content top

AVE CAESAR – Wspólny język

AVE CAESAR – Wspólny język

Młodość ma swoje prawa i fanaberie, dlatego wrocławski AveCaesar może sobie paradować w maskach, grać bez basu i nazywać swoją muzykę post grunge. Czemu nie, prawda? A ja mogę twierdzić, że grają piosenki. Choć na pewno są odpowiednio hałaśliwi, o czym przekonuje Michał w relacji zamieszczonej gdzieś obok. Z zespołem poznaliśmy się w zeszłym roku i na szczęście, nie odpuścili, tylko dalej walczą. Nie z rezygnowali z tajemniczej otoczki, nie skumali się z żadnym władcą czterech strun. Słowem, są wyraziści, mają nadal pomysł i zajawkę, a nade wszystko – dobrą muzykę, o czym przekonuje nowa płyta „Growing”. Nie mogło zatem zabraknąć rozmowy z duetem, na którą zapraszamy.

Więcej

AVE CAESAR – Organicznie i żywiołowo

AVE CAESAR – Organicznie i żywiołowo

Lubię małe koncerty. Zawsze podobała mi się ich atmosfera, taka przyjacielska i niemalże rodzinna, bliskość muzyków oraz dużo luzu i swobody. Nawet jeśli czasem – choć co warte podkreślenia, nie jest to regułą – trącą nieco amatorszczyzną, to chyba jeszcze nie spotkałem się, żeby ci wykonawcy odpuszczali, choć często dopiero debiutują jakimś materiałem. Nie ma grania na pół gwizdka, choćby i przyszło z piętnaście osób, a dziesięć z nich było przypadkiem. Może to właśnie dlatego, że po zagraniu chujowego gigu wstyd spojrzeć tym ludziom w oczy? W końcu bez problemu można to zrobić każdemu z osobna. A może to po prostu kwestia wiary w to, że ich zdzieranie strun ma sens, a świat kiedyś będzie leżał u ich stóp?

Więcej

AVECAESAR – Growing

AVECAESAR – Growing

AveCaesar to projekt ciekawy nie tylko ze względu na zamaskowany image, ale przede wszystkim za sprawą intrygującej muzyki. Już na „Training For Utopia” chłopaki przejawiali aspiracje ku dobremu graniu, choć ich propozycja była jeszcze zbyt mocno utytłana w cobainowskim sosie. Za sprawą „Growing” postawili olbrzymi krok do przodu, dzięki któremu nie tylko oskarżenia o bycie kopistami Nirvany tracą na racji bytu, ale który przede wszystkim pozwala o nich mówić jako o jednej z ciekawszych formacji na mapie polskiego gitarowego hałasu.

Więcej

JAPANDROIDS – Near To The Wild Heart Of Life (Anti- /Sonic)

JAPANDROIDS – Near To The Wild Heart Of Life (Anti- /Sonic)

Kiedy słucham Japandroids mam przed oczami sielskie obrazki z amerykańskich przedmieść – szerokie ulice, po których raz na jakiś czas przemknie 10-litrowy Dodge; zielone ogródki; równe chodniki, pełne jeżdżących na tylnym kole BMX-a chłopców w szerokich dresach; gościa, który bez pośpiechu, skuterem, rozwozi pizzę i drugiego, który z uśmiechem na twarzy wrzuca do ustawionych przed domem skrzynek gazety. Okazuje się jednak, że Japandroids są z Kanady. Chociaż z Vancouver.

Więcej

TIDES FROM NEBULA – Trzeba mieć trochę szczęścia

TIDES FROM NEBULA – Trzeba mieć trochę szczęścia

Kilka tygodni temu panowie z Tides From Nebula zakończyli dwumiesięczną trasę po Polsce, podczas której promowali swój nowy album – „Safeheaven”, a już niedługo ruszają na kolejne koncerty. Tym razem odwiedzą m.in. Niemcy, Belgię i Danię. Oprócz tego ruszyło niedawno studio, należące do perkusisty Tomka i gitarzysty Macieja Karbowskiego, który to zgodził się uciąć krótką, luźną pogawędkę na temat rzeczonego studia i kilku innych spraw.

Więcej

SLIPKNOT – Iowa (Roadrunner Records)

SLIPKNOT – Iowa (Roadrunner Records)

Po latach od szczytowej popularności nu-metal zapisał się się na kartach muzycznej historii prędzej jako jednorazowa wpadka, niż zakrojona na szeroką skalę rewolucja. Zespoły grające skoczną wariację nt. groove metalu zmiksowanego z rapem i szczątkowymi ilościami muzyki hardcore przepadły równie szybko, co się pojawiły, a po scenie z dziarskim krokiem i dumną postawą chodzą tylko nieliczni reprezentanci nurtu. Fascynująca jest przepaść między wynalazcami tej stylistyki a jej spadkobiercami. Wskażecie mi nu-metalowe składy, które wciąż kompletują widownie na koncertach liczoną w tysiącach? Oprócz zwariowanego System of a Down, Korn czy Limp Bizkit, próżno takowych szukać. Do tego grona można zaliczyć jeszcze Slipknot – najbardziej agresywnych graczy w gatunku.

Więcej

IMMOLATION – Atonement (Nuclear Blast)

IMMOLATION – Atonement (Nuclear Blast)

Najgorsza zaraza jaka może dotknąć metalowy zespół, to utrata kontaktu z rzeczywistością. Przykładów takich parodii jest sporo. Na ich tle nowojorski Immolation to oaza spokoju i wyznacznik dobrego smaku w klasycznie brutalnym death metalu. Mieli swoje pięć minut, tłuką kolejne, raz lepsze, raz nieco gorsze płyty, ale zawsze trzymają klasę i ciągle budzą zainteresowanie, choć żadnych głupot w Internetach nie pisują. A że nowa płyta – pomijając kilka lekkich potknięć – jest bardzo dobrym kawałkiem brutalnego łomotu, postanowiliśmy razem z kolegą Bartoszem przyjrzeć się jej nieco bliżej. 

Więcej

IMMOLATION – Wszystko działa jak należy.

IMMOLATION – Wszystko działa jak należy.

Immolation to jeden z tych zespołów, które przetrwają mody, burze i chwile zastoju. I zawsze będą się dobrze bawić, mimo, że ani kasy ani klejących się do nich blondyn nie będzie. Jest to też jeden z zespołów, który, mimo, że coraz bardziej z death metalem mi nie po drodze, bardzo szanuję i nadal lubię. Dlatego ucieszyłem się, że najnowsze dzieło znowu zwyżkuje, po w sumie dość bezbarwnej – z dzisiejszego punktu widzenia – płycie „Kingdom of Conspiracy”, a skoro dodatkowo nawinęła się okazja by pogadać chwilę z dłuuugowłosym Rossem Dolanem, specjalnie się nie zastanawiałem. Efekty poniżej.

Więcej

OVERKILL – The Grinding Wheel (Nuclear Blast)

OVERKILL – The Grinding Wheel (Nuclear Blast)

Już od hucznych początków Nowej Fali Thrash Metalu wiadomo było, że ten trend nie potrwa za długo. Ile kapel może stworzyć ciekawe wariacje nt. riffów krzewionych w poprzednim stuleciu przez legendy gatunku? Jak się okazało: niewiele. Młodzi (z wyjątkiem kilku nazw) dawno przepadli w morzu jednakowych grup, a starsi odegrali się klasowymi powrotami z zaświatów. Podług anglojęzycznej dewizy „old but gold” zagrali Exodus, Onslaught i Testament. Wśród tych składów zagościł także Overkill, który przez długie lata cieszył fanów nieco zachowawczymi, aczkolwiek udanymi albumami. Czy „The Grinding Wheel” kontynuuje udaną passę Blitza i kolegów? O tym dyskutujemy z Grzegorzem.

Więcej

EMPTINESS – Not For Music (Season of Mist)

EMPTINESS – Not For Music (Season of Mist)

Wydawać by się mogło, że do zyskania łatki wykonawcy „awangardowego” black metalu wystarczy co najwyżej odpowiednio przefiltrować inspiracje Deathspell Omega lub Ved Buens Ende. Wszyscy jednak doskonale wiemy, jaka to ta awangarda jest… Szukając zatem swojego przyczółka, należy przede wszystkim pamiętać, by nie zabrnąć przy tym w ślepy zaułek – czyli z jednej strony, aby nie odcinać kuponów od wyblakłej już chwały największych, a z drugiej by nie stanąć pod ścianą, której nie da się przeskoczyć. Emptiness, niestety, znaleźli się chyba w tym drugim punkcie.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress