JESIEŃ – Błoto (Złe Litery)

Jeśli istnieje jakiś paradygmat leżący u podstaw działalności toruńskiej Jesieni, to najbliższy prawdy będę stwierdzając, że jest to wieczne niezadowolenie. Niezadowolenie prowadzące do kolejnych poszukiwań, porzucania ścieżek i szukania nowych, niekoniecznie oczywistych i pożądanych przez fanów. Są tu tacy?

Przyznam, że się trochę nabrałem. Liczyłem, że po „Jeleniu” zespół jeszcze bardziej rozwinie te paranoiczne, jazzowe ścieżki. Że, idąc tropem improwizacji, która święci triumfy na alternatywnej scenie, przykręci kurek z nojzem a poluzuje krawat kompozycyjny. Nic bardziej mylnego, bo zespół uderzył w zupełnie innym kierunku. Innym, uwierającym i finalnie wygrał bitwę, bo „Błoto” na dzień dzisiejszy jest pod względem tekstowym, kompozycyjnym i brzmieniowym najciekawszym ich dokonaniem. W dodatku opatrzonym najlepszą, przykuwającą uwagę okładką.

Dobra, posłodziłem, a teraz czas przejść do mniej przyjemnych rzeczy. A mianowicie – zadać sobie pytanie: w zasadzie do kogo to granie jest adresowane? Sam zespół przyznaje, że liczy się nawet jedna czy dwie zainteresowane osoby i z takim, misyjnym niemal charakterem podchodzi do swojej działalności. Ok, to tłumaczy muzykę, obdartą z jakichkolwiek aspektów komercyjnych, surową, dającą dużego susa wstecz, w stronę punkowej niemal szorstkości i początków noise’a. Jest też post punkowy tryb myślenia o kompozycji, kilka chwil szaleństwa i szczypta – a jednak – tzw. lotów, z tym, że bardziej po linii post rockowej. Zaskakuje, może nawet w pierwszej chwili drażni surowa prostota muzyki, pewna dosłowność, rezygnacja z ozdobników czy bardziej wyrazistej melodyki. Wystarczy jednak zaprzyjaźnić się z „Błotem” by wpaść w nie niemal po same uszy. Trochę to trwało, ale dzisiaj bezapelacyjnie twierdzę, że to szczytowe dokonanie zespołu. Zamiast dalej brnąć w zabawy z dodatkową ornamentyką, jazzem i rozbudowanymi aranżacjami, muzycy sięgnęli do swoich dusz i zagrali tak, jak im w danym momencie grało, odpowiadając poniekąd na surową rzeczywistość dziejącą się tu i teraz (o tym także w wywiadzie była mowa…).Jesień

Czy powstał tym samym kamień milowy krajowej alternatywy lat bieżących? Nie sądzę, by zespół się z tym zgodził, ale jest coś desperackiego w tej szczerości, w tych szorstkich słowach i muzyce. Jest to też sygnał, że czas skończyć z długaśnymi zawijasami i improwizacją, bo nadchodzi nowe. Pokazują to zarówno Javva jak i toruńska załoga. Czekam na to co będzie dalej…

Arek Lerch

Zdjęcie: Krzysztof Gałązka