content top

THE LAST SHADOW PUPPETS – Everything You’ve Come To Expect (Domino/Sonic Records)

THE LAST SHADOW PUPPETS – Everything You’ve Come To Expect (Domino/Sonic Records)

Niech Was nie zmyli okładka – to nie disko ani inna potupajka, tylko rasowa płyta od gości co znają się na rzeczy. Choć faktycznie, hałasu tu mało a raczej sporo świetnie zaaranżowanych piosenek, których korzenie rozpościerają się gdzieś pomiędzy dystyngowanym indie rockiem a harmoniami znanymi z płyt Davida Bowie.

Więcej

PARQUET COURTS – Human Performance (Rough Trade/Sonic Records)

PARQUET COURTS – Human Performance (Rough Trade/Sonic Records)

Zacząłem kwestionować moje człowieczeństwo. Nie wiem, czy to było szczere, tak jak mi się wydawało, czy tylko na potrzeby występu, ale poczułem się jak – w jakimś stopniu – wadliwy przyrząd. Jak maszyna zaprogramowana by udawać człowieka wykazującego objawy uszkodzenia” – tak Andrew Savage z Parquet Coutrs próbuje przybliżyć kulisy powstania najnowszego dzieła swojego zespołu. Coś z tego rozumiecie? Ok, ja też nie, zatem wiadomo, że mamy do czynienia z kolejną, piątą już płytą nowojorskich, lekko odchylonych od normy rockmanów.

Więcej

LONKER SEE – Jazz, majeranek i morze

LONKER SEE – Jazz, majeranek i morze

Lonker See zaprzecza teorii, jakoby w 3M najlepiej miały się zespoły indie rockowe. Oczywiście, to tylko moja, prywatna opinia i dzisiaj sam ją burzę, stawiając na nieludzkiego stwora, który pompuje w żyły sam mrok, brud i gruz, w dodatku z jazzowym bujnięciem. To właśnie paradoks, który powoli staje się standardem – zespoły dłubiące w dronach, ambientach i transie coraz częściej sięgają w stronę poletka zarezerwowanego dla improwizatorów. W przypadku Lonker See mowa o Tomaszu Gadeckim, znanym z miliona projektów, że wymienię tylko współpracę z Mikołajem Trzaską czy Pure Phase Ensemble.  Na Split Image jego saksofon dołącza do mrocznej magmy, wyciągając z niej zupełnie inny kontekst, udowadniając, że każda kolaboracja, nawet najdziwniejsza, ma sens, jeśli spotkają się otwarte głowy… Więcej dowiecie się od samych zainteresowanych czyli Bartosza i Joanny, szefów zespołu.

Więcej

ALARIC – End of Mirrors (Neurot Recordings)

ALARIC – End of Mirrors (Neurot Recordings)

Recykling muzyki lat 80. trwa – i na świecie, i na taśmie recenzenckiej, bo znów opisuję płytę, która w jakiś sposób wyraźnie nawiązuje do „tego, co było”. Prędzej skończy się tlen niż nowe fale nowej fali – karawana sunie powoli, ale do przodu. Na tle starych chabet deathrock wygląda przynajmniej na tę najmniej zajeżdżoną. Czas dla Alaric jest wciąż łaskawy, pamięć po solidnym debiucie i jeszcze solidniejszym splicie z Atriarch jeszcze nie przygasła… Nic tylko siadać i nagrywać arcydzieło. „End of Mirrors” to może jeszcze nie ten etap, ale zespół złapał wysoką falę i nie spuszcza z tonu.

Więcej

MIRRORS FOR PSYCHIC WARFARE – s/t (Neurot Recordings)

MIRRORS FOR PSYCHIC WARFARE  – s/t (Neurot Recordings)

Czasami nuda nie jest zła, pamiętajcie o tym, drodzy mistrzowie  – tak chciałbym zwrócić się do Scotta Kelly’ego i Sanforda Parkera po wysłuchaniu ich debiutanckiego dzieła nagranego pod szyldem Mirrors For Psychic Warfare. To prawdziwy album na miarę XXI wieku – nieokreślony, czerpiący z różnych epok w muzyce, pokazujący, że Parker i Kelly wielkimi muzykantami są, ale jednocześnie prowokujący wniosek, że czasami lepiej siedzieć z rodziną w domu a nie obijać się po studiach nagraniowych.

Więcej

LONKER SEE – Split Image (Music Is The Weapon)

LONKER SEE – Split Image (Music Is The Weapon)

I znowu Trójmiasto wygrywa starcie. W kategoriach eksperymentu, mroku, otwartych głów i hipnotyzującej psychodelii. Czyli… wiatr od morza namieszał w głowach i poprzestawiał układankę. W każdym razie – jeśli szukacie czegoś wciągającego niczym twarde dragi, macie dużo czasu i lubicie szwendać się po dźwiękowych labiryntach, płyta „Split Image” Lonker See spełni wasze oczekiwania.

Więcej

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Trembling (Arachnophobia Records)

IN TWILIGHT’S EMBRACE – Trembling (Arachnophobia Records)

Gdybyśmy spotkali się dwadzieścia lat temu… Gdyby nasze drogi przecięły się wtedy, to mogłoby się pojawić tytułowe drżenie i pewnie dałbym się porwać tym dźwiękom. Kochałbym je może równie mocno, jak kochałem „The Gallery” albo „Slaughter of the Soul”. Dzisiaj jest jednak na to za późno, bo po tym etapie moich muzycznych fascynacji został mi już chyba tylko sentyment. In Twilight’s Embrace nie mogło jednak pojawić się w tamtych czasach i trudno mieć pretensje do zespołu o dzisiejszy brak chemii między nim, a piszącym te słowa..

Więcej

DEAD REGISTER – Fiber (AVR Records)

DEAD REGISTER – Fiber (AVR Records)

Nowa twarz na scenie. Założone w Atlancie trzy lata temu trio Dead Register dorobiło się demówki i wydanego niedawno długograja. Dokładają tym samym cegiełkę do ponurego zamczyska, gdzie blade panie w wiktoriańskim sztafażu kopulują z ponurymi sludge’owcami, próbując nadać nowe znaczenie mocno skundlonemu określeniu gotycki metal. Czy to może się udać?

Więcej

HEY – Błysk (Kayax)

HEY – Błysk (Kayax)

Nowy album Hey jest dokładnie taki jak zaprojektowania przez Macieja „Morettiego” Morusia okładka. Intrygujący, niedopowiedziany i momentami bardzo oszczędny. I choć zespół na swojej jedenastej płycie oddala się nieco od eksperymentalnego charakteru dwóch poprzednich krążków, fani „Teksańskiego” nadal nie mają tu czego szukać. To cały czas błysk-otliwy, mocno alternatywny pop rock dla dojrzałego słuchacza.

Więcej

WAKE – Sowing the Seeds of a Worthless Tomorrow (Every Day Hate Records)

WAKE – Sowing the Seeds of a Worthless Tomorrow (Every Day Hate Records)

Nie dalej jak kilka dni temu usłyszałem w prywatnej rozmowie takie zdanie: „nigdy nie przekonasz mnie do grindcore”. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem zamiaru nikogo przekonywać, tudzież zmuszać do słuchania hałasu (no, może wyjątkiem będą tu moi sąsiedzi, których z tego miejsca poniżam wyjątkowo serdecznie), ale słowa te wryły mi się w pamięć na tyle, że zacząłem zastanawiać się co właściwie mnie przekonało do tego stylu muzycznego. Myślałem, myślałem… aż w końcu wymyśliłem. Grindcore w dobrym wydaniu daje słuchaczowi tak ponadprzeciętną dawkę energii, że trudno jest mi znaleźć w tej chwili odpowiednie porównanie. To petarda, niczym nieskrępowana intensywność i powalający, bezkompromisowy czad. W skrócie byłoby na tyle. A wracając do tematu, powiem wprost: kocham ten gatunek głównie dla przytoczonych przed chwilą kwestii i tak się właśnie składa, że od kilku tygodni towarzyszy mi album, który w każdym ze wspomnianych aspektów prezentuje się lepiej niż dobrze.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress