KRZTA – Krzta (Green Lungs Records)

Jestem zdumiony! Jestem zdumiony tym jak w polskim podziemiu gra się muzykę. Z jaką energią, poświęceniem, zaangażowaniem. Jestem zdumiony także tym, że te wszystkie młode kapele, od kilku lat, pokazują środkowy palec mainstreamowi – który ugrzązł i nie pokazuje nic nowego – grając, jak tylko pozwala im na to ich wyobraźnia. Członkowie olsztyńskiego zespołu Krzta wyobraźnię mają naprawdę olbrzymią!

Pamiętam, kiedy na facebookowej tablicy, ktoś ze znajomych udostępnił kawałek „Zew”, pomyślałem wtedy, że oto pojawił się zespół, który ma szansę stać się odpowiedzią na przebrzmiały i coraz bardziej nadęty black metal, czy odtrutką na bardzo popularny ostatnimi czasy stoner. „Zew” uderzył gwałtownością, szczerością i doskonałą techniką muzyków. Po kilku zapętlonych odtworzeniach chciałem więcej i więcej, oczekiwałem na płytę. I nagle jest! Zrealizowany i nagrany „na setkę” w jeden dzień (!!), debiutancki krążek Krzty zwyczajnie na świecie mnie zmiótł. W zaledwie 25 minutach trio zamknęło sedno metalowej postawy, na nowo utkało w mojej głowie sieć i sposób myślenia o muzyce. No bo przyznacie sami, aby podejść do realizacji takiego materiału w jeden dzień, trzeba o muzyce myśleć jak o czymś co jest „tu i teraz” między muzykami – nie jak o glinie, którą wyrabiamy siedząc w studio i dłubiąc riffy, a jak o chemii i pewnej metafizyce, która łączy muzyków. Kamil Błażewicz (voc/git), Jakub Kamiński (bas) i Andrzej Postek (dr) tworząc swoją muzykę, znaleźli coś czego brakuje wielu kapelom, mianowicie jedność i spójność. Potężna sekcja rytmiczna wspaniale współgra z brzmieniem gitary Kamila i tworzy doskonałe tło dla jego niezwykłych tekstów. Pełnych pytań, filozoficznych przemyśleń i poszukiwań. O sile zespołu nie świadczy jedynie muzyka, która starszym słuchaczom może przypomnieć dokonania Kobonga, czy Nyii, ale właśnie w pełni przemyślana koncepcja i przekaz. Te „słowa-kamienie”, o których krzyczy Kamil, to „ciepło kominów”, wszystkie „aglomeracje” i „czas, który wije otchłań” – wszystko to pojawia się w naszych głowach, w wyobraźni jesteśmy dokładnie tam gdzie Krzta tego chce…Krzta

Wiem, że mogę brzmieć nieco patetycznie, a co poniektórzy stwierdzą, że wypisuję głupoty, ale dawno nie słyszałem tak rewelacyjnego, polskiego krążka. Zapomnijcie o wszystkich tych kapelach, o których myśleliście, że nagrały „płytę roku”, że Furia, że Lotto, czy inne ARRM. Wszyscy w pył! Zero! Nikt nie ma podejścia do Krzty!

Tom Wolf

Zdjęcie: Michał Piłat