content top

AHAB – The Boats of the Glen Carrig (Napalm Records)

AHAB – The Boats of the Glen Carrig (Napalm Records)

Zespół jednej, doskonałej płyty? Może nie do końca, ale jeśli przez doskonałość rozumieć arystotelesowy złoty środek, to Ahab zastosował go na swoim drugim albumie – „The Divinity of Oceans”. Od trzeciego i czwartego krążka, tu recenzowanego, jest już tylko miło „kołysać się w wśród fal”. Bez „ach, jak przyjemnie”.

Więcej

NILE – What Should Not Be Unearthed (Nuclear Blast)

NILE – What Should Not Be Unearthed (Nuclear Blast)

Po tym jak Naczelny na łamach Violence Online „zniszczył” ostatni long Nile – At The Gate Of Sethu, moją życiową misją stało się przekonywanie przechodniów, że na Nile znam się tylko ja. Nowe dzieło death metalowych egiptologów przypadnie do gustu wszystkim (fanom), więc mnie przekornie spodobać się nie może. Jestem w końcu synem swojego ojca, który w wieku 60-u lat w końcu przyznał, że pod parasolem deszcz nie pada i jest to zacny wynalazek. Dla plebsu, rzecz jasna.

Więcej

HAPPY PILLS – Czasem jeszcze nam się chce

HAPPY PILLS – Czasem jeszcze nam się chce

Cieszę się, że Happy Pills żyje. Gdzieś na uboczu sceny, w swoim świecie. Powoli, bez ciśnienia dłubie swoją muzykę i zawsze kiedy się pojawi, mamy do czynienia z przemyślaną porcją pozytywnego hałasu. Powody poniższej rozmowy były co najmniej dwa – odgrzebany przeze mnie album „Lo-Fi”, o którym parę słów znajdziecie gdzieś obok w rubryce „Spod Lady”, oraz najnowsza, wydana po kilku latach przerwy ep-ka z kowerami. Jakimi i dlaczego, dowiecie się z recenzji, zaś wywiad przeniesie nas na parę chwil do przeszłości. Dowiemy się dlaczego zespół nie zagrał w USA, czy lata 90. są fajne, a przede wszystkim – czy pojawi się nowa, autorska płyta. Dystrybutorem pigułek szczęścia był śpiewający basista zespołu – Jacek Kąkolewski, który ze swojego punktu widzenia przedstawił opinię na temat tego co było i być może będzie…

Więcej

HAPPY PILLS – Happy Pills (Gusstaff Records)

HAPPY PILLS – Happy Pills (Gusstaff Records)

Całkiem niedawno przypomniałem płytę Lo-Fi a tu proszę, jest nowość od tej sprawdzonej i sympatycznej ekipy. Znaczy – nie odpuszczają, i choć ich aktywność jest raczej dość ograniczona, nadal trzymają poziom. Potrafią też zaskakiwać, bo sporym atutem nowej ep-ki jest pomysł. Całkiem prosty zresztą – zespół nagrał kilka cudzych kompozycji, których wspólnym mianownikiem był tytuł – „Happy Pills”.

Więcej

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Muza ponura a wilki młode

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Muza ponura a wilki młode

Trudno powiedzieć, czy In Twilight’s Embrace ze swoją trzecią płytą staną u bram (khem, khem) sławy wszechświatowej. Muzykę mają świetną, pomysł na siebie – coraz wyraźniej sprecyzowany i nagrywają raz na ruski rok, ale za to rzeczy znakomite zamiast rozdrabniać się na byle co i „budowanie wizerunku”. Cyprian opowie p.t. czytelnikom o tym, jak nagrał dobry metal, jak rozliczył się z głupimi ideologiami i pouczy, że warto kupować płyty.

Więcej

KATIE CAULFIELD – szczęście nie jest wartością najwyższą

KATIE CAULFIELD – szczęście nie jest wartością najwyższą

Dzieci i ryby nie mają głosu, chyba, że są aroganckie i nie znają tego przysłowia. Wtedy mogą bez kompleksów podejść do dziedzictwa alternatywnego hałasu, wziąć sobie z niego co tylko chcą i stworzyć własny świat nad Wisłą. Krakowski zespół Katie Caulfield to nowicjusze, grają od około roku i właśnie popisali się debiutancką płytą, która może wprawić w konsternację bywalców OFF-a, znawców 90-emo, shoegaze, nojzu i co tam jeszcze można do tego worka wrzucić. Dlaczego? Bo tak „po prostu” nagrali materiał cholernie dojrzały, cholernie ciekawy, prosty, zgrzytliwy i pełny miodziastych melodii. Ale z drugiej strony, bardzo emocjonalny, depresyjny i lekko pretensjonalny w postrzeganiu rzeczywistości. I właśnie dlatego przejść obojętnie obok Sow Thistles raczej się nie da. O różnych kwestiach rozmawiałem ze śpiewającym gitarzystą zespołu, ukrywającym się pod pseudonimem Katie Hurdles. Antydepresanty zażyte? Ruszamy.   

Więcej

KATIE CAULFIELD – Sow thistles

KATIE CAULFIELD – Sow thistles

Lata temu hasło „demo” oznaczało odrapaną kasetę, na której debiutujący zespół zarejestrował rzeźbione na sali prób wypociny. Wprawdzie dzisiaj na fali oldskula moda na kasety i nagrywane jednym mikrofonem dziwactwa święci triumfy, jednak sformułowanie „debiutant” przestało kojarzyć się pierwszymi, nieudolnymi krokami w biznesie. Jako przykład tej tezy przedstawiam Katie Caulfield z Krakowa. Istniejący ok. roku zespół, który zarejestrował debiutancki materiał o takich pokładach depresji i krwi wylewającej się z głośników, jakby jego członkami byli nadwiślańscy Hiobowie, na których zwaliło się całe nieszczęście III RP. A przecież już wkrótce będzie IV. Co wtedy?

Więcej

APTEKA – Urojonecałemiasta (SPV Polska)

APTEKA – Urojonecałemiasta (SPV Polska)

Wiecie, czego najbardziej żałuję, myśląc o Aptece? Tego, że wiele lat temu, na fali obrzydzenia kasetami, sprzedałem oryginalne wydanie „Urojonych”. Oryginalne, bo do dzisiaj – zapewne ze względu na aspekty prawne – nie pojawiła się pełna, wypasiona i prawilna wersja tej płyty. Jeśli ktoś ma oryginał, zapraszam – chętnie odkupię. Oczywiście, po rozsądnej cenie. Teraz już wszyscy, wszystko wiedzą – będzie znowu sentymentalnie, znowu lata 90., znowu wzdychanie do jakichś zapomnianych przez Boga i ludzi rzępoleń.

Więcej

OFF FESTIVAL – najważniejsza jest muzyka

OFF FESTIVAL – najważniejsza jest muzyka

Okrągłe rocznice, choć są świetną okazją do świętowania, noszą w sobie często hektolitry pompatyczności, chałtury i niepotrzebnego blichtru, które zamiast wpływać na korzyść całego wydarzenia, skutecznie utrudniają pozytywny jego odbiór. Zjawisko to bez wątpienia uniwersalne, zauważalne zarówno podczas 20 rocznicy ślubu waszych rodziców jak i na festiwalach muzycznych, tego małego jak i dużego kalibru. 10 edycja katowickiego Off Festivalu nie dość, że jest właśnie tą jubileuszową, to jeszcze zalicza się do festynów tej drugiej kategorii. Już wyjaśniam dlaczego: o jego wymiarze nie świadczy frekwencja bijąca wszelkie rekordy wszechświata, przewyższająca liczbę uczestników, dajmy na to, Lollapaloozy. Jak w jednym z wywiadów wspomniał Artur Rojek, liczebność festu zamyka się w granicy 15 tysięcy osób. O jego jakości świadczy coś innego, o wiele ważniejszego, a mianowicie… muzyka.

Więcej

CALM THE FIRE – Doomed From The Start (Antena Krzyku)

CALM THE FIRE – Doomed From The Start (Antena Krzyku)

Z biegiem lat utwierdzam się w przekonaniu, że szarpanie się z muzyką w poszukiwaniu na siłę czegoś odkrywczego i nowatorskiego prowadzi tylko do frustracji i wrzodów żołądka. Chętniej posłucham znanej konfiguracji dźwięków, ale podszytych silnymi emocjami i talentem niż wynalazków estetycznie ukierunkowanych na zupełnie innego odbiorcę – przeważnie młodszego. Siłą rzeczy mam już swoje przyzwyczajenia i najbardziej cieszy mnie, kiedy nuty znajome jak ulubione kapcie nabierają w wykonaniu młodych zespołów nowych kolorków i brzmią, jakby właśnie cały gatunek przeżywał złote lata. Uwielbiam szybki hardcore, d-beat i szwedzki death metal, a więc drugi album Calm The Fire odbieram, jakby nagrano go specjalnie z myślą o mnie.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress