content top

LOWER – Seek Warmer Climes (Matador/Sonic)

LOWER – Seek Warmer Climes (Matador/Sonic)

Usłyszałem ostatnio stwierdzenie, że w dniu dzisiejszym nie ma już czegoś takiego jak oryginalna muzyka. Są tylko zespoły, które w inteligentny i ciekawy sposób potrafią korzystać ze zdobyczy swoich poprzedników. Jeśli przyjąć taką definicję za punkt odniesienia, kopenhaski Lower jest genialnym potwierdzeniem powyższej teorii. Na „Seek Warmer Climes” w zasadzie nie ma niczego nowego, jest za to całkiem fikuśne zestawienie kilku elementów, pozornie dobrze nam znanych. Skutkiem tego jest płyta, która intryguje i drażni, zwracając na siebie uwagę. Czego chcieć więcej?

Więcej

VOODOO GODS ‒ Anticipation for Blood Leveled in Darkness (Saturnal)

VOODOO GODS ‒ Anticipation for Blood Leveled in Darkness (Saturnal)

Kapela zaistniała wydaną w 2008 roku ep-ką „Shrunken Head”, ale rozgłos przyniosła jej nie tyle sama muzyka, co głównie informacja, że w projekt zaangażowani są ludzie znani z Morbid Angel, Nocturnus, Centurian, Manowar, Behemoth i Sceptic. Cztery kawałki zawarte na debiutanckim wydawnictwie okazały się jednak na tyle przeciętne, że słuch po zespole szybko zaginął, pozostając po prostu ciekawostką. Do momentu aż Alex Von Poschinger, założyciel, kompozytor i perkusista grupy, nie zdecydował się kontynuować tematu. Miejsce Nergala i Mike’a Browninga zajął Corpsegrinder, a nowy materiał okazuje się o klasę lepszy od tego sprzed lat.

Więcej

FELIX THE BAKER – mamy grubą warstwę tłuszczu

FELIX THE BAKER – mamy grubą warstwę tłuszczu

Na początek mała refleksja – dość narcystyczna w sumie – czy normalny jest człowiek zachwycający się i SWANS i Merkabah i właśnie Felix The Baker? Być może nie, ale nie zmienia to faktu, że Felix Piekarz mi się podoba i z przyjemnością konsumuję ich ep-kę, pokazującą, że scena beztroskiego, figlarnego rocka, flirtującego z tanecznymi bitami i nie bojącego się stęchlizny nowojorskich piwnic, ma się u nas coraz lepiej. Ba, same zespoły całkiem świadomie podchodzą do swojej profesji a ich zainteresowania nie są wcale chwilowym kaprysem. Słuchając „Weirdos Dancing Club” i konwersując z perkusistą formacji (Poznań – indie – perkusja, to już jakaś prawidłowość…) Jakubem, czułem, jak staję się coraz młodszy…

Więcej

FLOOR ‒ Oblation (Season of Mist)

FLOOR ‒ Oblation (Season of Mist)

Steve Brooks, gitarzysta, wokalista i lider bombastycznie przebojowej grupy Torche, przypomniał sobie o swojej dawnej kapeli. Z Floor w latach 1994-2001 wydał masę ep-ek i splitów oraz w 2002 długograj „Floor”. Następnie skopiował pomysł na brzmienie, skrzyknął nowych muzyków, dorzucił jeszcze więcej melodii i pod szyldem Torche rozpoczął nowy, udany rozdział kariery. Choć zespół jest cały czas aktywny, Brooks zapragnął pohałasować raz jeszcze z macierzystą ekipą. „Oblation” to klimatyczny, lekko melancholijny, wpadający w ucho stoner/sludge, oparty o pulsujące riffy bardzo nisko nastrojonych gitar i dźwięczny głos Brooksa.

Więcej

NUX VOMICA ‒ Nux Vomica (Relapse)

NUX VOMICA ‒ Nux Vomica (Relapse)

Istnieje teoria mówiąca, że wszystkie riffy zostały już skomponowane, że płyty, które miały zostać nagrane, już dawno się ukazały, a jedyne co pozostaje to czerpać inspiracje i zgrabnie modyfikować powszechnie znane patenty i zagrywki. Być może jest to teoria słuszna, aczkolwiek od każdej reguły musi być wyjątek. Tym wyjątkiem jest właśnie bazująca w Portland grupa Nux Vomica, której trzeci album wymyka się prostemu szufladkowaniu. Jej twórczości nie da się po prostu wrzucić do wora z dziesiątkami podobnych kapel, ponieważ takich zespołów nie ma.

