content top

NAXATRAS – II (Made of Stone)

NAXATRAS – II (Made of Stone)

Ileż to się w ostatnich latach nasłuchaliśmy o lenistwie jako narodowej przywarze Greków, nieprawdaż? (chyba wiecie, co mam na myśli…) Jednak – na co ten album jest najlepszym dowodem – wrodzona ospałość może czasem wyjść na dobre – tworząc taką muzykę, być nadpobudliwym wręcz nie wypada.

Więcej

STONERROR – Psychodeliczny stonerpunk i Stary Testament

STONERROR – Psychodeliczny stonerpunk i Stary Testament

Jeśli chodzi o pustynne, około – psychodeliczne klimaty, Kraków nadal jest w cieniu Wrocławia, Warszawy czy Trójmiasta (być może przez to, że – jak śpiewał Maleńczuk – „trochę śmierdzi”). Zespołów pojawia się jednak coraz więcej, a jednym z nich jest założony w roku ubiegłym Stonerror, którego debiutancką ep-kę wydał sam Maciej Cieślak – lider legendarnej Ścianki. Potrzeba jeszcze jakichś rekomendacji? O Iggym Popie, Starym Testamencie, przeszłości i przyszłości Stonerror oraz kilku innych sprawach rozmawiam z basistą zespołu, Jackiem Malczewskim.

Więcej

IHSAHN – Arktis. (Candelight Records)

IHSAHN – Arktis. (Candelight Records)

Dzień, w którym umarł Cesarz dla wielu ortodoksyjnych fanów black metalu był końcem pewnej epoki. Kresem czasu gdy black metal był rzeczywiście sztuką czarną jak smoła. Oczywiście, w miejscu tym mogą pojawić się głosy, że ostatnie lata Cesarza to coraz więcej poszukiwań i coraz mniej pierwotnego stylu, ale osobiście uważam, że wszystko co wyszło spod jego rąk było po prostu wartościowe. Mimo tego, że wspomniany bywał przywracany do życia, nigdy już tak naprawdę nie odzyskał pełni sił. Wkład Emperora w historię i to jak dziś wygląda black metal jest nie do przecenienia, tyle, że moim skromnym zdaniem dobrze, że zespół rozpadł się w chwili gdy miał jeszcze coś do powiedzenia. A późniejsze próby ożywienia Cesarza nie skończyły się dużą, wymuszoną płytą, która zniszczyłaby legendę. Samoth, Faust i Ihsahn po zakończeniu działalności pod kultowym szyldem, nie czekali długo i zaczęli jeden po drugim wypluwać na świat kolejne projekty. Lepsze i gorsze. W moim odczuciu na największą uwagę z post-emperorowych tworów cały czas zasługuje solowy projekt Ihsahna, a nowy album tylko potwierdza tę tezę. Umarł Cesarz – niech żyje Król!

Więcej

YORKSTON/THORNE/KHAN – Everything Sacred (Domino)

YORKSTON/THORNE/KHAN – Everything Sacred (Domino)

Podobnie jak 99 procent osób, które nie skończyły szkoły muzycznej, ledwo odróżniam gitarę od perkusji, a flet poprzeczny kojarzy mi się jedynie z niewybrednymi żartami. Jakież było więc moje zdziwienie, kiedy sięgnąłem po nową płytę tria Yorkston/Thorne/Khan i usłyszałem… no, na początku to sam nie wiedziałem co, ale owym nie-wiadomo-czym okazało się być sarangi, czyli tradycyjny indyjski instrument. Brzmi on nietypowo – przypomina nieco wysoki, kobiecy głos i przypuszczam, że bywa irytujący, ale na „Everything Sacred”, mówiąc kolokwialnie, robi różnicę.

Więcej

KVELERTAK – Nattesferd (Roadrunner)

KVELERTAK – Nattesferd (Roadrunner)

Są zespoły i zwierzęta. Zespoły to takie twory, co działają planowo, rozwijają się i po pewnym czasie przyzwyczajamy się do tego, czego możemy się po nich spodziewać. Zwierzeta są dzikie, nieokiełznane i zawsze nas zaskoczą. Choć czasami zdarza się, że potrafią w zadziwiający sposób komibować ze swoją muzyką i zdrowiem słuchaczy. Taki jest Kvelertak. Za sprawą debiutu wbił się z hukiem na muzyczną scenę, przemodelował sposób koncertowej prezentacji (czytaj – pokazał jak można demolować sceny), drugą płytą Meir utwierdził poczucie równowagi między muzyką a dziczą przedstawianą na żywo. Zagrał parę doskonale przyjętych koncertów i… No właśnie. Dzisiaj z niepokojem spoglądam w stronę zespołu, bo nie wiedzieć czemu, muzykanci postanowili – dojrzeć, wydorośleć, ustatkować się i pokazać, że artystami dobrymi są. No i pograć sobie na fest, skutkiem czego mamy na nowej płycie kawałki i pięcio i dziewięciominutowe. Co, niestety, nie przekłada się na konkret. Nie wiem, co chcieli osiągnąć, ale nowa płyta jest dziełem, które w żaden sposób nie pokazuje szaleństwa tego składu, brakuje ikry i czegoś, co nazywane jest tu i ówdzie górnolotnie pierdolnięciem. Płyta się po prostu (nie sądziłem, że kiedyś tak o tym zespole napiszę…) snuje – numery miałyby sens gdyby je poskracać i to radykalnie. Niestety, Kveertak strzelił sobie jeśli nie w stopę, to przynajmniej w mały palec u nogi, bo „Nattesferd” portretuje zespół na wyraźnym rozdrożu – rozumiem, że chcą się zmieniać, że może już się „wyimprezowali”, ale można było ową dojrzałość i szaleństwo połączyć. Co nie znaczy, że ta płyta jest zła, bo ma parę błyszczących punktów, prezentuje ten specyficzny, rock’n’rollowo – skandynawski sznyt, ale jako całość, kompletny i zamknięty materiał, nie przekonuje. I o tym będzie poniższa, krótka dyskusja…

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress