3MOONBOYS – Na tym zdjęciu wcale nie wyglądasz grubo (Music Is The Weapon)

Historia 3moonboys zaczyna się gdzieś w zamierzchłych latach 90. co pewnie prowokuje kiwanie głowami – no jasne, złota era alternatywy. Może i tak, ale to dopiero w nowym milenium bydgoski zespół rozwinął skrzydła nie tylko na polu muzycznym, ale szerzej – artystycznym. Wprawdzie drogi Violence i poprzedniego krążka „Skakankan” (2012) nie skrzyżowały się z przyczyn logistycznych, tym razem nadrabiamy jednak zaległości, tym bardziej, że najnowsze dzieło 3moonboys to zapewne jedna z lepszych, tegorocznych płyt, z alternatywnym, jakby nie patrzeć, rockiem. Co do tego nie mamy wątpliwości.

Wiem, że wyjdę na nudziarza, ale „Na tym zdjęciu…” znalazłem samo dobro alternatywy, która niczym klamra spaja najlepsze elementy wspomnianej we wstępie dekady ze współczesnym myśleniem o dźwięku i muzyce. Sam zespół deklaruje, że za sprawą podwójnego zestawu perkusyjnego, rytm cementuje wszystkie utwory, jednak – pomijając te walory płyty – jest to materiał piosenkowy. Wykorzystanie języka polskiego przybliża do nas muzykę, mnóstwo świetnych, melodyjnych zagrywek, wokaliz powoduje, że w sumie niełatwa, rozbudowana i wielowątkowa sztuka wchodzi zupełnie gładko, ciesząc umysł niezwykłym bogactwem, świetnie i logicznie poskładanym w zwartą, błyskającą całość.3moon band

Materiał zaczyna się od niesamowicie transowych utworów. Rządzi rytm, który hipnotyzuje klimatem znanym z płyt Girls Vs Boys („Miś”), to znowu wpada w mocno syntetyczny puls („-3m3”). Uwagę zwraca sprytne wykorzystanie wszelkiej maści klawiatur i elektroniki, które w odpowiednich momentach potrafią zmienić nastrój i charakter utworu, tak jak ma to miejsce np. w „Przejazdem”, swoją drogą, ta kompozycja pokazuje kunszt zespołu, jeśli chodzi o bardzo oszczędne i smakowite aranżacje – zwróćmy uwagę na pięknie rozplanowane gitary i świetne, nostalgiczne wokale. Podobnie jest z „Umieralnością”, gdzie grupa prezentuje cały wachlarz swoich możliwości, stopniowo, ze znawstwem budując napięcie. Oczywiście, kiedy trzeba potrafią zagrać z większym nerwem, np. w „Przenikaniu”, hałaśliwym utworze, gdzie przy odrobinie wysiłku można dostrzec odbicie klimatu lat 60-tych. Dużo tu psychodelii, jednak nie takiej oczywistej – w „W/od/pływy” rozmyty, mglisty klimat zostaje pod koniec przełamany przez syntetyczny pasaż, który brzmi niczym zaginiony fragment ścieżki dźwiękowej „Blade Runnera”. No i wreszcie inklinacje indie rockowe – taneczne, mocno syntetyczne „Kroki” i „Ciiii” – lejący się leniwie, niczym smak kawy i papierosa po nieprzespanej nocy. Płytę kończy „Do+dawa+nie” – oparty na przejmującej partii gitary w stylu Neila Younga, bluesowy, zawodzący smutek. No i jeszcze teksty – niezwykle istotny element, nawiązujący do okładkowego obrazka – kadry z naszego życia, zatrzymane w przestrzeni, przemijanie i smutek. Od razu mam ochotę odpalić płytę jeszcze raz…

Opisałem tylko pewne sygnały, punkty charakterystyczne, jednak nie wyczerpałem całej skarbnicy, bo można analizować każdy instrument z osobna i znaleźć mnóstwo nieszablonowych pomysłów, świadczących o tym, że muzycy już od wielu, wielu lat obijają się po krajowych scenach. Najistotniejsze jest to, że płyta 3moonboys to dojrzałe, spójne i przepiękne dzieło współczesnej muzyki alternatywnej. Powalająca w swojej ambicji rzecz.

Arek Lerch