Więcej

WOLVES IN THE THRONE ROOM – Celestite (Artemisia Records)

WOLVES IN THE THRONE ROOM – Celestite (Artemisia Records)

Od więziennych Casio-epizodów Vikernesa, przez fantasy-fantazje Mortiisa po Lordów Wind – przesiadający się z gitar na syntezatory metalowcy napisali niezbyt długą, ale wystarczająco okropną historię. Znaczą ją wydumane, pretensjonalne projekty, których nie sposób strawić, choćby stopy przypalano grudniowym ogniem. Wolves In The Throne Room wydaje się wpisywać w ten słusznie zapomniany nurt, ale o dziwo „Celestite” to fajna płyta o wysokim współczynniku przyswajalności.

Więcej

VALLENFYRE – Splinters (Century Media)

VALLENFYRE – Splinters (Century Media)

Po ostatnim, wyśmienitym A Fragile King, Sir Gregor Mackintosh nie pozostawił żadnych złudzeń, że metal niejedno ma imię. To było dokładnie cztery lata temu, kiedy razem z muzykami My Dying Bride, At The Gates i Doom, zrobił skok w bok od Paradise Lost, za sprawą projektu o nazwie Vallenfyre. W tym roku ponownie dadzą popalić i to nie tylko serią koncertów na letnich festiwalach, ale głównie przez wydanie drugiej długogrającej piły mechanicznej, nazwanej złowrogo „Splinters”. Za sznurki znów pociąga Century Media Records.

Więcej

ULTRAMANTIS BLACK – s/t (Relapse)

ULTRAMANTIS BLACK – s/t (Relapse)

Sam nie wiem, dlaczego zainteresowałem się tym wydawałoby się dziwnym tworem. Powodów było na pewno kilka – otóż wokal jest profesjonalnym wrestrelerem, biega po scenie półnagi w swoim wyjściowym, fikuśnym outficie i masce przypominającej owada, zespół powstał w oparciu o muzyków Pissed Jeans, robiących naprawdę sporo hałasu, a wszystko to pod szyldem Relapse Records. Sam jeszcze się w tym wszystkim gubię, ale nie mogłem sobie odpuścić sprawdzenia czegoś takiego jak Ultramantis Black, o których będzie jeszcze głośno, dosłownie i w przenośni.

Więcej

KETHA – nie lubię technicznych zespołów

KETHA – nie lubię technicznych zespołów

Zespołu Ketha nie trzeba specjalnie przedstawiać – każdy maniak ambitnego i połamanego, gitarowego łojenia zna ich dwie dotychczasowe płyty na wylot. Od premiery ostatniej – 2nd Sight – minęło już sporo czasu, więc chyba nikogo nie dziwi, że przypominamy o istnieniu tej zacnej formacji. Moment jest idealny, bo zespół przygotowuje się do premiery kolejnego wydawnictwa – ep – ki o jak zwykle tajemniczym tytule „#!% 16.7″. O podsumowanie minionych, dwóch lat a także kilka słów na temat nadchodzącego materiału, który ujrzy światło dzienne już jesienią, poprosiłem gitarzystę zespołu…

Więcej

ANATHEMA – Distant Satellites (Kscope)

ANATHEMA – Distant Satellites (Kscope)

Przyznam bez bicia, że na nową płytę Anathemy nie czekałam z niecierpliwością; objawiła mi się chwilę po oficjalnej premierze, która miała miejsce nieco ponad miesiąc temu. No jest, mam, wypadałoby zatem posłuchać. Podchodziłam do tego aktu zupełnie bez emocji. Dlaczego? Otóż dlatego, że mimo iż niegdyś byłam maniakiem, który obudzony w środku nocy, mógłby wyrecytować dowolnie wskazany tekst i zanucić bezbłędnie każdą, anathemową melodię, tak po „Hindsight” coś we mnie pękło, jakby to było następstwo katastrofy naturalnej, która zawisła nad zespołem po płycie o tymże tytule (ostatniej, którą chłonęłam z przyjemnością). Kolejne wydawnictwa jedynie pogłębiały owo pęknięcie, powodując kompletny rozpad między mną, a moją dawną fascynacją muzyką Brytyjczyków. Zwyczajnie, jak dla mnie, ich twórczość stała się zbyt… ckliwa. Brakowało w niej dawnego, nerwowego, niepokojącego pulsu, który niegdyś wyzwalał drgania we wszystkich mięśniach. Anathema stała się mi odległa jak krążące wokół naszej planety satelity. Jednak nowe dzieło braci Cavanagh – „Distant Satellites”, krążek, jak na Brytyjczyków przystało, niezwykle emocjonalny, który mimo, że nie jest zwrotem, przełomem ani nawet zwiastunem znaczących zmian w rozwoju zespołu, powoduje, że odległość jaką przebyli od prekursorów doom metalu do piewców alternatywno-progresywno-artystycznego rocka sprawia wrażenie jedynej i słusznej drogi.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress