content top

THE KOOKS – Let’s Go Sunshine (Lonely Cat)

THE KOOKS – Let’s Go Sunshine (Lonely Cat)

Krótko i węzłowato na temat depresji pogodowej. I tego, dlaczego słucham akurat The Kooks. Niedawno planowałem udać się na krótkie wakacje, mające być w założeniu pożegnaniem z tegorocznym, dość krótkim dla mnie, sezonem letnim. Pogoda sprzyjała, wydarzenia, niestety, nie, skutkiem czego zamiast po lasach mazurskich szwendałem się po czeluściach komputera, lecząc depresję – no właśnie – nowym albumem The Kooks, bo przynosił w ten smutny dzień kupę słońca w dźwiękach całkowicie nie-intelektualnych.

Więcej

LENNY KRAVITZ – Raise Vibration (Warner)

LENNY KRAVITZ – Raise Vibration (Warner)

Zupełnie bez echa przeszła nowa płyta Lenny’ego Kravitza, a przecież jest to nazwisko dobrze znane nawet osobom, których kontakt z muzyką ogranicza  się jedynie do odpalenia RMF-u w drodze do pracy. Wydawałoby się, że choćby w mainstreamowych mediach możnaby dojrzeć jakichś wieści o „Raise Vibration” – tymczasem nie było o to wcale tak łatwo. To dziwne, bo krążek – mimo, że nie jest wybitny – ma kilka dobrych momentów, i nawet daje się słuchać.

Więcej

SUEDE – The Blue Hour (Warner)

SUEDE – The Blue Hour (Warner)

Dojrzałość może być przyczyną kłopotów albo wręcz przeciwnie – służyć muzykantom. Panom z Suede wyraźnie służy, bo po reaktywacji ciągle nagrywają ciekawą muzykę ze szczytowaniem pt. „Night Thoughts”. Nowa płyta może zaskoczyć kolejną mutacją ich stylu, tym razem z wyraźną chęcią na stworzenie mocno epickiego dzieła. Czy udanego? To zależy z jakiej strony na płytę spojrzeć, w każdym razie, doceniam rozmach i mrówczą pracę, ale częściej słuchał będę jednak poprzedniczki.

Więcej

THE ARMED – Only Love (Throatruiner/No Rest Until Ruin)

THE ARMED – Only Love (Throatruiner/No Rest Until Ruin)

Nie miałem łatwej przeprawy z „Only Love”, tak samo jak dwa czy trzy lata temu było mi całkiem pod górkę z „Untitled”. Podobnie jednak jak wtedy, w końcu podałem sobie rękę z The Armed i tym razem wreszcie chyba zaakceptowałem ten zespół z całym swoim anturażem. Ta pochodząca z Detroit banda niekoniecznie reprezentuje sobą to, czego bym szukał w muzyce, ale ostatecznie są w stanie sprawić, że razem z nimi podśpiewuje pod nosem, że „Everything dies!”. Niewątpliwie trudno się z tym nie zgodzić, podobnie jak trudno jest „Only Love” najzwyczajniej nie docenić. Pozornie pełna wszystkiego, to płyta zaskakująco trzymająca się kupy, może nie tyle wyznaczająca nowy kierunek, co będąca wyrazem trendu, że w dzisiejszych czasach punk jednak wcale nie gryzie się z hipsterskimi ciuchami i jabłuszkiem na telefonie.  

Więcej

VOLA – Applause of a Distant Crowd (Mascot)

VOLA – Applause of a Distant Crowd (Mascot)

Pula tegorocznych muzycznych premier co i rusz powiększa się o kolejne, doskonałe pozycje wydawnicze. Jedną z nich jest druga pełnometrażowa propozycja muzyków z miasta, w którym gang Olsena próbował dokonać skoku stulecia. W odróżnieniu do nieporadnej szajki słynnego Egona, jego pobratymcy zrealizowali bardzo udane dzieło.

