INKWIZYCJA – Wojny nie będzie

Jeśli ktoś jeszcze wierzy w to, że muzyka ma siłę by zmieniać ludzi, jest naiwny jak dziecko. Kolejne rewolucje przemijały, zostawiając  po sobie osad zachowań i parę piosenek, o których może będziemy pamiętać za czas jakiś. Zaś ostatnia dziesięciolatka przyniosła rewoltę zgoła inną i zaskakującą – byliśmy świadkami społecznej asymilacji najbardziej brutalnych odłamów hałasu. Punk stał się modą, metal flirtował z telewizją. Gospodynie domowe wiedzą kim jest Nergal, modelki na wybiegach noszą „pieszczochy”, jeszcze niedawno jeden z atrybutów prawdziwych dzieci ulicy. Wszystko stało się względne i znalezienie w tej mgle czegoś wyrazistego graniczy z cudem. Choć i to się zdarza. Czasami. Rzadko. Tak jak w przypadku wydanej własnym sumptem płyty „Wojny nie będzie” Inkwizycji.

Nie wiem, czy emocje związane z tą płytą wynikają z zaskoczenia, czy radości, że w ogóle się udało. Pierwszy od 12 lat materiał krakowskich załogantów był wielką niewiadomą. Przyznam też, że po lekturze skądinąd niezłych numerów z singla „Powiedziałem”, miałem jeszcze większe obawy, co do treści trzeciego długograja ekipy Ex Perta. Zachwyty nad tekstami tego ostatniego zazwyczaj przysłaniały warstwę muzyczną, która była… ok. Ale bez większych wzruszeń. Dlatego „Wojny nie będzie” trafiło mnie w przeponę i na moment straciłem oddech. Jeśli spodziewacie się łaskotek, wara od tego krążka. Ta płyta to sama esencja wkurwienia, agresji namacalnej. Tu nikt się nie patyczkuje ze słuchaczem. Dobra – wreszcie! – produkcja pozwala delektować się niuansami brzmienia a jednocześnie podkreśla potężny atak, jaki uskutecznia na tym materiale zespół. Zamiast stępić zęby punkom z grodu Kraka, czas wyostrzył im zmysły i dodał jakiejś opętańczej bezkompromisowości.

Nie nadstawiaj drugiego policzka, nie nadstawiaj nawet pierwszego, pierdolnij każdemu kto chociaż pomyśli, żeby zrobić ci coś złego – złowieszczo napomina Ex Pert i nie mam wątpliwości, że słowno – muzyczny przekaz Inkwizycji tym razem nokautuje w pierwszym podejściu. Skoro poruszyłem już wątek liryczny płyty, warto zagłębić się dalej. Pewnie dla niektórych będzie to skrajnie antyreligijna płyta. Podkreślam – antyreligijna, czyli otwarcie uderzająca w naszą, zaściankową obrzędowość i wszystkie patologie z niej wynikające. Złoto, złoto, chytre oczy świni, nikt już nie wygoni kupców ze świątyni czy Na kamiennych tablicach wykute prawa na daremno, nie zabijaj, chyba że innych bogów przede mną. To tylko próbki warstwy tekstowej, która  ma dużo szerszy kontekst, choć w porównaniu z tekstami z debiutu  czy nawet „Starych Fotografii”, więcej tu jednak spojrzenia w głąb siebie, emocji i pewnej, gorzkiej zadumy nad człowiekiem i tym co po sobie zostawia. W tym kontekście „Wojny nie będzie” to propozycja dla zdecydowanie starszego, może nawet trochę zgorzkniałego słuchacza – załoganta. Nie znajdziemy tu modnych tekstów „w dobrym, scenicznym tonie”, manifestów i pozornej walki z niczym. Ex Pert nie musi zasłaniać się sławetnym – każdy może interpretować jak chce. Nie chcę jednocześnie sugerować, że to płyta dla zgredów, bo nie o to chodzi. Na  „Wojny nie będzie” punkowiec zgolił „koguta” i odsłonił siwiznę.dsc_7657

Teksty nie miałyby jednak tak piorunującej siły, gdyby nie muzyka. A ta uległa znaczącej zmianie, za sprawą nowych muzykantów i podejścia, zdecydowanie bardziej otwartego, może nawet lekko eksperymentalnego – choć akurat z tym lider zespołu się nie zgadza. Obok mocnych, połyskujących metalowymi opiłkami strzałów w rodzaju „Okoliczności łagodzących” czy „Spaceru miejskiego”, znalazło się tu miejsce dla zaskakujących zabaw z… nu metalem („Głupie pytania”),  czy noise rockiem („Gorycz” i „Nie nadstawiaj”). Jest wreszcie trans („Zemsta” i „Ballada na koniec świata”). Wszystko jest świetnie zaaranżowane i ma zdecydowanie inną siłę rażenia, niż miało to miejsce na poprzednich płytach. W tamtych przypadkach, to jednak słowa nadawały ton muzyce, tu mamy już całkowite równouprawnienie. Czasami odnoszę nawet wrażenie, że teksty stały się jeszcze bardziej oszczędne, usuwając się wręcz w cień, miejscami pojawiają się całkiem fajne loty instrumentalne, znakomicie brzmią gitary (wiadomo – Satanic Audio), które potrafią nieźle zryć mózg. Zupełnie osobny temat to „List do Pana Boga”, którego historię dość dokładnie Ex Pert przedstawił w wywiadzie. Dodam tylko, że aranżacja zestawiająca wściekle piłującą, pozbawioną reszty podkładu gitarę z cedzonym ponuro tekstem, zatyka dech w piersiach i chyba nikogo nie pozostawia obojętnym. Zespół z pokerowym spokojem serwuje nam brutalny, emocjonalny przelot przez mroczne pokoje życia i co najważniejsze – cały czas pozostaje autentyczny. Mimo dokładnie przemyślanej i dramaturgicznie mistrzowskiej produkcji, nie ma tu żadnej premedytacji. Jest tylko i wyłącznie prawda. Obojętnie, czy ją zaakceptujecie , czy też nie…  Nie będę tańczył tak jak mi zagracie, ale zagram tak, żebyście tańczyli. Masz mnie, wampirze…

Arek Lerch 

Zdjęcie: Łukasz Łuszczek