POKUSA – Einz (Lado ABC)

Zmiana pokoleniowa boli, bo człowiek uświadamia sobie, jaki jest stary. Pokazuje mi to właśnie nowa płyta dzieciaków z Pokusy. Wiem, jestem starym złośliwcem, ale jak mam podejść do grupy, która gra niczym zawodowcy, wyobraźnię ma jak stare wygi a zaraźliwa świeżość nastolatków buzuje aż miło, udzielając się mimowolnie słuchaczowi. 

Piszę te słowa z pełną świadomością. Widziałem/słyszałem Pokusę na żywo i to nie jest studyjny przekręt. Trio, napędzane saksofonowymi popisami Natana Kryszka (talent niebywały), basowym dudnieniem Tymka Bryndala i swingująco sunącymi bębnami Teo Oltera to wielka nadzieja na alternatywnej (alterjazzowej?) scenie. Pokusa z premedytacją porusza się po obrzeżach różnych nurtów, za wspólny mianownik obierając trans i motoryczne pochody, które powodują, że czasami do końca nie wiadomo, czy mamy do czynienia z mocnym składem jazzowym, czy z poszukującymi rockmenami, co odkryli improwizację. Inna sprawa, że sposób w jaki zespół rozgrywa swoje kompozycje kojarzyć się może z jednej strony z Lotto, z drugiej z surowym, improwizatorskim zacięciem Coltrane’a, ale także z noise’owymi poszukiwaniami czy wręcz awangardowymi odjazdami, choć te ostatnie są tu jedynie drobnym (mimowolnym) smaczkiem.zdj Tomek Ogrodowczyk

Nie chciałbym zbytnio analizować samej warstwy technicznej, bo tu słychać rzeczoną młodość – jeszcze szukają, uczą się i zdobywają doświadczenie, ale tempo w jakim się to odbywa, może przerażać. Dość, że zespół na scenie czuje się tak swobodnie, że łączy swoje kompozycje w jeden, nieprzerwany lot, potrafi lirycznie ukoić, uderzyć dysonansem, eksperymentować z formą i na różne sposoby odmieniać jazz. Płyta to potwierdza – słychać w tym yassową arogancję (i wcale nie dlatego, że gra tu syn sławnego muzyka znanego z takich formacji jak Miłość…), rockowego ducha, ale przede wszystkim erudycję. Kiedy młodziacy mieli czas, żeby zaliczyć przyspieszony kurs muzycznej teorii, nie wiem, ale zadania domowe odrobili śpiewająco. Dlatego w ich muzyce można odkryć wiele ścieżek, które pokazują, jak wspaniale można odnaleźć się w dzisiejszym, eklektycznym świecie. Nie wiadomo, czy lepiej czują się na rockowej scenie, czy jazzowym festiwalu, ale grają i tu i tu a ich podejście do dźwięku co i rusz zaskakuje. „Einz” to jedna z płyt, które pewnie wywołają parę kontrowersji i to jest najlepsza reklama tej produkcji.

Może będzie trochę na wyrost, ale Pokusa jest dzisiaj nową jakością na polskiej (i nie tylko) scenie.

Arek Lerch

Zdjęcie: Tomek Ogrodowczyk