3MOONBOYS – Zawsze jest za krótko.

Często – gęsto na łamach Violence sugerowałem, że kluczem do sukcesu, albo chociaż przykucia uwagi spasionego na muzycznych dobrach audytorium jest arogancja. Nadal tak twierdzę, tyle, że dorzucam do tego jeszcze jedną mieszankę – pokory i odwagi. Taki jest właśnie bydgoski 3moonboys: pokornie – bez popisów i szumu – wykuwa swoją muzykę, którą w przypadku najnowszej płyty zaskakująco odważnie przewartościowuje. Dokonując jednocześnie dużego skoku jakościowego w swojej karierze.

Historia 3MB sięga korzeniami zamierzchłych lat 90. (wtedy jako Piąta Strona Świata), po drodze mamy jeszcze Charlie Sleeps, zaś od 2004 już pod prawilną nazwą szykuje nam swoją wizję alternatywy. Nienachalnej, wysmakowanej i zawsze przynoszącej wyrafinowane, głęboko przemyślane dźwięki. Kombinują z estetyką (że wspomnę piramidkę „Skakankan”, zabawny pomysł z wypaloną dziurą na okładce „16” czy wydaną w metalowym pudełku, zawierającym dużo, hmmm, gadżetów płytę „Linia nr 8”), ale przede wszystkim zmieniają się muzycznie. Nie ukrywam, że szczególnie ostatnie wydawnictwa pokazują, jak bardzo pomysłowy to zespół – rewelacyjna płyta „Na tym zdjęciu wcale nie wyglądasz grubo” sąsiaduje ze wspomnianą „Linią nr 8”, jednak to najnowsze dzieło spowoduje, że będziecie przecierać oczy ze zdumienia. Fakty są takie – zespół od dawna obwąchiwał się z elektroniką, jednak teraz poszedł na całość – do nagrania nowej płyty użył masy klawiatur, samplerów, ba, zabawia się z preparowaniem brzmień żywych instrumentów, często wykorzystując je w nietypowy sposób. To nie wszystko – podczas sesji nagrał nadwyżkę materiału, z którego wybrał co ciekawsze kąski do obróbki/cięcia i aranżowania. Taka metoda tworzenia dźwiękowego obrazu pociąga za sobą potrzebę solidnego przygotowania koncertów (dla muzyków…) i konieczność zmierzenia  się z innym formalnie zespołem (dla słuchacza).

Wprawdzie basista Piotr Michalski przytomnie sugerował, że pierwsze dźwięki płyty mogą wywołać zgrzytanie zębami, jednak tak źle nie było, choć, prawda, zerknąłem kontrolnie czy aby nie pomyliłem krążków. Wszystko jest na swoim miejscu, choć inne, wymagające nieco wysiłku, szczególnie na początku; kiedy jednak przywykniemy do nowego liftingu 3MB, zostaniemy zabrani we wspaniałą podróż.3MB

Grupa świadomie rezygnuje z typowo piosenkowych form, ba, nawet partie wokalne brzmią jak fragmenty sampli, całość ma wybitnie narracyjną, liniową formę i – oczywiście już słyszę te wszystkie „wiadomoooo” – bardzo transowy charakter. Zapewne w tym ostatnim przypadku to sposób montowania utworów wpłynął na to, że muzyka ma specyficzny, hipnotyczny klimat – schowanie typowej zgrzytliwości w tło i wysunięcie elektroniki nadało kompozycjom 3MB nowego charakteru. Ale po dłuższym obcowaniu z materiałem bardzo szybko odnajdziemy w nim typowe dla bydgoszczan wątki – melodykę, jak zwykle rewelacyjne perkusjonalia i aranżacyjne kalambury. Na początek dwie kompozycje, które od razu przypadły mi do serca – „Idziemy” z tym pięknym, kojarzącym się z „End Hits” Fugazi tematem gitary i świetną pracą warstwy rytmicznej. Ile tu się, proszę państwa, dzieje… Drugi będzie „Czarny poniedziałek” – początek niemal zgrzytliwy, przesterowany bas atakuje, zaś w drugiej części wszystko skręca w stronę niemalże synth popu. Wariactwo. Z kolei pierwsze trzy kompozycje – „Balon słoneczny w mojej głowie”, „Napiłbym się suchej kawy” i „Przyjdziej” to głównie elektroniczne preparacje, jednak z każdym podejściem wyłania się z nich drugie dno, misternie układane aranżacje, całe mnóstwo zaskakujących brzmień; sam jestem ciekawy, jak zespół odda to bogactwo na żywo.

3MB po raz kolejny się zmienił, przyznam, że jestem zaskoczony bo już „Linia nr 8” była sporym eksperymentem, jednak teraz czuję, że muzycy poszli w nieznane. Wielki szacunek za odwagę. I wcale nie jest za krótko…

Arek Lerch

Zdjęcie: Antoni Torzewski