BIRDS IN ROW – You, Me And Violence (Deathwish Rec.)

Debiut Francuzów z Birds in Row w barwach Deathwish Records idealnie wpisuje się w politykę wydawniczą labelu. Generalnie, co drugi nowy (i nie nowy też) band brzmi podobnie, ale swym hałasem sprawia tyle radochy, że nawet gdy wszyscy i wszędzie dookoła zrzynają z Converge tylko modyfikując pewne aspekty (nie)własnej twórczości, to dodając trochę więcej metalu, to trochę płaczliwych wokali, ja, Grzegorz P. jaram się przeokrutnie.  Krótko mówiąc, dobrze, że gdy część artystów Deathwish udaje się na spoczynek, label podpisuje nowe deale;  ten z Birds In Row jest wymarzony.

„You, Me & The Violence” to hc/metalowa jazda bez trzymanki, momentami ocierająca się o prawdziwy, zupełnie niekontrolowany łomot a z drugiej strony, o patetyczną podniosłość. Nie wiem, czy to celowy zabieg aby przypodobać się Deathwish, ale nawet jeśli, to w to mi graj, bo czy to ściana dźwięku i soniczny atak jak w otwierającym „Pilori” czy lżejsze,  czułe i emocjonalne fragmenty, ale wciąż przesiąknięte wkurwieniem, łykam w ciemno i bez popity. Tak jak z miejsca pokochałem Oathbreaker, tak teraz wielbię i szanuję każdy takt „You, Me & The Violence” za wściekłość, bezpardonowość i klasę samą w sobie.
Mógłbym się czepiać tego celowo brudnego i momentami bardzo ostrego brzmienia, ale skoro wydawcą jest Deathwish, trzeba mieć to na uwadze wcześniej, więc ewentualnego minusa nie dostają. Mniej odporni i poszukujący bardziej selektywnego brzmienia raczej nie mają tu czego szukać, bo dłuższy kontakt z „You, Me & The Violence” jest męczący. Potraktujcie to jako wyzwanie, któremu mimo wszystko, warto podołać i zmierzyć się z tym soundem.

Frontman Touche Amore głosił na niedawnej trasie swojej kapeli, że „You, Me & The Violence” to jeden z najlepszych i nawet najważniejszych albumów w tym roku. Niestety, nowy album Converge jeszcze nie ujrzał światła dziennego, ale coś czuję, że najnowsza propozycja Birds In Row znajdzie się w top tegorocznych zestawień. Niekoniecznie z ciężką muzyką, a wszędzie tam, gdzie liczy się szczerość i siła przekazu artysty.

 

Grzegorz „Chain” Pindor