content top

IRON WHIP – Absence of White

IRON WHIP – Absence of White

Rzadko zdarza mi się pisać o tak enigmatycznych grupach jak Iron Whip. W przypadku muzyków z Atlanty, ich tajemniczość nie polega na ukrywaniu twarzy i tożsamości za maskami, lecz… na braku informacji. Ten zespół nie istnieje na metal-archives.com, nie ma go na Rate Your Music, nie ma na allmusic.com. Jest tylko profil na Bandcamp i konto na Facebooku, oprócz tego jakieś strzępki na YouTube i właściwie to byłoby na tyle. Z krótkiej notki prasowej też wynika niewiele, żeby nie powiedzieć, nic, bo wskazane drogowskazy (min. KEN mode czy Helmet) niekoniecznie pokrywają się z rzeczywistością. Brak jakichkolwiek odniesień i wiedzy na temat grupy wymusza zatem skupienie się tylko i jedynie na muzyce – a ta, prawdę powiedziawszy, nie jest tym, czego słuchałbym na co dzień.

Więcej

FUTURELIGHT – Muzyka z duszą

FUTURELIGHT – Muzyka z duszą

Coś na osłodzenie kończącego się, mało letniego lata. Futurelight z miasta Łodzi pochodzi i zrobi nam dużo dobrego. Jest trochę rocka (mało, ale to chyba dobrze), jest synth i kilka smaczków, które na pewno spodobają się wszystkim, mającym w swoich zbiorach płyty Duran Duran czy Placebo. Na razie otrzymaliśmy zajawkę nadchodzącej wolno płyty, ale już wiadomo, że jeśli będzie iskra i parę fajnych melodii, o resztę martwić się nie trzeba… Po zespołowym świecie oprowadzał nas śpiewający gitarzysta Adrian Sęk.

Więcej

DINOSAUR JR – Give A Glimpse Of What Yer Not (Jagjaguwar)

DINOSAUR JR – Give A Glimpse Of What Yer Not (Jagjaguwar)

Stabilizacja czy szaleństwo? Wieczny zadzior czy równowaga? Oto pytania, które długo zadawali sobie misie z Dinosaur Jr. I doszli w końcu do wniosku, że skoro wielkimi kumplami (szczególnie Mascis i Barlow…) nie będą, to niech przynajmniej muzyka będzie trzymała równowagę. No i trzyma, bo kolejny krążek po reaktywacji zespołu jest: słuchalny, przyjemnie głaszczący nasz sentymentalizm, ale z drugiej strony, jakiś taki bez zadziora. Starość? Czy może właśnie ta nieszczęsna równowaga?

Więcej

KATATONIA – Koncert 4 października B90, Gdańsk

KATATONIA – Koncert 4 października B90, Gdańsk

Epatowanie smutkiem i melancholią jest w metalu zadaniem bardzo trudnym. Bardzo często można narazić się na kicz, wielokrotnie paść ofiarą krytyki, która ciągnie się przez lata (a muzycy krytyki nie lubią, oj nie lubią). Krokodyle łzy i ogromną troskę o problemy naszego świata wylewało na swoich płytach mnóstwo gothic-metalowych kapel. Było (jest…) jednak kilka wyróżniających się spośród grona „smutnych kuców w płaszczach”. Mrocznych, ale przyciągających. Posępnych, lecz wywołujących pozytywne konotacje. Wśród nich mamy Paradise Lost, Type O Negative, My Dying Bride i właśnie Katatonię.

Więcej

MYRKUR – Mausoleum (Relapse)

MYRKUR – Mausoleum (Relapse)

Myrkur. Amalie Bruun. Zjawisko. Pojawienie się tego projektu, a w zasadzie uroczej Dunki, mieszkającej w USA i zafascynowanej norweskim black metalem było (jest?) jakimś tam świeżym powiewem na metalowej scenie. Choć czy na pewno metalowej? Wprawdzie Amalie kręci się wokół muzyków związanych z tą sceną, tworzy coś w rodzaju kultu, robi sobie zdjęcia z plecakiem w leśnych ostępach, zdejmował ją zresztą nadworny fotograf black metalu – Peter Beste, zaś jeśli chodzi o samą muzykę… cóż. O debiutanckiej ep-ce pisaliśmy: pokłady sennych, zamulonych majaków, zderzone z szorstkimi ścianami gitar tworzą pewną, nową jakość, coś jakby Cocteau Twins na szatanistycznej ścieżce. Dzisiaj, kiedy znalezienie własnej drogi graniczy z cudem, trzeba przyznać, że duński projekt znajduje coś w rodzaju wyjścia z matni. Były duże nadzieje, które delikatnie ostudził pełnowymiarowy krążek „M” – Niby wszystko się zgadza, dużo się tu dzieje, nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale… nie ma w tym wszystkim jakiegoś obrazoburczego podejścia do dźwięków, aroganckiego poprzestawiania wszystkiego do góry nogami. I w tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to wina przyjętej formuły – jednoosobowego zespołu, gdzie wynajęci muzycy realizują zamysły lidera. Może zabrakło zdrowej dyskusji i kłótni a zostało tylko rzemiosło? Dzisiaj, za sprawą koncertówki „Mausoleum” (nagranej oczywiście w norweskim mauzoleum Emanuela Vigelanda w Oslo…) mamy małe zamieszanie, bo Amalie postanowiła zadać nam kolejną zagwozdkę – zrealizowane z towarzyszeniem żeńskiego chóru, z rzadko pojawiającymi się partiami fortepianu wersje kilku kawałków z „M” plus kower Bathory uświadamiają nam dwa fakty. Po pierwsze – Amalie ma głos jak dzwon i potrafi go używać, po drugie – jeszcze bardziej niż przy okazji poprzedniej płyty, nie do końca wiadomo o co chodzi. Czy chce zostać mainstreamową wokalistką z alternatywnego środka stawki, czy może po tym skoku w bok wróci do hałaśliwych gitar i leśnych black metali? Czy może jeszcze czymś zaskoczy? Nie wiadomo. I to jest z jednej strony fajne, intrygujące, z drugiej pojawia się żal, że zamiast szlifować swój patent na łączenie  – nie ukrywamy, że intrygujące – hałasu z klimatem, bawi się z nami niegrzecznie, zwodząc i plącząc tropy. Obiektywnie rzecz ujmując, „Mausoleum” jest przyjemny kawałek wokalistyki na światowym poziomie, przy okazji odkrywający duży potencjał kompozycyjny utworów z „M”, które obdarte z pełnej aranżacji nadal się bronią. Szefostwo Relapse bardzo w Amalie wierzy, a my czekamy na to, co będzie dalej… 

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress