JACHNA/MAZURKIEWICZ/BUHL – God’s Body (Audio Cave)

Zaskoczenie. W zasadzie już w trakcie konsumpcji „Dźwięków ukrytych” czułem, że dla tego zespołu ograniczeniem jest  sam fakt myślenia o muzyce jako o zbiorze zależnych od siebie dźwięków, jednak nowa płyta to wyjście na zupełnie inne tory. To wszystko sygnalizuje, że będzie ciężko… Faktycznie, dostajemy trudny kawał muzyki, ale to właśnie wywołuje moją radość. Wchodziłem w te dźwięki długo, dzisiaj wiem, że mam w ręku coś w rodzaju avant jazzowej, alternatywnej w treści płyty roku. Nawet jeśli jestem w swoich osądach osamotniony.

Najważniejszym elementem „God’s Body” jest swoboda myślenia i całkowite wyzwolenie z technicznych aspektów muzyki. Jeśli ktoś mówi „jazz” i myśli o swingu, następujących po sobie, logicznie rozwijanych strukturach, czy dialogu między instrumentalistami (że o partiach solowych nie wspomnę…), w przypadku tej płyty musi zapomnieć o schematycznym pojmowaniu gatunku. Tak, jazz to także schematy, nawet w improwizacjach. Przeciwko takiemu traktowaniu tej muzyki występują swoimi kompozycjami muzycy tria – Wojtek Jachna, Jacek Mazurkiewicz i Jacek Buhl. Trudno traktować te utwory inaczej niż zbiór dźwięków – tym razem nie ukrytych – które są niezależnymi bytami, tylko od czasu do czasu reagującymi na siebie. Płyta jest wyzwaniem, każdy jej aspekt próbą dotarcia do sedna improwizacji w różnych wymiarach – zarówno jako ścieranie płaszczyzn rytmicznych, harmonicznych jak i poszukiwanie wyzwolenia ze struktur aranżacji. „God’s Body” wciąga z każdym razem bardziej i choć to stosunkowo krótki materiał, jest wyczerpującym studium artystycznej osobowości każdego z muzyków.J/M/B

Trudno mi słuchać tych utworów jako „kompozycji”, to bardziej smakowanie poszczególnych dźwięków, analiza pracy instrumentalnej, bo od podejścia do instrumentów trzeba rozpocząć – każdy z muzyków wyłamał się z tradycyjnej roli. Najlepiej widać to na przykładzie sekcji Mazurkiewicz/Buhl. Ich gra to w zasadzie eksperyment z brzmieniem instrumentów. Zamiast wspólnie tańczyć, krążą wokół siebie, wymierzając ciosy. W pewnym miejscu wszystko się jednak zazębia, choć mam wrażenie, że napięcie między tymi panami jest wręcz nieznośne. Jasne, pokazują nam też, że wspólny lot, czy też ukłon w stronę dobrze rozumianej improwizacji nie jest im obcy (świetny utwór tytułowy), ale najlepiej czują się, wpadając w swoisty trans. Na osobne analizy zasługuje trąbka Jachny – czuć w tym inspiracje chociażby Stańkowymi poszukiwaniami z lat 70., ale jednocześnie Wojtek tworzy własny świat, grając krótkie frazy, świetnie używając tłumika; momentami mam wręcz wrażenie, że buduje swoje partie  podobny sposób, w jaki tworzy się sample. Jako całość, trio traktuje każdy dźwięk jako absolut – nie ma na „God’s Body” zbędnego rozwlekania, przegadanych tematów, muzycy raczej skracają swoje wycieczki niż ciągną w nieskończoność.

Doskonała płyta, nowe otwarcie dla transu i przyszłość alternatywnego jazzu. Nic dodać…

Arek Lerch

Zdjęcie: Yaki