ALAMEDA 5 – Duch tornada (Instant Classic)

Nie wiem czy przyświecał nam jakiś inny cel poza tym, żeby zrobić ciekawy i oryginalny muzyczny materiał i przy tym dobrze się bawić – powiedział w wywiadzie Kuba Ziołek i jeśli przyjąć to zdanie jako definicję „Ducha tornada”, muzycy musieli bawić się przednio, bo skomponowali aż 80 minut materiału, upchniętego na dwóch płytach, co w dzisiejszych czasach musi budzić wśród słuchaczy przerażenie. Spieszę donieść, że tym razem ilość przekłada się na zajebistą jakość. Dla wszystkich miłośników „muzyki do słuchania” dobra wiadomość – macie do czynienia z pretendentem do płyty roku. Duch tornada Alameda 5, intensyfikując pojęcie transu w muzyce, przekłada go na język zrozumiały dla każdego, choć trzeba też przyjąć, że jest to propozycja dla słuchacza wytrwałego a przede wszystkim posiadającego czas. Są jeszcze tacy?

Trudno traktować Alamedę 5 (wcześniej Alameda 3, która zresztą… nadal funkcjonuje…) jako typowy zespół, w którym istnieje jasny podział ról. To raczej projekt badawczy, stawiający sobie za cel odszukiwanie dźwięków, wynoszenie przypadku do roli czynnika sprawczego i nobilitacji pomyłki, traktowanej równorzędnie do procesu kompozycyjnego. Zawarta na dwóch krążkach muzyka jest w zasadzie ciągiem świadomości, filmem, który ogląda się od początku do końca, doświadczając różnych emocji, smakując dźwięk, snujący się gdzieś od spalonej słońcem, afrykańskiej ziemi w kosmiczną przestrzeń. Rezygnując z typowych podziałów aranżacyjnych Alameda w swoim nowym, rozszerzonym składzie stawia na hipnotyzujący trans, który staje podstawą preparacji i eksperymentowania z instrumentarium. Bardzo często podstawą jest elektronika, ale nie generowana przez nowoczesny, komputerowy sprzęt, tylko nieoszlifowana, wydobywana ze starych, zapomnianych i dziwnych elektronicznych zabawek, które potrafią zaskakiwać swoimi możliwościami. Podłączenie wtyczki w niewłaściwe gniazdo może stać się pretekstem zespołowych harców wokół powtarzanego namiętnie, przypadkowego dźwięku. Zapętlone struktury wspomagają instrumenty perkusyjne, tym razem wyciągnięte spod płaszcza szumów, zer i jedynek, tworzące pulsujące struktury.

Zespół przyznaje, że ważnym elementem jest rytmiczna strona nagrań. Być może to właśnie ona powoduje, że „Duch tornada”, teoretycznie trudny w odbiorze, przyswaja się łatwo a ze względu na mnogość materiału – nie czujemy niedosytu. O dziwo – przesytu też nie. Bardzo łatwo doszukać się tu powinowactwa z ostatnim dziełem Innercity Ensemble, jednak Alameda nie bazuje w tak dużym stopniu na improwizacji, skupiając się bardziej na koloryzowaniu. W takiej formie bliżej „Duchowi tornada” poszukiwaniom J.G. Thirlwella z okresu Steroid Maximus (szczególnie płyty ”Quilombo” elektryzującej mrocznym, afrykańskim pulsem). Zespół zręcznie wymyka się jednak szufladkom, nie opowiadając się po żadnej stronie.A5 1

W zasadzie należy traktować muzykę jako całość, jednak przy odrobinie wysiłku wyłuskamy stąd kilka perełek, począwszy od afrykańsko pomrukujących „Spectra”, „Duch tornada” czy „Ono Sendai”, przez zimną, kosmiczną przestrzeń („Magiczne miasta ze światła I i II”), industrialny puls „Kory” i całe masy ambientowych, połyskujących przestrzeni („Homunkulus”), pod powierzchnią których ciągle coś się kotłuje, zmienia, pobrzękuje i mruczy. Jednym z najlepszych momentów, który szczególnie przypadł mi do gustu, jest „Zapach mózgu” z rewelacyjnym, rytmicznym patentem i narastającą, jarmarczną atmosferą, która co żywo przypomina … burzę mózgu. Nie sposób wymienić wszystkich pomysłów, zakrętów i detali, które tworzą historię tej płyty, dość powiedzieć, że mamy do czynienia z rozmachem godnym ostatnich dokonań SWANS, żelazną dyscypliną wykonawczą i rewelacyjnym zmysłem kompozycyjnym. Geniusz Alamedy 5 wynika także z doskonałej współpracy poszczególnych muzyków, którzy – co wcale nie jest takie oczywiste – uważnie się nawzajem słuchają, nie przekrzykując się i łącząc poszczególne partie instrumentalne w spójną, transową opowieść.

Nie wiem, jak potoczą się losy tej płyty, mam nadzieję, że zostanie doceniona, bo w naszym muzycznym światku tak doskonałe materiały nie trafiają się codziennie. Choć trzeźwo zauważam też, że muzyka do szerokiego odbiorcy raczej nie trafi. Elitarność „Ducha tornada” ma jednak w sobie coś perwersyjnie kuszącego. Trudno się od tej płyty uwolnić. Wciąż natrętnie przychodzi na myśl pytanie, skąd tyle pomysłów?! Zespół ripostuje – kiedy trzęsie się buda, odpowiedzi przychodzą same

Arek Lerch

Zdjęcie: Jarek Majewski