LONKER SEE – One Eye Sees Red  (Instant Classic)

Przyznam się bez bicia, że okej, „Split Image” zrobił na mnie całkiem fajne wrażenie, ale prawdziwe uczucia do Lonker See rozbudził we mnie dopiero ich występ na żywo. To wtedy zespół całkowicie zdejmuje nogę z hamulca, uwalniając pełną swobodę formy i totalnie otwartą naturę. Sprawiło to, że także na Lonker See w wydaniu studyjnym spoglądam teraz z nieco innej perspektywy, chyba jakby łagodniej. A może dopiero patrząc przez pryzmat sceny możliwe staje się pełne docenienie potencjału, który drzemie w tym zespole i który – co najważniejsze – wybucha na „One Eye Sees Red”?  

Jedyne, czego do tej pory mogło brakować Lonker See, to dojrzałości. Muzyka gdyńskiego zespołu może nie epatowała niespotykanym szaleństwem, ale sporo było w niej dzikości, luzu i wygodnej swobody. „One Eye Sees Red” – choć zachowuje organiczny pierwiastek – brzmi bardziej wyrachowanie i pełniej. Nikt nie ma zamiaru popisywać się kunsztem, a sam sposób, w jaki zespół rozwija każdy z utworów, budzić może co najmniej uznanie. Otwierający „Lillian Gish” początkowo próbuje przyciągnąć uwagę spokojnym, soundtrackowym motywem, który po kilku minutach przeistacza się w wariację na temat partii saksofonisty Tomka Gadeckiego. Uwierzcie mi, tej melodii długo nie zapomnicie… Nieco inaczej, ciężej i wyraźnie mrocznie, brzmi za to „Solaris Pt. 3&4”. Być może momentami niemal metalowy charakter jest zasługą producenta Haldora Grunberga, a być może – co wydaje się równie prawdopodobne – jest tylko kolejnym krokiem na drodze ewolucji Lonker See. Świetnym domknięciem albumu jest zaledwie pięciominutowy utwór tytułowy, gdzie wyrazista gra sekcji i charakterna gitara mierzą siły z wokalami Joanny Kucharskiej i saksofonowym pejzażem. Każda z kompozycji zdaje się być dokładnie przemyślana i choć wciąż wszystkie sprawiają wrażenie mniejszej lub większej improwizacji, słychać również wyraźne założenie i przede wszystkim spójność. Być może to tych cech najbardziej brakowało mi na poprzednich wydawnictwach – o ile na scenie organiczność jest elementem zdecydowanie pożądanym, tak w wydaniu studyjnym Lonker See mogło czasem brzmieć nieco chaotycznie.Lonker See

Za sprawą „One Eye Sees Red” Lonker See po raz kolejny udowadnia, że space rock i free jazz mają ze sobą całkiem dużo wspólnego. Granice między poszczególnymi elementami w przypadku tej grupy są niezwykle płynne i niewyraźnie zaznaczone, nierzadko bardzo zmienne nawet w obrębie poszczególnych utworów, co dodatkowo gmatwa jeszcze silna skłonność do skoków w jeszcze inne estetyki. Z pozycji zespołu obiecującego i dobrze rokującego, Lonker See wychynęli na czoło silnej przecież sceny improwizowanej. To już nie jest zespół-ciekawostka. To zespół będący liderem.

Michał Fryga

Zdjęcie zespołu: Paweł Jóźwiak