Więcej

EMBITTER – Nie moralizujemy…

EMBITTER – Nie moralizujemy…

Nostalgia za latami 90., najlepiej widoczna jest w muzyce. Nie na imprezach przypominających nielegalne rave’y, gdzie dzieciaki próbują bawić się jak dopiero co wyzwoleni spod komunistycznego jarzma rodzice, co w domowych zaciszach, gdzie głodni muzyki sprzed lat odkrywamy kolejne perełki. Jedną z nich i to na wyciągnięcie ręki jest stołeczny Embitter, będący pomostem pomiędzy tym co stare i utrzymane w klimacie bliźniaczym starej szkoły metalcore, a szwedzkiego napierdalania w duchu najlepszych thrash/death metalowych płyt sprzed lat. Da się na tym ugrać niejeden dobry gig, i – czego z całego serca życzę tej formacji – wyjść poza nasz kraj. Na zachodzie zdążyli przejrzeć na oczy i wynieść na piedestał Mizery, Higher Power czy Red Death, czas aby do tego grona dołączyli przedstawiciele naszej sceny. O zespole, najnowszej kasecie „Orwellian”, i mniej lub bardziej o życiu opowiadał nam wokalista Jakub Gajda.

Więcej

APATHEIA – Konstelacja Dziur (Godz ov War)

APATHEIA – Konstelacja Dziur (Godz ov War)

Imponuje mi konsekwencja, z jaką Greg wydaje muzykę podług swojego gustu, bez prób podwieszania się pod jadący wagonik jakiejś obecnej mikromody. Nie znaczy to, że każde wydawnictwo Godz ov War mnie zachwyca, ale widzę i doceniam linię programową. Apatheia jest taką płytą, która prawdopodobnie nie zostanie ze mną na resztę życia, mimo to nie zastanawiam się „co on w tym słyszy”, bo ja też to słyszę, i nawet mi się to podoba.

Więcej

UNDERGROUND OUT OF BANDCAMP – Część VII

UNDERGROUND OUT OF BANDCAMP – Część VII

Chroniczny brak czasu sprawia, że coraz rzadziej grzebię wśród różnych dziwnych wydawnictw, a wręcz coraz rzadziej słucham muzyki w ogóle. Ubolewam nad tym, ale i tak udało mi się wygospodarować parę wolnych minut, by przedstawić Wam trzy kolejne albumy, które – tym razem – pełne są niedoskonałości, ale mimo wszystko nie potrafię odmówić im charakteru i swoistego uroku. Zapraszam zatem na kolejny przegląd – dziś bierzemy do tablicy polskiego punk rocka, trochę hipsterskiego black metalu i czterech jazzowych eksperymentatorów ze Szwajcarii.  

Więcej

DAUGHTERS – You Won’t Get What You Want (Ipecac)

DAUGHTERS – You Won’t Get What You Want (Ipecac)

No to mamy kolejnego, murowanego kandydata do tzw. płyty roku. Tym razem nie ma piosenek, nie ma indie czy ciągnącego się godzinami transu. Jest Daughters i ich nowa płyta, która nieprzyjemny, dysharmoniczny i momentami całkowicie popierdolony hałas wyniosła do rangi akademickiej sztuki, głównie za sprawą nieszablonowego myślenia i chamskiego łamania schematów. W efekcie mamy miksturę, której próba klasyfikacji może doprowadzić recenzenta do rozstroju nerwowego. A to chyba najlepsza rekomendacja.

Więcej

KETHA – Syzyfowe prace

KETHA – Syzyfowe prace

Gorzko – słodka historia pożegnania ze światem zespołu Ketha. Zespołu, którego perypetie śledziliśmy na naszych łamach i zawsze ciepło się wypowiadaliśmy. Bo też i muzyka tego projektu była nietuzinkowa, zespół zawsze szedł własną ścieżką i być może to właśnie był największy minus sytuacji – nigdzie nie pasował i odbijało się to na dezorientacji decydentów, kreujących kulturę klubową. Wulgaryzując – nikt nie wiedział, gdzie ich upychać i do kogo będą pasować. Bo do nikogo w zasadzie nie pasowali. I tak po latach historia dobiega końca, co ciekawe, finisz odbywa się w pięknym stylu bo „Magnaminus” to zdaniem niżej podpisanego absolutnie najlepsze dzieło zespołu. Zupełnie inne, oddalone od metalu, od łamańców, zanurzone w transie i melancholii. Nad trumną pochylamy się z Maćkiem, szefem, gitarzystą i wokalistą Ketha, który choć może i przegrał bitwę, wojnę chce toczyć dalej. 

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress