LOTTO – Elite Feline (Instant Classic)

Najlepsze rzeczy wychodzą wtedy, kiedy nikt się nie spina, jest oddech, luz i pozytywne nastawienie – do takich wniosków skłania mnie najnowsza, druga płyta trio Lotto, w skład którego wchodzą znany z Kristen gitarzysta Łukasz Rychlicki, plus sekcja rytmiczna Mike Majkowski (Hailu Mergia Trio) i Paweł Szpura (Hera, Wovoka). Nowe nagrania przynoszą właśnie spokój, trans i medytację, zespoloną z lekko jazzowym myśleniem o przestrzeni. Niczego więcej nie oczekuję.

W zasadzie opisywanie tego co dzieje a raczej nie dzieje się w tych dwóch, dwudziestominutowych kompozycjach jest dość trudne, żeby nie powiedzieć, bez sensu. To w zasadzie typowa muzyka ilustracyjna, opierająca się na doskonałej, mentalnej współpracy trzech muzyków i wyzwoleniu się z ciasnych okowów kompozycji i aranżacji. Często używałem na łamach naszego portalu zwrotu „swobodny lot”, ale okazuje się, że czekał on dość długo na idealny moment, by opisać jakąś płytę –  no i doczekał się. „Elite Feline” to właśnie taki nieskrępowany, miarowy przelot przez nieznane, psychodeliczno – zamglone pola. W dodatku, do wytworzenia tego obrazu zespół nie potrzebuje zbyt wielu środków.LOTTO

W zasadzie wszystko opiera się wzbudzeniu membran i blach, delikatnej pulsacji kontrabasu i malowniczych plamach (efektach?) gitarowych. Reszta pozostawiona zostaje naturze, która wydobywa z muzyków właściwe dźwięki. Ok, brzmi to jak nieudolna bajeczka, ale tak właśnie pracuje ta płyta. Może kogoś nawet zirytować małą ilością dźwięków w stosunku do długości numerów, ale mają one taką właściwość, że obijając się od siebie zaczynają rosnąć, zapełniać przestrzeń i choć na początku też byłem zaskoczony zwięzłością wypowiedzi, po dłuższym obcowaniu z tym materiałem uważam, że proporcje są idealnie zrównoważone. I właśnie tu znajduje się punkt styczny z estetyką jazzową. Mało dźwięków, ale posadzonych tak, że spinają całość i nie pozwalają rozłazić się kompozycji na boki. Zespół z wyczuciem pobudza leniwe atomy do ruchu, na tyle, by wszystko powoli, hipnotycznie toczyło się do przodu. Warto nadmienić, że w nagraniach wziął udział osobnik skrywający się pod pseudonimem 1988 (znany z duetu Syny), który wzbogacił brzmienie i produkcję min dubowymi efektami. Są one jednak tak subtelnie zaznaczone, że nie stanowią specjalnego wyróżnika. Jedna z ciekawszych i porażających prostotą, tegorocznych płyt. Tak mało i tak dużo jednocześnie. Polecam!

Arek Lerch