content top

KILLING JOKE – I nastało pandemonium

KILLING JOKE – I nastało pandemonium

Starzeć też trzeba się umieć. Jeśli jest się artystą, umiejętność ta jest szczególnie pożądana, aby nie stać się pośmiewiskiem i nie splugawić budowanej latami wspaniałej reputacji. Ciężko powiedzieć czy Killing Joke się starzeją. Metrykalnie oczywiście tak, ale to, co potrafią robić na scenie ci dobiegający 60. panowie, zawstydziłoby niejednego młodzika.

Więcej

METALLICA – Hardwired… To Self-Destruct (Blackened/Universal)

METALLICA – Hardwired… To Self-Destruct (Blackened/Universal)

Czy pisanie o Metallice ma jakikolwiek sens? Nie tak dawno kolega Łukasz porównał nowe starania zespołu do zdesperowanej nastolatki co chce, ale się waha, pozwolę jednak nie nie zgodzić. Bo oni już decyzje podejmowali. Konkretne i wiele razy. Ryzykowali, osiągnęli szczyty ale i samo dno. Dlatego nową płytę kwartetu równocześnie łatwo i trudno opisywać. Łatwo – bo można skwitować ją śmieszkami, ponabijać się z prób powrotu (kolejnego…) do przeszłości i rozpaczliwych podrygiwań Larsa, który stara się nadążyć, ale mu nie wychodzi. Wydaje mi się, że problem tkwi w innym miejscu: w niezłomnym przekonaniu, że „jesteśmy najwięksi i co nam zrobicie”. Owszem, tabun psychiatrów wyperswadował im parę rzeczy, dlatego zapewne podczas tej sesji było chyba w miarę normalnie – ot, czterech starszych panów, co sobie grają. I tyle. W zasadzie nie widzę potrzeby dogłębnego analizowania ich muzyki, bo już dawno przestali się z kimkolwiek ścigać, od lat nie tworzą awangardy thrashu, setka zespołów gra lepiej od nich a cały muzyczny świat od czasów wielkiego sukcesu „…And Justice for All” przeszedł niewyobrażalną metamorfozę. Metallica chce po prostu znaleźć dla siebie miejsce w tym bigosie. Poprzednie dwa strzały były nieudane, „St. Anger”, mimo kontrowersji, był próbą unowocześnienia muzyki (o dziwo, dzisiaj tej płyty słucha mi się dużo lepiej niż przed laty…), ale „Death Magnetic” tak muzycznie jak produkcyjnie był nie do przejścia. Dlatego wyraźnie zluzowanie majtek w zespołowym ego na nowej płycie cieszy. Zamiast kombinować, grają swoje metalikowe riffy, nie bawią się w specjalne zawijasy, ot, kłaniają się staremu thrash’owi i heavy, Hetfield śpiewa w swoim stylu i krzesze wpadające w ucho riffy. Jeśli miałbym znaleźć dwa największe błędy tej produkcji, zwą się one: Ulrich oraz długość. W pierwszym przypadku nie ma co dyskutować, bo Lars – z całym szacunkiem dla jego wkładu w historię metalu – jest dzisiaj perkusyjnym emerytem, który powinien opowiadać w pubie o swojej chlubnej przeszłości i unikać kontaktu z bębnami (pomyśleć, że kiedyś, na poziomie „Master of Puppets” w jednym z periodyków określono sekcję Ulrich/Burton jako jedną z najbardziej innowacyjnych na metalowej scenie…). Z kolei w drugim przypadku ktoś rozsądny (czasami mam wrażenie, że wokół zespołu kręci się tylko banda pazernych klakierów) mógł pomóc im materiał przefiltrować, poskracać, powyrzucać te gorsze momenty i skompilować JEDNĄ płytę, która byłaby pierwszym od Czarnego Albumu, porządnym strzałem. A tak jest… różnie. Szacunek za staranie się, za parę dobrych riffów i wreszcie fajne, tłuste brzmienie. 

Więcej

BAYONNE – Primitives (City Slang/Sonic)

BAYONNE – Primitives (City Slang/Sonic)

Trochę muzyki relaksacyjnej. Tym razem prosto z Austin w Teksasie. Tak, wiem, że relaks i Teksas jakoś nie idą w parze. Raczej można się spodziewać gorących, mocno podlewanych alkoholem imprez niż wycofania i spokoju, schowanego gdzieś między elektronicznymi zwojami. A coś takiego prezentuje ukryty pod pseudonimem Bayonne artysta.

Więcej

PLEBEIAN GRANDSTAND – False Highs, True Lows (Throatruiner Records)

PLEBEIAN GRANDSTAND – False Highs, True Lows (Throatruiner Records)

Mogłoby się wydawać, że muzyka proponowana przez Plebeian Grandstand jest już lekko przeterminowana. Plebejusze zdają się iść w jednym rzędzie z zespołami pokroju Celeste, The Secret czy Young And In The Way, czyli w dużym skrócie łączą hardcore z inspiracjami black metalem. Być może jeszcze parę lat temu były pewne przesłanki, by tego typu mariaż określać nawet mianem awangardowego, teraz – w dobie przemijającej już chyba mody na wszelkiego rodzaju epigonów Deathspell Omega (a nie oszukujmy się, to echa właśnie tej grupy pobrzmiewają u większości współczesnych „awangardzistów”) – połączenie takie chyba nikogo nie dziwi. Czy warto zatem tracić czas na kolejny taki zespół?

Więcej

ROOSEVELT – ROOSEVELT (City Slang/Sonic)

ROOSEVELT – ROOSEVELT (City Slang/Sonic)

W rozrywce walczymy dalej. Pisaliśmy na naszych łamach już o White Lies, Sexy Suicide, xxanaxx czy Skinny, zatem czas najwyższy na Roosevelt i ukrywającego się pod tym szyldem młodzika z niemieckiej Kolonii –  Mariusa Laubera. Po takim wstępie wszystko musi być jasne – jest IDM – owo, romantycznie i syntetycznie. Na szczęście – wbrew obawom związanym z pochodzeniem Mariusa – udało mu się bardzo zgrabnie uniknąć kiczu, na granicy którego taka muzyka przecież balansuje. Choć dla diabetyków dawka słodyczy może być zabójcza.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress