content top

HENRY DAVID’S GUN – Over the fence… and far away (Borówka Music)

HENRY DAVID’S GUN – Over the fence… and far away (Borówka Music)

Nagrywanie i wydawanie płyt w ostatnich latach to w zasadzie męka. Wiadomo, że kasy z tego nie będzie, „Ona tańczy dla mnie” zdarza się raz na paręnaście lat, a muzyka i tak dzień po premierze (albo i przed…) ląduje w necie. Szukanie w tym pokręconym biznesie logiki nie ma sensu. Dlatego tym bardziej człowiek się cieszy, kiedy znajdzie dzieło, mające w sobie jakiś sens i mądrość. Taki jest debiutancki long nowej formacji Wawrzyńca Dąbrowskiego.

Więcej

ABBATH – Abbath (Season of Mist)

ABBATH – Abbath (Season of Mist)

Przy okazji recenzji nowej płyty Borknagar wspomniałem o nastroju adekwatnym do zimowej pory i palącej potrzebie poczucia białej zadymy z prawdziwego zdarzenia. Niestety, wydaje się, że zima odeszła na dobre, a wraz z nią opady śniegu, których jak wiemy, było tym razem tyle co kot napłakał. Podobnie ma się sprawa z nową pozycją „śnieżnego piewcy z Blashyrkh”, tu pod imiennym szyldem Abbath.

Więcej

DIRA MORTIS – Jesteśmy zespołem niepopularnym…

DIRA MORTIS – Jesteśmy zespołem niepopularnym…

Moda na old school’owy metal powoli przechodzi do historii. Z tabunów nowych kapel parających się mocno zakorzenionym w latach 80. death czy thrash metalem zostało już dziś niewielu chętnych do tego by nadal grać. Jak z każdą modą tak i z tą czas postąpił brutalnie, odsiewając ziarno od plew, a na placu boju pozostali głównie Ci co walczyć potrafią. Dira Mortis to zespół, który od początku kroczył old school’ową ścieżką, ale był w tej mniejszości, która to miejsce wybrała świadomie. Dlatego też zamiast zwijać interes ekipa dowodzona przez mojego rozmówcę,  gitarzystę Leszka Makowieckiego, nagrywa kolejne, coraz lepsze materiały i właśnie ostatnie wydawnictwo grupy Psalms of Morbid Existence stało się główną przyczyną i tematem naszej rozmowy…

Więcej

ALUK TODOLO – Voix (The Ajna Offensive/NED)

ALUK TODOLO – Voix (The Ajna Offensive/NED)

Tu wszystko jest poplątane i nie na miejscu. Francuskie, instrumentalne trio Aluk Todolo nazwę wzięło z animistycznych wierzeń kultywowanych w górskiej części Indonezji. Czy można wyobrazić sobie lepszy tytuł? Chyba nie. Dodam też, że panowie nie grają muzyki popularnej. Nie grają piosenek ani metalu. Tylko occult rock. Cokolwiek to znaczy.

Więcej

ELIOT SUMNER – Information (Island/Universal)

ELIOT SUMNER – Information (Island/Universal)

Co się dzieje z tymi ludźmi?! Eliot Sumner, córka Stinga, to kolejny artysta, który nie za bardzo wie, kim jest i dlaczego. Nie mam jednak zamiaru pochylać się nad problematyką płciowej identyfikacji, bardziej interesuje mnie to, co rzeczony artysta (powiedzmy, że będę używał takiego oto neutralnego słownictwa…) wyciąga ze swojego łba i jak to działa na moją wyobraźnię.

Więcej

ORANSSI PAZUZU – Värähtelijä (Svart Records)

ORANSSI PAZUZU – Värähtelijä (Svart Records)

Zespoły, które w danym momencie uznaje się za poszerzające formułę black metalu, mają z reguły dość krótką świeżość. Nowe spojrzenie na drętwą konwencję starcza przeważnie na nagranie jednej lub dwóch płyt, przy których gawiedź fanowsko-dziennikarska pokiwa głowami i pomruczy z uznaniem. W którymś momencie okazuje się, że o pomysł na dobrą muzykę już znacznie trudniej, i pozostaje kręcenie się wokół tych samych „udziwnień”, które przeterminowują się szybciej niż np. „staronorweskie” brzmienia.  Pamiętacie industrialno-blackmetalowe wynalazki sprzed 15 lat? No właśnie. Tymczasem Oranssi Pazuzu z wiatrem w żaglach dopłynął do czwartej płyty, która nie tylko jest bardzo udana, ale wstępnie wydaje mi się ich najlepszym jak dotąd wydawnictwem.

Więcej

SINGAPORE SLING – Feerie sprzężeń

SINGAPORE SLING – Feerie sprzężeń

O Singapore Sling już pisaliśmy na naszych łamach, dziwując się płycie Psych Fuck. Co z tym fantem można zrobić na scenie? Podejrzenia, że płyta i koncert to w przypadku Islandczyków dwa różne światy, w dużej mierze się sprawdziły i ta garstka miłośników hałasu, która w niedzielny wieczór zebrała się w zacisznej miejscówce Cafe Kulturalna, była chyba usatysfakcjonowana. Choć trzeba też przyznać, że to co zaprezentował Singapore Sling skierowane jest do słuchacza o bardzo określonych preferencjach…

Więcej

SWANS – The Burning World (MCA Records)

SWANS – The Burning World (MCA Records)

Rozwodzenie  się na temat muzyki Swans w kontekście ogromnego sukcesu nowej odsłony  zespołu Giry jest ciut bez sensu. Wydane po reaktywacji płyty spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem hipsterów i nawet część z młodocianych adeptów alternatywy odgrzebała  gdzieś „Children of God”. Gira, który przez lata wściekał się na brak sukcesów i narzekał na przesrany los artysty, mógł wreszcie odetchnąć. Tym bardziej cieszy mnie wieść, że najnowsza, anonsowana na wiosnę br. płyta ma być ostatnią w tym składzie. Co dalej? Powrót Angels of Light? Tak czy inaczej – szacunek za nadal niekomercyjne, nonkonformistyczne podejście i pytanie, czy nowe dzieło będzie tzw. przełomem? Muzyka przełomów to dla Swans nie pierwszyzna…

Więcej

DESOLATED – The End (MLVLTD Records)

DESOLATED – The End (MLVLTD Records)

Jeśli piętnaście lat temu biłeś pokłony przed brutalnością breakdown, a dziś nie możesz żyć bez Foundation i niemieckiego beatdownu, propozycja wszem i wobec lubianych Brytyjczyków z Desolated powinna Ci przypaść do gustu. Początkowo zespół był prześmiewczą odpowiedzą na panującą na scenie „napinkę” wynikają ze zbyt poważnego traktowania beatdownu, z czasem stali się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktów na Wyspach. Zresztą, obok Pay No Respect, zaprzyjaźnionego Malevolence czy absolutnie genialnego w swej klasie Brutality Will Prevail nie mają większej konkurencji. Ot, grają brutalnie, wściekle, ale nie jest to kwadratowe, teutońskie łojenie jak u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie ostatnio za punkt honoru stawiają sobie granie jak najprostszych riffów i ubieranie ich w odzienie antify. Na całe szczęście Desolated mają polityczne niesnaski gdzieś i liczy się muzyka.

Więcej

SUPERHALO – Nie używać Metal Zone!

SUPERHALO – Nie używać Metal Zone!

Niech żyje rock! Z takim hasłem wraca po dłuższym niebycie świetna załoga Superhalo. Na Bang!Bang każdy maniak „po prostu rocka” znajdzie coś dla siebie. Jest zadziornie, ale i bardzo inteligentnie. Superhalo wychodząc z grona  wykonawców zafascynowanych stonerem, uzyskało własną tożsamość, grając prościej i bardziej przebojowo. I zaliczając przy okazji szereg bolesnych zmian składu. Jaka to trauma, wie każdy muzykant. Superhalo udało się z takiej opresji wyjść jeszcze silniejszym. O szczegółach nowej płyty rozmawiam z panami  Kidd’em (vox) i basistą Wrzosem. 

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress