content top

KLIMT 1918 – Sentimentale Jugend (Prophecy Productions)

KLIMT 1918 – Sentimentale Jugend (Prophecy Productions)

Włoski Klimt 1918, czyli kolejny przykład kariery w stylu „metalowcy zakochują się w alternatywie, odkrywają Joy Division i Bauhaus, a na koniec ze zdumieniem wsłuchują produkcji Slowdive czy My Bloody Valentine”. Tyle. Aż tyle. Bo lekcję odrobili niczym najlepsze kujony. O ile poprzedni krążek, „Just in Case We’ll Never Meet Again (Soundtrack for the Cassette Generation)” mógł kojarzyć się z produkcjami post rockowymi z jednej strony i indie smutasami z drugiej, o tyle najnowsze dzieło to już klasyczny lot w przeszłość i idealny wręcz przykład doskonale odczytanego shoegaze. Warto posłuchać, choć zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi ta płyta będzie jednym wielkim zieeeewem…

Więcej

ZAKK WYLDE – Book of Sadows II (eOne Music)

ZAKK WYLDE – Book of Sadows II (eOne Music)

Czy kicz jest równoznaczny z metalem? Pewnie! Z każdą odmianą? Owszem, nawet death nie uniknął mariażu z estetykami rażącymi niezamierzonym komizmem. A stoner metal? Ceniłem ten gatunek za taką typowo amerykańską, wywalaną na wierzch przaśność. Z jednej strony do przesady bezpośrednią, lecz z drugiej wciągającą od pierwszych sekund. Powstała jednak taka kapela, która nadwyrężyła moje poczucie dobrego smaku, a każde zetknięcie skutkowało słabym humorem przez resztę dnia. Mowa oczywiście o Black Label Society. Zakk fajnie poczynał u Ozziego, ale szkoda, że u siebie już nie za bardzo. Macierzysta kapela tego sympatycznego piwożłopa dała ujście – jak pozwolę sobie to nazwać – hellyeah metalowi; chamskiej potupajce na dwóch akordach prezentowanej raczej publiczności zamykanej w obskurnej spelunie, aniżeli wielkim klubom. A na drugą część liczącej sobie już parę miesięcy „Book of Shadows” trafiłem zupełnie przypadkowo, błądząc w zapomnianych odmętach Internetu. Jakieś wnioski? Jestem rad, że tam trafiłem.

Więcej

PLUJĘ SMOŁĄ – Miłość od pierwszego złamania

PLUJĘ SMOŁĄ – Miłość od pierwszego złamania

Uwaga, pytanie naukowe! Czy w metalu istnieje bardziej zszargana forma od tej uchodzącej za rzekomo progresywną? Glam metal teoretycznie obśmiewa się we wszystkich stronach świata, lecz gdy za oknem ponurych domostw goszczą pierwsze promienie letniego słońca, każdy nieśmiało nuci „Pour Some Sugar On Me” Def Leppard. Power metal i rozlana na torsach muzyków Manowar oliwka również od dawien dawna stanowi fantastyczny temat do nieśmiesznych żartów pośród długowłosej braci. Ale czy takiego Sanctuary słucha ktoś z zażenowaniem wymalowanym na twarzy? No właśnie… Prowadzi to do prostej konkluzji: nie, nie ma bardziej znienawidzonych w metalu od połamańców. Jeżeli nie jesteście tego pewni, pomyślcie czy lubicie Dream Theater. A jak już pomyślicie, zerknijcie w dół. Tam czekają na was Haken i Moon Tooth. XXI-wieczni spadkobiercy progresywnej spuścizny, której kłaniają się w pas, spiskując w najlepsze z innymi stylistykami, co by za bardzo nie nudzić.

Więcej

CINEMON – Jesteśmy wariatami…

CINEMON – Jesteśmy wariatami…

Rock nie umarł, wymaga tylko nieco więcej zachodu we współczesnym, pokręconym świecie. Rewolucji nie będzie, zgorszenia też nie. Tłumy na koncercie? Z tym bywa różnie. Ale to nic, liczy się duch i szczerość. A jeśli jeszcze jest w tym talent i samozaparcie, nie może się nie udać. I tak jest właśnie z krakowskim Cinemon. To rasowy, surowy, archetypiczny wręcz rock, grany z pasją i dogłębną znajomością tematu. Nowa płyta, w stosunku do młodszej o dwa lata koleżanki, jawi się jako jeszcze prostszy kawał szorstkiego napierania. Prostota jest w tym przypadku wykładnią tej muzyki, podkreśleniem najistotniejszego jej elementu, czyli gitarowego riffu. Przed wami Michał Wójcik (gitara, śpiew) i Kuba Pałka (bębny), w szczerej rozmowie o blaskach i cieniach rock’n’rolla…  

Więcej

UXO – s/t (Reptilian Records)

UXO – s/t (Reptilian Records)

No to się wynudziłem. I sam jestem sobie winien. Po przesłuchaniu jednego tylko kawałka, a mianowicie otwierającego płytę „Bitter”, zaproponowałem, że zrecenzuję debiutancki krążek UXO. Długo próbowałem się do niego przekonać. Słuchałem przed snem (zasnąłem), słuchałem jadąc autobusem, słuchałem spacerując po mieście, słuchałem też siedząc i nie robiąc nic więcej. Na nic jednak moje wysiłki – choćbym klęczał i stawał na głowie, nie spodoba mi się ta płyta. Widocznie nie jesteśmy sobie pisani.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress