KONIEC POLA – Cy (Devoted Art Propaganda)

Koniec Pola, meh… Słyszysz taką nazwę i wydaje ci się, że wiesz, jaka to będzie płyta. Będzie dużo nawiązań do folkloru, to pewne. Będzie na pewno po polsku. Gdzieś to wszystko zahaczy o black metal, no bo jakżeby inaczej. Utwory będą długie, będą się niemiłosiernie ciągnęły, siląc się – zupełnie niepotrzebnie przecież – na formy rzekomo nieoczywiste, a które przecież znamy nie od dzisiaj i które nudzą nas przynajmniej od pół roku. Gdzieś ktoś powie, że fajne, recenzje będą raczej pozytywne, ale po dwóch miesiącach krążek przepadnie. Dokładnie tak pomyślałem, gdy zobaczyłem nazwę Koniec Pola. I nawet nie wiecie, kurwa, w jakim ja byłem błędzie.

„Cy” jest tajemnicą, która – paradoksalnie – jest najciekawsza nie wtedy, gdy skrywa się pod warstwą nieoczywistych dźwięków i niepokojących melorecytacji, lecz wtedy, gdy Koniec Pola przeistacza się w typowo rockowo zespół i pokazuje najwięcej. Rozwikłanie byłoby jednak niczym, gdyby nie wiodąca do niego droga. Uderzając w stricte ludowy charakter, Koniec Pola kreuje klimat pełen zła i niepokoju, spowity nie tyle mrokiem, co raczej szamańską aurą. „Cy” przypomina gusła, które nie mają chyba na celu wywołania dobrych duszków. Prawdę mówiąc, cała ta zagadka, która opatula ten album, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, a część wątków dość często kończy się zamkniętymi drzwiami, ale… Ale to podążanie po tej nitce, nawet do ślepego zaułka, wydaje się być najbardziej fascynujące.koniec pola band web

Słychać w tym wszystkim macierzyste Licho i W~T~Z, ale najwyraźniej pobrzmiewają mi w głowie skojarzenia z Furią. Będzie to duże uproszczenie, ale „Cy” brzmi trochę jak niemetalowa wersja „Księżyc milczy luty”. Aura jest mniej więcej taka sama, choć zamiast folkloru kopalniano-leśnego, Koniec Pola hołduje folklorowi szatańskiemu. Z każdego dźwięku „Cy” wychyla się Rogaty, czasem – jak chociażby w finale „III” – wręcz świecąc ślipiami prosto w oczy. Wtedy też muzycy zdają się jakby delikatnie trącać palcem black metal, w mroku i chłodzie tego gatunku szukając ujścia swoich niepokojów. Zazwyczaj jednak Koniec Pola brzmi nieco – no nie, nie delikatniej, bo nawet jeśli bazą dla utworu stają się albo stonowane akordy gitary, albo też gdy pałeczkę przejmują ludyczne instrumentaria, zespół nie potrafi wyzbyć się zaklętego w sobie zła. Tak, to bez wątpienia bardzo zła płyta.

Trudno mi w ogóle wysilić się na jednoznaczną ocenę „Cy”, bo znacznie bardziej niż wystawianie cenzurki interesuje mnie w tym momencie kroczenie po kolejnych krętych ścieżkach, którymi błądzi ten krążek. Wpiszcie sobie datę 28 marca w kajety i czekajcie na nią, tylko uważajcie, by – podobnie jak ja – nie zabłądzić. Stąd już nie ma wyjścia.

Michał Fryga