COCAINE PISS – Passionate and Tragic (Hypertension Records)

Jeśli słuchać  w 2019 roku punk rocka, to tylko takiego, który w jakiś sposób potrafi przebić się przez sfilcowane ego tysięcy małolatów, cierpiących na syndrom przepalenia informacyjnego. W skrócie – mało co jest w stanie człowieka zaintrygować w dzisiejszym oszalałym świcie. Ba, nawet jeśli coś jest fajne, na pewno zginie w tłumie. Chyba, że umie dać w pysk komu trzeba. Wydaje mi się, że belgijscy kokainowcy to potrafią.

Pisałem przy okazji „The Dancer”, że zespół grać potrafi, skupia się na konkrecie i jest wystarczająco arogancki. To się w przypadku nowej płyty nie zmieniło. Być może jedynie nabrali nieco więcej wynikającej z notorycznego obijania się po klubach szorstkości, co sprawia doskonałe wrażenie w zderzeniu z  nowymi kompozycjami. Ważne jest też to, że nadal są bardzo wulgarni w sposobie wydobywania z siebie dźwięków. Pozornie nie ma tu krzty ogłady, nie ma zbyt dużej ilości myślenia i te właśnie cechy uwypukla Steve Albini, ponownie bardzo wyczulony na to, by oddać nieskrępowaną energię i prostą naturę muzykantów. To jednak w przypadku tej płyty pozory, bo nawet jeśli muzykanci pozostają punkowymi neandertalczykami, to budulec, z którego pichcą nowe danie jest zgoła inny. I tu zaczyna się robić ciekawie.120710

Już na poprzedniej płycie elementy noise były zauważalne, jednak dopiero teraz nastąpiło coś w rodzaju syntezy, idealnie symbiotycznej sytuacji. Oczywiście, Cocaine Piss pozostaje w tym wszystkim autentyczny. Począwszy od prostego założenia ojców noise – jeśli nie umiesz grać, graj głośno – przez zwięzłe formy i punkową gwałtowność, muzycy pozostają wierni swojemu etosowi. Być może dziewiczy flirt ze stylistyką, promowaną swego czasu przez Amphetamine Reptile, jest tu kluczowym momentem. Pamiętam płyty Minutemen, gdzie zespół odkrywał jazz i blues. Może na początku lekko niezdarnie, ale robił to z niesamowitą pasją i napięciem. Podobnie jest w przypadku tej płyty, czuć w tym świeżość, autentyzm i radość z łupania dźwięków. Współcześnie spadkobiercy noise bardzo często popadają w skrajność – chcą być bardziej ekstremalni, albo zbyt naśladowczy i to gubi muzyków. Cocaine Piss nie ma z tym problemu; na dobrą sprawę moglibyśmy traktować ich jako zwyczajny i zadziorny punkowy band, kiedy jednak spod hałasu wyziera motoryka Hammerhead czy duszny sos Janitor Joe, nie sposób nie zachwycić się tym mariażem. Belgowie pozostają w tym wszystkim na wskroś punkowi, niczym uliczne rozrabiaki bez kompleksów pożyczają to i owo, lekko wycierają w brudnej, produkcyjnej kałuży nie zapominają, że dobry kawałek, to taki, który kończy się chwilę po rozpoczęciu. I powiem uczciwie – to działa! „Passionate and Tragic” to dla mnie świeżość na scenie hc/punk. Bez wątpienia ważna płyta.

Arek Lerch