content top

WOLVES IN THE THRONE ROOM – Celestite (Artemisia Records)

WOLVES IN THE THRONE ROOM – Celestite (Artemisia Records)

Od więziennych Casio-epizodów Vikernesa, przez fantasy-fantazje Mortiisa po Lordów Wind – przesiadający się z gitar na syntezatory metalowcy napisali niezbyt długą, ale wystarczająco okropną historię. Znaczą ją wydumane, pretensjonalne projekty, których nie sposób strawić, choćby stopy przypalano grudniowym ogniem. Wolves In The Throne Room wydaje się wpisywać w ten słusznie zapomniany nurt, ale o dziwo „Celestite” to fajna płyta o wysokim współczynniku przyswajalności.

Więcej

VALLENFYRE – Splinters (Century Media)

VALLENFYRE – Splinters (Century Media)

Po ostatnim, wyśmienitym A Fragile King, Sir Gregor Mackintosh nie pozostawił żadnych złudzeń, że metal niejedno ma imię. To było dokładnie cztery lata temu, kiedy razem z muzykami My Dying Bride, At The Gates i Doom, zrobił skok w bok od Paradise Lost, za sprawą projektu o nazwie Vallenfyre. W tym roku ponownie dadzą popalić i to nie tylko serią koncertów na letnich festiwalach, ale głównie przez wydanie drugiej długogrającej piły mechanicznej, nazwanej złowrogo „Splinters”. Za sznurki znów pociąga Century Media Records.

Więcej

ULTRAMANTIS BLACK – s/t (Relapse)

ULTRAMANTIS BLACK – s/t (Relapse)

Sam nie wiem, dlaczego zainteresowałem się tym wydawałoby się dziwnym tworem. Powodów było na pewno kilka – otóż wokal jest profesjonalnym wrestrelerem, biega po scenie półnagi w swoim wyjściowym, fikuśnym outficie i masce przypominającej owada, zespół powstał w oparciu o muzyków Pissed Jeans, robiących naprawdę sporo hałasu, a wszystko to pod szyldem Relapse Records. Sam jeszcze się w tym wszystkim gubię, ale nie mogłem sobie odpuścić sprawdzenia czegoś takiego jak Ultramantis Black, o których będzie jeszcze głośno, dosłownie i w przenośni.

Więcej

KETHA – nie lubię technicznych zespołów

KETHA – nie lubię technicznych zespołów

Zespołu Ketha nie trzeba specjalnie przedstawiać – każdy maniak ambitnego i połamanego, gitarowego łojenia zna ich dwie dotychczasowe płyty na wylot. Od premiery ostatniej – 2nd Sight – minęło już sporo czasu, więc chyba nikogo nie dziwi, że przypominamy o istnieniu tej zacnej formacji. Moment jest idealny, bo zespół przygotowuje się do premiery kolejnego wydawnictwa – ep – ki o jak zwykle tajemniczym tytule „#!% 16.7”. O podsumowanie minionych, dwóch lat a także kilka słów na temat nadchodzącego materiału, który ujrzy światło dzienne już jesienią, poprosiłem gitarzystę zespołu…

Więcej

ANATHEMA – Distant Satellites (Kscope)

ANATHEMA – Distant Satellites (Kscope)

Przyznam bez bicia, że na nową płytę Anathemy nie czekałam z niecierpliwością; objawiła mi się chwilę po oficjalnej premierze, która miała miejsce nieco ponad miesiąc temu. No jest, mam, wypadałoby zatem posłuchać. Podchodziłam do tego aktu zupełnie bez emocji. Dlaczego? Otóż dlatego, że mimo iż niegdyś byłam maniakiem, który obudzony w środku nocy, mógłby wyrecytować dowolnie wskazany tekst i zanucić bezbłędnie każdą, anathemową melodię, tak po „Hindsight” coś we mnie pękło, jakby to było następstwo katastrofy naturalnej, która zawisła nad zespołem po płycie o tymże tytule (ostatniej, którą chłonęłam z przyjemnością). Kolejne wydawnictwa jedynie pogłębiały owo pęknięcie, powodując kompletny rozpad między mną, a moją dawną fascynacją muzyką Brytyjczyków. Zwyczajnie, jak dla mnie, ich twórczość stała się zbyt… ckliwa. Brakowało w niej dawnego, nerwowego, niepokojącego pulsu, który niegdyś wyzwalał drgania we wszystkich mięśniach. Anathema stała się mi odległa jak krążące wokół naszej planety satelity. Jednak nowe dzieło braci Cavanagh – „Distant Satellites”, krążek, jak na Brytyjczyków przystało, niezwykle emocjonalny, który mimo, że nie jest zwrotem, przełomem ani nawet zwiastunem znaczących zmian w rozwoju zespołu, powoduje, że odległość jaką przebyli od prekursorów doom metalu do piewców alternatywno-progresywno-artystycznego rocka sprawia wrażenie jedynej i słusznej drogi.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress