot” Led Zeppelin groovem oraz charakterystycznym dla Josha riffem (polka!). Również tekst jest bardziej optymistyczny. Weźmy chociażby taki fragment: „Time to go, regret it later/ We’re gonna take it as it comes/ Future tense meets middle finger”, w którym Homme nawiązuje do – jak sam twierdzi – motywu przewodniego albumu, czyli życia chwilą, skupieniu się na teraźniejszości i nie odwlekaniu rzeczy, które chcesz zrobić, na później. „Chwila obecna jest jedyną, którą masz”. Do takich przemyśleń skłonił go atak terrorystyczny, którego ofiarą padł inny z jego zespołów – Eagles Of Death Metal. Josha nie było wtedy w Paryżu, jednak cała sytuacja wstrząsnęła nim tym bardziej, że Jesse Hughes, frontman EODM, to jego najbliższy przyjaciel.

Gdybyśmy koniecznie chcieli porównać „Villains” do któregoś z poprzednich albumów, byłaby to „Era Vulgaris”. Nowy krążek jest kontynuacją ścieżki obranej wtedy przez zespół, z której QOTSA zboczyli na chwilę ze względu na wyjątkowe okoliczności, które zainspirowały „…Like Clockwork”. Nie ma na „Villains” tylu eksperymentów, całość jest lepiej przemyślana i dopracowana, jak również bardziej chwytliwa. Z drugiej jednak strony – brakuje hitu na miarę „Make It Wit Chu”. „The Way You Used To Do” wpada w ucho, ma przyjemny, swingujący vibe, ale ma się wrażenie, że nie może się rozkręcić. Pozostawia niedosyt, brakuje napięcia, które było w „If I Had A Tail” czy „No One Knows”.[Credit Andreas Neumann]

Sporo kontrowersji wśród fanów Księżniczek wzbudził wybór producenta albumu – Mark Ronson, najbardziej znany z „Uptown Funk” nagranego wspólnie z Bruno Marsem, współpracował wcześniej m.in. z Adele, Duran Duran, Lady Gagą, Kaiser Chiefs czy Lil Waynem. Queens Of The Stone Age to pierwszy w pełni rockowy projekt w jego karierze. Czy na „Villains” słychać wyraźnie rękę Ronsona? Nie powiedziałbym. Ok, brzmienie jest nietypowe, suche, uwypuklające taneczny groove, ale jednocześnie nasuwa skojarzenia z wydanym 10 lat temu „Era Vulgaris”. Ronson zapewne podsunął parę pomysłów, podobno pożyczył kilka syntezatorów, być może zainspirował Josha i spółkę, polecił kilka albumów, ale nie sądzę aby Homme dał się zdominować i pozwolił żeby ktokolwiek wpłynął znacząco na jego wizję „Villains”.

A o tym, że to materiał dokładnie taki, jak go sobie Josh wymarzył, niech świadczą liczne nawiązania i inspiracje, które na nowym albumie QOTSA słychać. O polce w „Feet Don’t Fail Me” już pisałem. Dodajmy do tego „Un-Reborn Again”, które brzmi jak nieślubne dziecko The Cars i Gary’ego Numana, którego układ tekstu w oczywisty sposób nawiązuje do „Telegram Sam” autorstwa T.Rex, i w którym Josh używa wersu z przeboju Georgia Satellites – „Keep Your Hands To Yourself” („He said no huggy, no kissy/ Until I get a wedding ring). Wcześniej mamy „Head Like A Haunted House”, a w nim nawiązania do Little Richarda („A tutti frutti written over the caption”), intro brzmiące jak Dead Kennedys, a całość jak The Cramps na sterydach. Iggy Pop? „Hideaway” jest jak żywcem wyjęte z „The Idiot”.

„Hideaway” to zresztą jeden z mocniejszych punktów albumu. Bardzo niepozorny, intymny, po pierwszym odsłuchu pozostaje niemal niezauważony, a później wbija się w głowę i nie chce z niej wyjść. Problem mam z „Fortress”. Jest dla mnie zbyt banalny i przewidywalny, dodatkowo ma strasznie trywialny tekst. Rozumiem, że być może taki był zamysł – kojarzy mi się trochę z „Kalopsią” z poprzedniego krążka, który to utwór Josh napisał dla swojej córki. Teraz śpiewa między innymi: „I don’t want to fail you so/ I tell you the awful truth/ Everyone faces darkness on their own/ As I have done, so will you” jakby po raz kolejny chciał przestrzec ją – bądź przygotować – do wejścia w dorosłe życie. Bo przecież – to już wers z „Feet Don’t Fail Me” – „Life’s hard, that’s why no one survives”.[Credit_ Andreas Neumann]

Zaskakuje sposób, w jaki Homme i spółka zaaranżowali „Vilains Of Circumstances”. Josh grywał ten utwór na solowych, akustycznych koncertach i spodziewałem się podobnej wersji na płycie. Tutaj dostajemy 6-minutowego giganta z oszczędnymi zwrotkami, new wave’owym, pełnym mocy refrenem i nieco pompatycznym outrem. Kapitalne zakończenie.

Trafiłem gdzieś na opinię, że „Villains” to najlepszy album QOTSA od 2002 roku. Wstrzymam się póki co z tak jednoznacznymi sądami, ale ewolucja tego zespołu jest do prawdy niezwykła. Z pustyni weszli na salony – na własnych warunkach. Zapomnijcie o Foo Fighters. Zapomnijcie też o Arctic Monkeys i The Black Keys. Queens Of The Stone Age to jest teraz król rocka (tak jak lew jest król dżungli).

Paweł Drabarek