KEN MODE – Success (Season Of Mist)

KEN mode to jedna z najbardziej produktywnych brygad praktykujących orgie z udziałem hałasu, chaosu i hardcore’owego pierdolnięcia. Wydajność przekłada się na pomysłowość, każdy materiał oddziałuje na swój niepowtarzalny sposób. Szesnastoletnia wędrówka wśród gąszczy nieznośnych dźwięków zaowocowała szóstym albumem studyjnym. Czy KEN mode osiągnął „Success”?

Kanadyjczycy od zawsze byli dla mnie problematycznym bytem. Początkowo ciężko było mi się w tym wszystkim odnaleźć. Z jednej strony wyraźne odciski The Jesus Lizard, z drugiej moc przebicia godna Today Is The Day, matematyczność Knut, a na dodatek towarzyszy tym cechom chwytliwość rodem z Converge. Czym takie połączenie może się skończyć? Na pewno nie problemami gastrycznymi, raczej chodzi tu o poczucie sytości po uczcie pełnej różnorodnych smaków.

I jak ten kamień wybijający szybę witryny sklepowej, od pierwszych sekund przedziera się obskurna chropowatość brzmienia („Blessed”). Skoczne riffy wpadają nam w ucho jak natrętna osa. Punkowe zwirowania dostały całkowity upust by stać się najbardziej namacalną częścią albumu („These Tight Jeans” albo „The Owl…”). To, co się tutaj dzieje przypomina mi poczynania bandy wściekłych nastolatków, którzy nie wahają się ani trochę by zetrzeć przydomowy garaż w proch – a przecież to stare konie są. Potem to już jest tylko przyjemniej. Gdy utrzymamy ster po burzliwym rejsie wzdłuż pierwszej części albumu, dochodzi do umysłowej stabilizacji – „A Passive Disaster” czy „A Catalog of Small Disappointments” i te zabawy słowem i dźwiękiem, jakby znane, a odkryte na nowo. Bezczelna pewność siebie budzi podziw, powrót do „początków” oznaką świadomości spektrum nabytego przez lata doświadczenia. Tak, tego jeszcze nie było. Jest old schoolowo, chrapliwy bas pluje flegmą na wszystkie strony, Jesse Matthewson artykułuje słowa niezwykle szybko i z charakterystycznym dla siebie flow, a perkusja ugrzęzła gdzieś w okolicach początków lat 90. Rock nie umarł, rock pod rękę z „Success” wdrapuje się na piedestał chwały. To swoisty pomnik przeszłości.Ken Mode web photo Brenna Faris

KEN mode – te słowa zapracowały na to by stać się etykietą samą w sobie. Zespół instytucja, który odkrył na czym polega droga ewolucji w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo na czym polegają zmiany? Na ciągłym poszukiwaniu, otwieraniu ram horyzontu na coraz to nowe pomysły. Nie ma tutaj ograniczających umysł zasad. Sens istnienia w przypadku KEN mode to ciągłe doskonalenie, eksperymentowanie przy jednoczesnym szlifowaniu swej niepowtarzalnej tożsamości. Tak, sukces został osiągnięty.

Adam Piętak