30 KILO SŁOŃCA – Zamach (Plaża Zachodnia)

Miły strzał na koniec roku. Nowe dzieło 30 Kilo Słońca to idealna klamra, podsumowanie i ostatnia kropla w kielichu muzycznej alternatywy mijającego roku. Jasne, wiem, że po „Zamachu” nastąpią kolejne, dobre i zaskakujące rzeczy, ale dzisiaj to 30KS wygrywa w temacie hałaśliwej improwizacji nasączonej po brzegi elektroniką.

Kołobrzeski zespół ładnie wpisuje się w pstrokatą czeredę alternatywnych muzykantów, co jakiś czas temu odkryli, że sztywne, przewidywalne piosenki, nawet jeśli są fajne, na dłuższą metę nie zadowalają ich ambicji. Poszukiwania doszły do momentu krytycznego, żeby przeżyć, trzeba było odkryć nowe miejsca. Sam nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł by połączyć hałas i brzmieniowe poszukiwania z improwizacjami. Przecież w zasadzie dawno temu już Robotobibok robił takie rzeczy na  „Instynkt Las”, a w 2011 roku – podobnie jak Amerykanie Denison/Kimball Trio – z improwizacją radził sobie krajowy Organoleptic Trio, zresztą, przecież cały yass – choć dzisiaj momentami brzmiący nazbyt klasycznie – prowadził poszukiwania w tym kierunku. Współcześni jeźdźcy alternatywy dodali do tych odlotów więcej wściekłości i bezkompromisowych, stojących na granicy z nojzem brzmień. Rok 2017 był dla takiej muzyki niezwykle łaskawy, a 30 Kilo Słońca zamyka temat w mistrzowskim stylu.30KS

Choć jeśli ktoś spodziewa się miłych i przyjaznych dźwięków, może poczuć się lekko zdezorientowany, bo 30-tki – podobnie jak na swoim debiucie – rzucają się na nutki brawurowo, nie bawiąc się w sentymenty, rozszarpują harmonie i nasączają muzykę sporą dawką dysonansów i psychodelicznych kolorów. Całość spięta jest oczywiście doskonałym warsztatem, a kolorów dodaje napięcie panujące między zdyscyplinowaną, meandrującą między transem a synkopowanymi konstrukcjami sekcją i rozchełstaną elektroniką. I teraz staję przed przyjemnym dylematem, w jaki sposób opisać to co znajdziemy na drugiej płycie 30-tek. W wywiadzie zespół mówi, że ta płyta to zamach na wszystkie świętości muzyczne, ja dodam, że współgra mi to, co słyszę z muzyką, jaką na debiutanckim długograju zafundował nam opisywany jakiś czas temu i wydawany także przez Plażę Zachodnią Chryste Panie. Swoją drogą, projekt, który przepadł w rocznych podsumowaniach. Może jednak było to zbyt radykalne?  30-tki mieszcząc się w podobnie rozedrganym spektrum, tworzą muzykę bardziej (troszeczkę…) okiełznaną, choć także meandrującą po obrzeżach przyswajalności. Propozycja 30-tek brzmi niczym rozsypane wszędzie nuty, które wprawiane są w drgania pozornie nieskoordynowane, dlatego, podobnie jak w przypadku ChP, w pierwszym momencie jest dezorientacja, potem wszystko układa się w sprawnie prowadzoną wyprawę w nieznane. Rozedrgany, migoczący świat improwizacji niepoprawnej i smakowanie elektronicznych molekuł, hipnotyczne podrygi przeradzające się w transik. Zamach na moją świadomość w 100% udany.

W zasadzie płytę kupuję w całości, ale jeśli już miałbym coś wyróżnić to rewelacyjnie pulsującą „Podwodną sarabandę”, ciążącą w stronę Chryste Panie „Wolną formę” i yassujący „Zamach”. Co nie zmienia faktu, że słuchać tej płyty należy bezapelacyjnie w całości.

Arek Lerch