content top

FUTURELIGHT – Muzyka z duszą

FUTURELIGHT – Muzyka z duszą

Coś na osłodzenie kończącego się, mało letniego lata. Futurelight z miasta Łodzi pochodzi i zrobi nam dużo dobrego. Jest trochę rocka (mało, ale to chyba dobrze), jest synth i kilka smaczków, które na pewno spodobają się wszystkim, mającym w swoich zbiorach płyty Duran Duran czy Placebo. Na razie otrzymaliśmy zajawkę nadchodzącej wolno płyty, ale już wiadomo, że jeśli będzie iskra i parę fajnych melodii, o resztę martwić się nie trzeba… Po zespołowym świecie oprowadzał nas śpiewający gitarzysta Adrian Sęk.

Więcej

DINOSAUR JR – Give A Glimpse Of What Yer Not (Jagjaguwar)

DINOSAUR JR – Give A Glimpse Of What Yer Not (Jagjaguwar)

Stabilizacja czy szaleństwo? Wieczny zadzior czy równowaga? Oto pytania, które długo zadawali sobie misie z Dinosaur Jr. I doszli w końcu do wniosku, że skoro wielkimi kumplami (szczególnie Mascis i Barlow…) nie będą, to niech przynajmniej muzyka będzie trzymała równowagę. No i trzyma, bo kolejny krążek po reaktywacji zespołu jest: słuchalny, przyjemnie głaszczący nasz sentymentalizm, ale z drugiej strony, jakiś taki bez zadziora. Starość? Czy może właśnie ta nieszczęsna równowaga?

Więcej

KATATONIA – Koncert 4 października B90, Gdańsk

KATATONIA – Koncert 4 października B90, Gdańsk

Epatowanie smutkiem i melancholią jest w metalu zadaniem bardzo trudnym. Bardzo często można narazić się na kicz, wielokrotnie paść ofiarą krytyki, która ciągnie się przez lata (a muzycy krytyki nie lubią, oj nie lubią). Krokodyle łzy i ogromną troskę o problemy naszego świata wylewało na swoich płytach mnóstwo gothic-metalowych kapel. Było (jest…) jednak kilka wyróżniających się spośród grona „smutnych kuców w płaszczach”. Mrocznych, ale przyciągających. Posępnych, lecz wywołujących pozytywne konotacje. Wśród nich mamy Paradise Lost, Type O Negative, My Dying Bride i właśnie Katatonię.

Więcej

MYRKUR – Mausoleum (Relapse)

MYRKUR – Mausoleum (Relapse)

Myrkur. Amalie Bruun. Zjawisko. Pojawienie się tego projektu, a w zasadzie uroczej Dunki, mieszkającej w USA i zafascynowanej norweskim black metalem było (jest?) jakimś tam świeżym powiewem na metalowej scenie. Choć czy na pewno metalowej? Wprawdzie Amalie kręci się wokół muzyków związanych z tą sceną, tworzy coś w rodzaju kultu, robi sobie zdjęcia z plecakiem w leśnych ostępach, zdejmował ją zresztą nadworny fotograf black metalu – Peter Beste, zaś jeśli chodzi o samą muzykę… cóż. O debiutanckiej ep-ce pisaliśmy: pokłady sennych, zamulonych majaków, zderzone z szorstkimi ścianami gitar tworzą pewną, nową jakość, coś jakby Cocteau Twins na szatanistycznej ścieżce. Dzisiaj, kiedy znalezienie własnej drogi graniczy z cudem, trzeba przyznać, że duński projekt znajduje coś w rodzaju wyjścia z matni. Były duże nadzieje, które delikatnie ostudził pełnowymiarowy krążek „M” – Niby wszystko się zgadza, dużo się tu dzieje, nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale… nie ma w tym wszystkim jakiegoś obrazoburczego podejścia do dźwięków, aroganckiego poprzestawiania wszystkiego do góry nogami. I w tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to wina przyjętej formuły – jednoosobowego zespołu, gdzie wynajęci muzycy realizują zamysły lidera. Może zabrakło zdrowej dyskusji i kłótni a zostało tylko rzemiosło? Dzisiaj, za sprawą koncertówki „Mausoleum” (nagranej oczywiście w norweskim mauzoleum Emanuela Vigelanda w Oslo…) mamy małe zamieszanie, bo Amalie postanowiła zadać nam kolejną zagwozdkę – zrealizowane z towarzyszeniem żeńskiego chóru, z rzadko pojawiającymi się partiami fortepianu wersje kilku kawałków z „M” plus kower Bathory uświadamiają nam dwa fakty. Po pierwsze – Amalie ma głos jak dzwon i potrafi go używać, po drugie – jeszcze bardziej niż przy okazji poprzedniej płyty, nie do końca wiadomo o co chodzi. Czy chce zostać mainstreamową wokalistką z alternatywnego środka stawki, czy może po tym skoku w bok wróci do hałaśliwych gitar i leśnych black metali? Czy może jeszcze czymś zaskoczy? Nie wiadomo. I to jest z jednej strony fajne, intrygujące, z drugiej pojawia się żal, że zamiast szlifować swój patent na łączenie  – nie ukrywamy, że intrygujące – hałasu z klimatem, bawi się z nami niegrzecznie, zwodząc i plącząc tropy. Obiektywnie rzecz ujmując, „Mausoleum” jest przyjemny kawałek wokalistyki na światowym poziomie, przy okazji odkrywający duży potencjał kompozycyjny utworów z „M”, które obdarte z pełnej aranżacji nadal się bronią. Szefostwo Relapse bardzo w Amalie wierzy, a my czekamy na to, co będzie dalej… 

Więcej

NAÐRA – Allir Vegir Till Glötunar (Signal Rex)

NAÐRA – Allir Vegir Till Glötunar (Signal Rex)

Fanom muzyki Islandia już dawno przestała kojarzyć się jedynie z Björk i Sigur Rós. Widać to było chociażby po tegorocznym Offie, gdzie dużym powodzeniem cieszyły się koncerty GusGus i Kiasmos, widać także po niewielkiej, acz coraz prężniejszej scenie metalowej, której czołowym przedstawicielem bez wątpienia jest Sólstafir. Epickie, progresywne pieśni Sólstafir to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bowiem to, co kryje się na dnie, to dźwięki dużo bardziej mroczne i ekstremalne.

Więcej

SODOM – Decision Day (Steamhammer)

SODOM – Decision Day (Steamhammer)

Zespoły parające się muzyką, która raczej narząd słuchowy nadwyręża, niźli koi, dzielimy z reguły na dwie grupy: te, które zaskakują, wprowadzają w konsternację, nie stoją w miejscu, z każdym kolejnym materiałem robią krok naprzód i na takie będące od lat ostoją i gwarantem dobrej/złej (niepotrzebne skreślić) jakości. No, a rzecz w tym, że legenda thrashowej rzeźni, czyli niemieckie Sodom, zalicza się raczej do tej drugiej grupy. Sami spójrzcie – od wydanego 10 lat temu krążka „Sodom” chłopaki konsekwentnie łoją sobie w najlepsze, krzeszą riffy niczym pilarka spalinowa, Tom Angelripper (którego chyba spokojnie można ochrzcić tytułem niemieckiego Lemmy’ego) pokrzykuje o takich fajnych rzeczach jak chociażby wojna czy ludobójstwo, a machina stoi w miejscu. Nienaruszona przez nikogo.

Więcej

AVIAIRES – Nic na siłę

AVIAIRES – Nic na siłę

Nowa twarz, stara muzyka, współczesny punkt widzenia. Wrocławski Aviaries to kolejny krok w stronę łączenia gatunków, gdzie wspólnym mianownikiem pozostaje mroczny klimat i raczej niskie temperatury. Niby nic nowego, ale w ostatnich latach zapotrzebowanie na pozornie niepotrzebną muzykę bardzo wzrosło. Wrocławianie wychodzą naprzeciw sentymentom, ale – na całe szczęście – w jakiś zmyślny sposób łączą to co stare z nowoczesnym brzmieniem i niegłupim aranżem. Czy to dopiero początek i czy jeszcze usłyszymy o tej czwórce? Miejmy nadzieje, że tak. Na pytania odpowiadał Mark Magick.

Więcej

HORSEBACK – Dead Ringers (Relapse)

HORSEBACK – Dead Ringers (Relapse)

Poszukiwanie stało się chyba najważniejszym elementem współczesnej muzyki. Problem ze znalezieniem kamienia filozoficznego, czy też może świętego Graala muzyki jest zmorą tysięcy wykonawców, którzy jak ognia boją się jednego słowa (może poza Brzozowskim…), które jest gorsze niż wyrok śmierci – „przeciętność”. Nikt nie chce, by jego płyty kurzyły się w marketach na dolnych półkach, niestety, tylko nieliczni tego unikają. I do tego elitarnego grona dołącza dzisiaj Horseback, po raz nie wiem który zaliczający kolejną zmianę stylu.

Więcej

ALCEST – Nowa płyta już za miesiąc!

ALCEST – Nowa płyta już za miesiąc!

Dzisiejsza odsłona Alcest to muzyka klarowna, wydestylowana do niemal klasycznej formuły, bez brzmieniowych eksperymentów. W dodatku raczej podniosła a nie depresyjna. Jasne, być może więcej tu nudy niż zaskoczeń, ale taki już urok Alcest. Te dźwięki sprawiają wrażenie zawieszonych w innej czasoprzestrzeni – tak pisaliśmy na naszym portalu o poprzedniej płycie Alcest – „Shelter”. Co napiszemy o najnowszym, anonsowanej na 30 września krążku „Kodama”? Tego na razie nie zdradzimy, choć pojawiło się już kilka newsów na ten temat. 

Więcej

JAMBINAI – A Hermitage (Tell Tale Heart)

JAMBINAI – A Hermitage (Tell Tale Heart)

Post-rock umarł i nie jest to żadną prawdą objawioną. Formuła się wyczerpała, w jej obrębie zagrano już wszystko, co się dało, a żaden z czołowych przedstawicieli nurtu dawno nie nagrał dobrej płyty (może za wyjątkiem Godspeed You! Black Emperor – chociaż daleko im do formy na miarę „Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven”). Gdzie jednak żaden Amerykanin czy Europejczyk nie może, tam zawsze znajdzie się jakiś Azjata, który po prostu okaże się lepszy.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress